Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
16   STYCZNIA   2021 r.
Św. Marcelego I, papieża
Św. Honorata, biskupa
Św. Marcelego I, papieża
Św. Honorata, biskupa
Imieniny obchodzą:
Marceli, Włodzimierz
 
Polonia Christiana nr 74       NASZE DZIEDZICTWO

Bez kapłanów, a jednak. Bretania i Wandea czasu rewolucyjnej zarazy

Bez kapłanów, a jednak. Bretania i Wandea czasu rewolucyjnej zarazy

Historia magistra vitae. Zamknięty w domu na czas pandemii, zasiadłem do poetyckiej księgi szuanów i Wandejczyków. Nucąc pieśni, wczytuję się w kontrowersje wokół mitu. I przykładam je do współczesności. Oto przecież na naszych oczach zamyka się świątynie. Obawiamy się ingerencji państwa w życie wierzących. Słyszymy polemiki, które dotykają sedna wiary. Słyszymy o naszych „przesądach”.

 

 

I.

przybywajże, pobożny narodzie wybrany

zaśpiewam ja wam kantyk nowo układany

[lament księdza Brienda]

 

Osiem dekad przed rewolucją zachodnia Francja otrzymała prezent: świętego Ludwika Marię Grigniona de Montfort, jego ludowe misje i dwa nowe zakonne zgromadzenia. Wyśmiewały ich miasta i bogaty kler, słuchały ubogie wioski, które uczniowie świętego Ludwika Marii duchowo przygotowywali – jak pisze jeden z historyków – do odrzucenia Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela oraz Konstytucji Cywilnej Duchowieństwa.

 

Czy na pewno przygotowali? Tak, ale. Bo z początku zarówno lud, jak i kapłani poparli rewolucję. W roku 1789 proboszczowie Zachodu redagowali sławne Zeszyty skarg, a ich owieczki łupiły okoliczne pałace. Kiedy organizowała się rewolucyjna administracja, niejedno merostwo przypadło wiejskiemu księdzu. Potem rewolucyjny rząd znacjonalizował kościelne majątki. Arystokraci i mieszczanie rzucili się do wykupywania ich za bezcen. Wieśniaków bolał głównie fakt, iż nie mieli funduszy, aby wziąć udział w tej hucpie.

 

II.

czyliżeś, oraczu, zdolny znosić te uciski

jakie tobie wyrządzają rewolucjonisty?

już od dziewiętnego roku cierpiałeś szykany

jeźli sobie nie pomożesz, będziesz zrujnowany

[śpiew Bretończyków]

 

To byłby akt pierwszy. Akt drugi wyglądał już inaczej, bo ekonomiczny kryzys, który wywołał rewolucję, nie mijał. Ceny i podatki rosły, a nowy porządek począł uwierać także i prostaczków. Wieśniacy zaczęli rozumieć, że coś jest nie tak. Nie tego chcieli. Rewolucja ogłosiła podział na departamenty i szereg innych, niewygodnych zmian. Między innymi podział na diecezje wedle własnego pomysłu, oczywiście bez porozumienia z papieżem. Potem zaś Konstytucję Cywilną Duchowieństwa, czyniącą z kapłanów funkcjonariuszy państwa, a z kościoła we Francji – państwową schizmę.

 

Biskupi protestują. Niestety, ogół kapłanów ich nie słucha – i składa wymaganą przysięgę na Konstytucję! Jedynie na zachodzie przytłaczająca większość księży wygłasza swoje non possumus… i traci rewolucyjne stołki, a gwardia obywatelska siłą wprowadza na parafie księży zaprzysiężonych.

I oto kościoły pustoszeją. Nie ma kapłanów, nie ma kościołów. Lud Wandei i Bretanii nie przekracza progu sprofanowanych świątyń, nie przyjmuje sakramentów od schizmatyków. Wiejskie krzyże odziewa się czarną krepą na znak żałoby po prawowitych pasterzach. Kapłanów więc nie ma, ale są: wieś ukrywa ich, a oni odprawiają nabożeństwa po domach, stodołach, na leśnych polanach. A w lasach wielekroć wtedy objawia się Matka Boża. W cudowne gąszcze zdążają liczne parafialne pielgrzymki, procesjonalnie, z krzyżem na czele i ze świecami w dłoniach. Miasta, miasteczka i postępowi księża śmieją się z tego „zabobonu”. Do czasu.

 

III.

czternastu powołano, czternastu z Langonet

a czterech z Brezel wioski, a siedmiu z Faouet

– żegnajcie nam chorągwie i ten kościelny krzyż

potrzeba będzie teraz na zawsze w wojsku być

[ballada o poborze trzystu tysięcy]

 

Wcześniej powszechne wolnomyślicielstwo nikogo nie dziwiło – we Francji sam Kościół od dawna psuł się od głowy. Teraz nadejdą konsekwencje tego stanu. Królestwo staje się republiką, republika ściera się z despotami Europy, a król oskarżony o zdradę daje głowę pod nóż gilotyny. Pobożny lud zachodniej Francji i to jakoś ścierpiał. Kiedy jednak wojna prowadzona przez republikę zażądała trzystu tysięcy wiejskich rekrutów… w marcu 1793 roku w Bretanii i Wandei zaczynają płonąć merostwa, a funkcjonariusze rewolucji dają nogę do miast. Zasadzone przez burżujów drzewa wolności padają pod siekierami tych, którzy żądali wolności. Dopiero po niespełna czterech latach naszła ich ta refleksja, wykrzyczana na placach i wypisywana na murach:

 

Jak to! Mamy iść i bić się za taki rząd? Na zawołanie ludzi, którzy wystawili na sprzedaż wszystkie dobra Kościoła, którzy chcą nam narzucić niechcianych księży, którzy wtrącili do więzień naszych prawdziwych pasterzy? Nigdy!

 

Niejeden z powstańców wolał nie pamiętać, że niedawno sam się bogacił na kościelnym majątku i wiwatował na cześć rewolucji.

 

IV.

hej, na świętego Piotra padały kule prosto – heja! –

kędy pośrodku rynku wolności drzewo rosło

do boju, dzieci moje, do boju, hej szuani – heja! –

oczyścić mi to miasto z republikańskich drani

[Marsz szuanów]

 

Na północ od Loary, w Bretanii, miasta kładą jednak żelazną dłoń na zbuntowanych wioskach. W zamian rozpala się wojna partyzancka z szuanami w roli głównej. Za to w Wandei górę biorą chłopi. Przywództwo nad gromadami obejmują najśmielsi lub najpobożniejsi spośród nich. Stają też arystokraci powołani przez poddanych, nieraz tych samych, którzy jeszcze niedawno im złorzeczyli. Z powszechną aprobatą tworzy się i rusza w pole potężna Armia Katolicka i Królewska. Jej żołnierze nie mają mundurów – uniformy zastępuje emblemat Serca Jezusowego naszyty na chłopskie bluzy.

 

V.

przy Bożym Prawie trzeba trwać

za wiarę trzeba życie dać

za wiarę zginąć Boże daj

będziemy oglądali Raj

[wiwat szuański]

 

Armia Katolicka i Królewska chce prawowitej wiary i monarchii. Pożar powstania rozszerza się gwałtownie, mimo że ochotnicy biją się nierówno, a ich dowódcy bywają skłóceni. Wojska rewolucji podają tył i zachodnia Francja triumfuje. Na jesieni karta się odwraca. Klęska pod Cholet, a po niej szereg innych, odbierają nadzieję na zwycięstwo.

 

VI.

już jakoby zbrodniarza mnie wyprowadzili

już wyrok ogłosili, szafot postawili

oto się gawiedź kupi dla ścięcia mojego

odejdę Bogu wierny przykazaniom Jego

 

o, jaka to szczęśliwość, jaka radość szczera

jaka nagroda wielka za wiarę umierać

odwagi, duszo moja, odwagi, szczęśliwa

Pan Jezus ciebie teraz do Nieba przyzywa

[lament księdza Brienda]

 

Wojna przynosi prześladowania. W miastach tłum rozszarpuje aresztowanych księży. Wieśniacy, zdobywając miasta, mszczą się za kilkuletnie poniżenia i prześladowania. Bojownicy Serca Jezusowego bywają okrutni, ale nie ma symetrii. Ich dowódcy poskramiają wolę zemsty, okazując łaskę i dając wolność wziętym do niewoli republikanom. Uczniowie i uczennice świętego Ludwika Marii opiekują się rannymi i orędują za jeńcami obu stron, niekiedy za cenę własnego życia. Sławny przykład wandejskiego generała Bonchampsa nie był odosobniony. Z drugiej strony, zatrzymany przez republikanów człowiek z białą, królewską kokardą, różańcem lub Sercem Jezusowym na bluzie, w ciągu dwudziestu czterech godzin ustawowo daje głowę.

 

VII.

– hańbę zgotują waszym ciałom

honor i sławę wydrą wam

– jedyną naszą czcią i chwałą

Zbawiciel Jezus Chrystus Pan

[oni już idą]

 

Po klęsce Armii Katolickiej i Królewskiej Wandeę pacyfikują oddziały rządowe. Paryski terror przelewa się na prowincję. Wyolbrzymiane wielokroć okrucieństwa Wandejczyków dają pretekst do zastosowania zbiorowej odpowiedzialności. Nazwa departamentu Wandei (Vendée) – zostaje zmieniona na departament Zemsty (Vengée; nieprzetłumaczalna gra słów). Do dziś trwa spór, czy mamy do czynienia z zadekretowanym przez władze rewolucji ludobójstwem, czy też „tylko” ze zbrodnią przeciwko ludzkości (!). Od grudnia 1793 roku piekielne kolumny generała Turreau palą i mordują wszystkich mieszkańców zarażonego departamentu bez względu na płeć, wiek i poglądy. Zginąć miał każdy. W Nantes wynaleziono w tym celu technikę masowych egzekucji przez zatapianie barek wypełnionych skazańcami (sławne noyades de Nantes). Ginie w ten sposób kilkaset tysięcy obywateli.

 

Masakry nie pozostawiają wyboru. Wandea powstaje na nowo. Cały czas walczą też bretońscy szuani. Teraz jednak ponoszą klęski, a ich przywódcy: Charette, Cathelinau, Jean Chouan, La Rochejaquelein, de Lescure, d’Elbée, Cadaudal – albo padają na polu bitwy, albo od kul plutonu egzekucyjnego, albo pod gilotyną.

 

VIII.

sam Napoleon przyszedł też

– czego ty Kadudalu chcesz?

– by prawem żyć pozwoliłbyś,

pokój podpiszę choćby dziś

[wiwat szuański]

 

Wojnę uspokoi Napoleon, religijny cynik, który wiarę traktował pragmatycznie i dbał o państwo. Pragnąc uzdrowić sytuację – przywrócił mieszkańcom Zachodu wolność kultu i podpisał konkordat ze Stolicą Apostolską. Niepokorni księża odzyskują więc parafie, parafie odzyskują kościoły, a ofiary piekielnych kolumn dostają odszkodowania. Zachowane raporty w tej kwestii są dziś bezcennym źródłem do badań pierwszego w dziejach urzędowego ludobójstwa.

 

IX.

a pętak pełne portki miał

kiedy za strzałem padał strzał

[wiwat szuański]

 

Teraz nauka dla Polaków. Owszem, możemy czuć duchowe pokrewieństwo z Wandejczykami. I nas „oni” dzielą dzisiaj na katolików nowoczesnych i zabobonnych. Nasz prorok, święty Jan Paweł II, to duchowy uczeń świętego Ludwika Marii Grigniona de Montfort. Ale żadne z naszych powstań nie może się równać potęgą zrywu z powstaniem wandejskim. Czy dziś, pozbawieni kościołów i kapłanów, wsparlibyśmy ich tak samo jak oni, wtedy? Życzyłbym sobie. Poza tym na wandejskim przykładzie widać, że łaska ludu (także Bożego!) na pstrym koniu jeździ i że lud za miskę soczewicy gotów odwrócić się od Boga. Święci pasterze nie wystarczą.

 

Szczęściem, walczący za Sprawę Bożą nie będą rozliczani przed Bogiem grupowo, lecz indywidualnie. Więc nikt z nas nie ma historiozoficznej wymówki; mamy za to przykład Bretanii i Wandei. To nasze memento. A zatem niech żyją szuani!

 

[wszystkie pieśni w tłumaczeniu autora]

 

Jacek Kowalski – historyk sztuki, poeta i pieśniarz, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, miłośnik kultury staropolskiej.

 

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 74 NR. MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie