Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   LIPCA   2020 r.
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Imieniny obchodzą:
Dominika, Łucja, Teresa
 
Polonia Christiana nr 52       POLSKA
Roman Motoła

Aborcyjny kompromis czy prawo i sprawiedliwość?

Aborcyjny kompromis czy prawo i sprawiedliwość?

Zakończyła się akcja zbierania podpisów pod projektem nowelizacji ustawy aborcyjnej w duchu pełnej i skutecznej ochrony życia nienarodzonych. Jej sukces zależy w dużej mierze od nas wszystkich – od tego czy przekonamy parlamentarzystów, którzy reprezentują nas w Sejmie i Senacie, do przyjęcia bez poprawek zmian opracowanych przez Instytut Ordo Iuris. Sprawa to wielka, a zadanie niełatwe, tym bardziej, że akcja komitetu Stop Aborcji spotkała się z niezrozumieniem i aktywnym oporem nie tylko środowisk lewicowych, ale i tych, po których inicjatorzy kampanii Wybieraj Życie oczekiwać mogliby raczej przyjaznego wsparcia.

 

To sprawa polityczna – słyszeliśmy tyle razy z ust działaczy PO i PSL oraz ich medialnych adwokatów, gdy w poprzedniej kadencji parlamentu na jaw wychodziły kolejne grube afery. Brak argumentów w merytorycznej rozmowie zastąpić miało owo magiczne zaklęcie, po wypowiedzeniu którego afera pryskała na podobieństwo mydlanej bańki. Każdy zarzut, na który zabrakło rzeczowej odpowiedzi, można było skwitować w ten sposób. „Kupował to” bez oporów telewidz i radiosłuchacz, zwłaszcza gdy tej wagi retoryczną salwę wsparł – a jakże – obiektywny dziennikarz prowadzący rozmowę. Piętnowała za to owe słowne uniki ówczesna bezradna opozycja, która jednak dzisiaj, po przejęciu sterów państwa, postanowiła zaczerpnąć ze skarbca sofizmatów stosowanych przez swych poprzedników.

 

W gorącej kwestii wiosennej akcji Wybieraj Życie hasło: To sprawa polityczna! rzuciła jako pierwsza rzecznik klubu poselskiego PiS Beata Mazurek. Uczyniła to jeszcze w kwietniu, akurat w chwili rozpoczęcia akcji zbierania podpisów pod obywatelskim projektem.

 

– Myślę, że wszyscy jesteśmy przez działania Ordo Iuris w pewien sposób wciągani w awanturę polityczną, w sposób zupełnie nieuzasadniony i nieuprawniony – powiedziała Mazurek, chcąc nie chcąc, nawiązując tym samym do kolejnej pijarowskiej sztuczki stosowanej nagminnie w epoce Tuska i Kopacz – „przekazu dnia”. Niemalże na tym samym wydechu wypowiedziała jeszcze przed kamerą TVN sformułowane wobec autorów inicjatywy podejrzenie o zamiar… rozbicia prawicy.

 

Zatrzymajmy się na moment w tym właśnie miejscu. Oto bowiem prominentny polityk czyni zarzut pomysłodawcom społecznego przedsięwzięcia, że chcą… uprawiać politykę. Czyżby więc poprzez swoje „medialne usta” partia władzy chciała powiedzieć zwykłym obywatelom: Głosujcie na nas, klaskajcie nam, róbcie patriotyczne marsze i historyczne rekonstrukcje, tylko trzymajcie się z dala od polityki, bo tą my się już zajmiemy?

 

A może mamy usłyszeć między wierszami: Owszem, wpisaliśmy do swojego programu obronę życia, bo to się nam opłacało, ale wy z tymi nienarodzonymi dziećmi to tak na poważnie…? Czyżby uczestnikom sejmowego teatru naprawdę nie mieściło się w głowach, że można zabiegać o jakąś sprawę nie dla politycznych bądź materialnych profitów, ale tak po prostu, dla niej samej?

  

Obrońca życia obala rząd

Można było jeszcze zdzierżyć, gdy wygłoszoną przez panią rzecznik treść „przekazu dnia” powtarzali partyjni funkcjonariusze, na przykład klubowi koledzy i koleżanki posłanki Mazurek albo – ujmując ją w nieco inne słowa – nieco ekscentryczny parlamentarzysta Paweł Kukiz. Mantrę o „politycznej” obronie życia podchwyciła też jednak na przykład znana katolicka publicystka Ewa Polak‑Pałkiewicz, która już w pierwszym zdaniu artykułu zamieszczonego na łamach „Plus‑Minus” – magazynu „Rzeczpospolitej” (Nienarodzeni, ale użyteczni, 30 kwietnia – 1 maja 2016) bez ogródek wystrzeliła: Jak z obrony życia nienarodzonych uczynić narzędzie zwalczania niewygodnej władzy? To proste, scenariusz został przećwiczony już za poprzednich (koalicyjnych) rządów Prawa i Sprawiedliwości.

  

Zafrapowany czytelnik rzuca się w tym momencie do lektury, by poznać dowody bądź choćby tylko przesłanki niecnych zamiarów Mariusza Dzierżawskiego (Pro – Prawo do Życia), mecenasa Jerzego Kwaśniewskiego (Ordo Iuris) czy też Pawła Kwaśniaka (Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny). Na próżno jednak. Owszem, znajdzie w tekście kilka ciekawych nawet i niekiedy trafnych diagnoz, na przykład dotyczących zaniechania przez wielu duchownych elementarnego nauczania o prawdach ostatecznych, bądź też konstatacji odnoszących się do relatywizmu i społecznego przyzwolenia na wszechobecność cudzołóstwa względnie pornografii.

  

Nie dowie się jednak ów czytelnik, skąd autorka wywiodła swe, powtarzane w kilku miejscach, dosyć poważne oskarżenie. Zobaczy natomiast, iż postawiona na wstępie teza przywiodła Ewę Polak‑Pałkiewicz w dalszej części artykułu do oskarżenia o politycznie motywowane wystąpienie przeciwko PiS także redakcję… „Naszego Dziennika”, co każdego, kto choćby od czasu do czasu sięga po tę gazetę, wprowadzić musiało w stan co najmniej lekkiej konsternacji.

 

Federacja kontra Kongregacja

Tezę o politycznej motywacji autorów nowelizacji ustawy aborcyjnej podchwycił też w wypowiedziach na antenie Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk, który już raz, w kwietniu 2007 roku gładko „przełknął” utrącenie przez PiS inicjatywy zagwarantowania prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci (wówczas w trakcie prac nad poprawkami do konstytucji). Założyciel toruńskiej rozgłośni zniechęcając słuchaczy do projektu Stop Aborcji, powoływał się na autorytet biskupów, którzy w komunikacie z 372. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski napisali, że nie popierają karania kobiet za zabijanie własnych dzieci.

  

Te kwestie Kościół rozwiązuje w sakramencie pojednania, zgodnie z przepisami prawa kanonicznego i normami etyczno‑moralnymi. Uwarunkowania kobiety decydującej się na aborcję są złożone i zróżnicowane – napisali polscy hierarchowie. Dlaczego zatem – skoro uwarunkowania są zróżnicowane – państwo ma a priori zwolnić z kary wszystkie matki‑dzieciobójczynie?

  

Konferencja Episkopatu Polski nie uwzględniła w swoim stanowisku faktu, że wydana przez Kongregację Nauki Wiary instrukcja Donum vitae w rozdziale III jasno precyzuje kwestię karalności za prenatalne dzieciobójstwo: W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia ochrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swojej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa. Jako konsekwencję szacunku i opieki należnej dziecku, które ma się narodzić, począwszy od chwili jego poczęcia, prawo powinno przewidzieć odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw.

 

Trudno doprawdy odczytać mechanizm, dzięki któremu wszyscy przeciwnicy projektu nowelizacji zgłoszonej przez komitet Stop Aborcji – zarówno wojujące feministki i lewacy, jak i katoliccy obrońcy życia skupieni w PFROŻ, a nawet biskupi – są zgodni w tym jednym punkcie. Mniejsza o tych pierwszych, jednak dlaczego w tym właśnie konkretnym momencie sporu gremia deklarujące chęć pełnej obrony życia tracą sprzed oczu jej perspektywę pierwszorzędną (zamiar uchronienia najsłabszych w prenatalnej fazie rozwoju, skazanych na niczym niezawinioną, często okrutną śmierć) na rzecz obrony iluzorycznego dobra matek‑dzieciobójczyń? W dodatku automatycznie, niezależnie od okoliczności towarzyszących zbrodni, wbrew logice prewencyjnej funkcji kary, wreszcie – na przekór nauczaniu Stolicy Apostolskiej?

 

 Jeden z liderów Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, Antoni Zięba, w ostatnim czasie goszczący regularnie na antenie ogólnopolskiej Telewizji Trwam z przesłaniem obrony roszczenia bezkarności matek‑aborcjonistek, motywuje swoje stanowisko ponoszonymi przez owe nieszczęsne kobiety konsekwencjami zdrowotnymi – fizycznymi i psychicznymi. Ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz, wybitny teolog moralista, zapytany przez „Polonia Christiana” o taką argumentację, odpowiedział wprost:

  

Taki wzgląd nie jest usprawiedliwieniem. To raczej świadectwo jakiejś wady myślenia. W imię takiego argumentu można by każdego dopuszczającego się złego czynu uniewinniać w imię ryzyka kosztów, które towarzyszą temu czynowi.

 

Prawo prawe czy prawo martwe?

Prawo jako przyczyna skutkuje w sensie pozytywnym między innymi sprawiedliwością, zaś w sensie negatywnym między innymi karą. Celem prawa i jego skutków musi być zawsze dobro drugiego. Po to w ogóle jest prawo, żeby człowiek wrastał w dobro i kształtował się na fundamencie dobra, żeby stawał się dobry mówił w rozmowie z PChTV ksiądz profesor Tadeusz Guz, teolog, filozof i socjolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

 

Jeżeli prawo jest obiektywnie łamane, prawodawca jest zobligowany do nałożenia adekwatnej kary. Z jakich racji? Poprzez przestępstwo załamuje się porządek prawny w państwie. Pozbawienie życia własnego dziecka również wymaga zadośćuczynienia, czyli wymaga przywrócenia porządku sprawiedliwości, a to oznacza karę. Jeżeli ktoś jednocześnie opowiada się za pełną prawną ochroną człowieka w Polsce, a z drugiej strony występuje przeciwko karalności matki czy jakiegokolwiek innego sprawcy – ojca, lekarza czy polityka – de facto opowiada się za relatywizmem prawnym. Uznaje prawo za bezprawie, przynajmniej w tym przypadku – wyjaśniał ksiądz profesor Guz.

 

 

Dezinformacje i wymowna cisza

Trudno podejrzewać kościelnych hierarchów o chęć relatywizowania prawa w aspekcie obrony życia. Zapewne ich opinia była skutkiem intensywnego roztaczania „czarnego pijaru” wokół nowelizacji przez jej wpływowych katolickich przeciwników. Przez media przetoczyła się bowiem prawdziwa fala dezinformacji i przemilczeń. Od tych wypowiadanych przez reprezentantów lewicy (czemu trudno się dziwić), po opinie przedstawicieli tak zwanej prawej strony. I tak, z poczytnych mediów można było między innymi dowiedzieć się, iż za każde, nawet naturalne poronienie matce grozić będzie kara do trzech lat więzienia, a ciężarne kobiety w sytuacji zagrożenia życia nie będą ratowane, gdyby miało to skutkować śmiercią dziecka. Tysiące Polaków słyszało i czytało w masowych publikatorach, że nowelizacja zakaże badań prenatalnych, a każda tak zwana aborcja skutkować będzie automatycznie wyrokiem pozbawienia wolności dla dzieciobójczyni.

 

Trzeba tu oddać sprawiedliwość katolickim publicystom (takim jak Wojciech Teister z „Gościa Niedzielnego” czy popularna internetowa videoblogerka Weronika Zaguła), którzy chociaż nie poparli jednoznacznie obywatelskiego projektu – zapewne ze względu na stanowisko biskupów – to przynajmniej prostowali roztaczane wokół niego kłamstwa.

 

Jak media przyjęły sukces inicjatywy Wybieraj Życie? Wieść o złożeniu w Sejmie czterystu pięćdziesięciu tysięcy podpisów w obronie życia nie okazała się dostatecznie istotna na przykład dla autorów głównych wydań Wiadomości w telewizyjnej Jedynce oraz Informacji dnia w Telewizji Trwam. Wyraźnie zaznaczyły ją w swoich serwisach: kierowana przez Tomasza Terlikowskiego Telewizja Republika, a także lewicowe: Superstacja, gazeta.pl czy „Newsweek” (choć te ostatnie oczywiście w kontekście negatywnym).

 

Za to portal Fronda.pl „uczcił” sukces inicjatywy Stop Aborcji grubym kłamstwem, tak oto tytułując wywiad z prezesem Fundacji Małych Stópek: Ksiądz Tomasz Kancelarczyk dla Frondy: Nie karzmy kobiet za aborcję. To najczęściej jej ofiary. Takie stwierdzenie absolutnie nie wynika ze zdań wypowiadanych przez rozmówcę portalu, o czym łatwo można się przekonać, sięgając do rzeczonego wywiadu.

  

Zanim jeszcze podpisy zostały zebrane, internetowa telewizja archidiecezji warszawsko‑praskiej SalveTV zdobyła się na zorganizowanie dyskusji poświęconej projektowi, w trakcie której mecenas Jerzy Kwaśniewski merytorycznie „rozwalcował” wprost argumentację przedstawicielki Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. „Gość Niedzielny” chwalił projekt, ale z zastrzeżeniem dotyczącym karalności matek. Bezwarunkowo zaś wspierał akcję „Nasz Dziennik”, niemal codziennie poświęcając kampanii bądź sprawie obrony życia przynajmniej jeden materiał.

 

Jesienią czeka nas prawdopodobnie sejmowa i senacka batalia o obronę życia najsłabszych, skazywanych na okrutną śmierć z powodu podejrzenia choroby bądź ze względu na okoliczności poczęcia. Czy parlamentarzyści wybrani w znacznej mierze głosami obrońców życia będą pamiętać o filozofii i racji stanowionego przez nich prawa?

 

 – Jeżeli oderwalibyśmy prawo do życia od skutków tego prawa, to tym samym pozbawilibyśmy człowieka prawa do życia. Prawo, które nie skutkuje dobrem w postaci sprawiedliwości czy kary, jest bezpłodne przypomina ksiądz profesor Tadeusz Guz. Czy zrozumieją to posłowie i senatorowie… Prawa i Sprawiedliwości?

 

 

Roman Motoła

 

 

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie