Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
CZWARTEK 20 CZERWCA
Bł. Benigny z Trzebnicy
Bł. Benigny z Trzebnicy
Boże Ciało
Imieniny obchodzą:
Bogna, Florentyna, Rafael, Benigna
 

Bój o Wilno. Zarzewie wojny polsko-bolszewickiej

Data publikacji: 2019-01-04 06:00
Data aktualizacji: 2019-01-04 07:38:00
OPINIE
[[File:Polish-soviet propaganda poster 1920 Polish.jpg|Polish-soviet propaganda poster 1920 Polish]]

W dniach 4 i 5 stycznia 1919 roku Wilno jako pierwsze z polskich miast stawiło opór Armii Czerwonej. Z niejasnych powodów wielu historyków przemilcza ów bój bądź stara się obniżyć jego rangę.

 

Samoobrona Kresów

Późnym latem i jesienią 1918 roku w skupiskach ludności polskiej na Wileńszczyźnie, Nowogródczyźnie i Mińszczyźnie (ziemiach w owym czasie okupowanych przez wojska niemieckie) dojrzała myśl powołania siły zbrojnej.

 

Polskie formacje ochotnicze jęły powstawać zrazu niezależnie od siebie, zarówno w dużych miastach (Wilno, Mińsk, Grodno), jak i małych miasteczkach (Ejszyszki, Niemenczyn, Oszmiana, Szczuczyn, Wilejka i in.). Z czasem przyjęło się je nazywać Samoobroną Krajową Litwy i Białorusi. Akcja zyskała szeroki oddźwięk wśród Polaków mających za sobą służbę w armii rosyjskiej, także wśród weteranów I Korpusu Polskiego (słynnych dowborczyków). W inicjatywę aktywnie włączyło się duchowieństwo katolickie - twórcą Samoobrony Grodzieńskiej był ks. prałat Leon Żebrowski, a wśród dowódców oddziałów wyróżniali się księża: Józef Bielawski, Piotr Mazur, Józef Zera. Środowiska patriotyczne zacieśniały współpracę, a działania nabrały koordynacji.

 

Inicjatorzy przedsięwzięcia, oprócz talentów organizatorskich, musieli wykazać się również kunsztem dyplomatycznym – wszak tworzyli swe oddziały pod bokiem Niemców. Szczególnie prężnym dowódcą był generał Władysław Wejtko, dawny oficer armii carskiej, który wąchał proch już na wojnie rosyjsko-japońskiej, a następnie na frontach Wielkiej Wojny, zaś u dowborczyków dowodził batalionem saperów. Teraz działał on z polecenia gen. Tadeusza Rozwadowskiego, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego z ramienia Rady Regencyjnej. Generał Rozwadowski powierzył Wejtce dowództwo nad wszystkimi jednostkami Samoobrony Litwy i Białorusi.

 

Czas nadziei

Klęska wojenna Niemiec oraz wieści nadchodzące z innych zakątków Polski dały impuls do wzmożenia działań.

 

W listopadzie 1918 r. oddziały Samoobrony Grodzieńskiej przystąpiły do rozbrajania Niemców, wyzwalając całe gminy (zajęto m.in. Sopoćkinie, Indury, Tołoczki i Mosty). Zdobyto pokaźną ilość broni, pozwalającą na wystawienie całego pułku piechoty.

Na początku grudnia Niemcy wycofali się z Mińska, przekazując miasto bolszewikom. Dowódcy tamtejszej Samoobrony postanowili ewakuować swe siły (1.000 żołnierzy) na zachód, na tereny kontrolowane przez Wojsko Polskie. Niemcy wciąż utrzymywali silny garnizon w Wilnie, jednak wiadomo było, że dni ich władzy są policzone.

 

Generał Wejtko udał się do Warszawy na spotkanie z Tymczasowym Naczelnikiem Państwa Józefem Piłsudskim. 4 grudnia uzyskał od niego zapewnienie:

- Trzymajcie się w Wilnie do Bożego Narodzenia najpóźniej – ja do was skoczę z odsieczą.

Cztery dni później Piłsudski przyjął generała Wejtkę w szeregi Wojska Polskiego, zarazem wyznaczając go na dowódcę  wszystkich polskich formacji wojskowych i milicyjnych na obszarze Litwy i Białorusi.

 

Po powrocie do Wilna Wejtko przystąpił do rozbudowy i reorganizacji własnych oddziałów. Utworzył dwa pułki piechoty – Wileński oraz Lidzki (razem siedem batalionów), nadto 1. Pułk Ułanów Wileńskich (dwa szwadrony liniowe, oddział karabinów maszynowych, techniczny oddział pionierów). 29 grudnia Samoobrona Krajowa Litwy i Białorusi została oficjalnie rozwiązana; jej żołnierze zasilili szeregi Wojska Polskiego

 

Sylwestrowy zryw

Obiecana przez Piłsudskiego odsiecz nie nadchodziła, a do przejęcia Wilna po spodziewanym odejściu Niemców szykowali się Litwini i bolszewicy. W tej sytuacji 31 grudnia 1918 roku generał Wejtko rozpoczął akcję powstańczą.

 

Generał miał w mieście 750 żołnierzy, jako tako wyposażonych w indywidualną broń strzelecką. Problemem był skąpy zapas amunicji i granatów ręcznych (tych ostatnich posiadano ledwie 120 sztuk), niedobór broni maszynowej (wszystkiego cztery kulomioty), wreszcie całkowity brak artylerii. Mimo to Polacy byli dobrej myśli, świadomi kapitulanckich nastrojów powszechnych w szeregach niemieckich. Żołnierze kajzera w ogromnej większości pragnęli tylko bezpiecznie powrócić w rodzinne pielesze. Jednak, jak rychło się okazało, nie wszyscy Niemcy skłonni byli pokornie złożyć broń. Doszło do starć. Pierwsze strzały padły w okolicach Ostrej Bramy.

 

Polskie dowództwo negocjowało z niemieckim, co zapobiegło wybuchowi walk na większą skalę. Okupanci zgodzili się wycofać na ulicę Wielka Pohulanka oraz na dworzec kolejowy. 1 stycznia Polacy kontrolowali niemal całe Wilno. Wyznaczony na komendanta miasta generał Adam Mokrzecki wydał odezwę, wzywając mieszkańców do przestrzegania prawa i porządku, zarazem gwarantując im bezpieczeństwo życia i mienia, zapewniając też swobodę życia politycznego w grodzie.

 

Niemcy sprawnie ewakuowali swój garnizon. Mimo to napięta atmosfera utrzymywała się do ostatniej chwili. Jeszcze 3 stycznia, w ostatnim dniu pobytu okupantów w mieście, w starciu z niemieckimi huzarami zginęło czterech Polaków.

 

„Wronie Gniazdo”

Jako się rzekło, do panowania nad Wilnem pretendowały jeszcze dwie siły - litewscy niepodległościowcy oraz miejscowi komuniści.

 

Litwini nie przysporzyli większych kłopotów. Ich rząd, funkcjonujący od kilku tygodni przy wsparciu Niemców, opuścił Wilno wraz z okupantami 2 stycznia 1919 r. Cztery dni później w jego ślady poszedł stacjonujący w mieście litewski oddziałek wojskowy, który zdobył się tylko na wywieszenie żółto-zielono-czerwonej flagi na Baszcie Giedymina.

 

Tymczasem lokalni bolszewicy (Polacy, Żydzi i niemieccy dezerterzy), oddani ideałom wszechświatowej rewolucji, ogłosili się jedyną władzą w mieście. Do przejęcia rządów w Wilnie szykowali się od dawna – już w połowie grudnia przerzucili tu pokaźne ilości uzbrojenia. Główną siedzibą czcicieli Marksa i Lenina była kamienica przy ul. Wroniej. Na mieście żartowano sobie z tego „Wroniego Gniazda”, jako że rewolucjonistom udało się skaptować do ich bojówek zaledwie kilka tuzinów aktywistów. Jednakże nie można było ich lekceważyć. Komuniści nie mieli szans na samodzielne zawładnięcie grodem, ale do Wilna zbliżały się już od wschodu jednostki Armii Czerwonej. W krytycznej chwili bojówkarze mogli odegrać kluczową rolę, atakując od wewnątrz newralgiczne punkty obrony.

 

Strona polska podjęła działania prewencyjne. 1 stycznia wieczorem wyznaczony oddział pod dowództwem rotmistrza Władysława Dąbrowskiego podjął próbę zajęcia wrażego obiektu przy ulicy Wroniej. Zrazu nakłaniano bojówkarzy do kapitulacji, ci jednak odrzucili przedstawione im ultimatum. W nocy rozpoczął się szturm, na który komuniści odpowiedzieli gwałtowną palbą i wiązkami granatów. Walki, przerywane pertraktacjami, trwały też w dniu następnym do godziny 14.00. Ostatecznie wileńska forpoczta rewolucji zdecydowała się złożyć broń. Do niewoli wzięto 76 czerwonych aktywistów; jedynie trzech poległo w walce, a pięciu popełniło samobójstwo w chwili kapitulacji. Strona polska straciła tylko jednego zabitego. Zdobyto sporo oręża – z górą 1000 karabinów z amuninicją, 600 granatów ręcznych. Pozwoliło to Polakom wyposażyć nowych ochotników, tłumnie zgłaszających się w szeregi.

 

Inwazja

Polska przejmowała ziemie od wycofujących się Niemców, poszerzając swój stan posiadania na wschodzie. Tymczasem w przeciwnym kierunku maszerowały w triumfalnym pochodzie dywizje Armii Czerwonej, niosące światu rewolucję komunistyczną. Konfrontacja była nieunikniona.

 

Bolszewicy szli na Wilno z trzech kierunków - od Niemenczyna, Mołodeczna i Lidy. Do ataku na miasto wyznaczono dziewięć pułków piechoty, wydzielonych z Dywizji Pskowskiej, 17. Dywizji Strzelców oraz Dywizji Zachodniej. Był wśród nich Wileński Pułk Strzelców, sformowany przy znacznym udziale komunistów litewskich, w zamysłach mający stać się zalążkiem Litewskiej Armii Czerwonej.

 

3 stycznia czerwonoarmiści znaleźli się na przedpolach Wilna. Nazajutrz pod Nową Wilejką siły polskie (1. Pułk Ułanów Wileńskich i 3. batalion piechoty) doznały porażki w starciu z 1. Pskowskim Pułkiem Strzelców. W owej historycznej potyczce jeden ułan dostał się do niewoli, stając się pierwszym jeńcem tej wojny. Jednakże próba wkroczenia do miasta podjęta w następnych godzinach przez nieprzyjaciela została powstrzymana przez polską obronę.

5 stycznia nad ranem bolszewicy wznowili działania, zajmując okolice Ostrej Bramy, dworzec kolejowy oraz Górę Trzykrzyską, na którą zaraz podciągnęli artylerię. Niebawem pociski armatnie poczęły spadać na miasto, przede wszystkim na Zarzecze. Wróg usiłował wedrzeć się do centrum grodu, ale szturm znów został odparty.

 

Obrońcom kończyła się amunicja; w południe mieli już tylko po 48 nabojów na każdy karabin. Otrzymali przy tym informację, że nadciągające z zachodu jednostki Wojska Polskiego są zbyt daleko i nie można liczyć na ich wsparcie. Tymczasem w rejon Wilna wciąż przybywały nowe oddziały Armii Czerwonej. Liczebność sił wroga szacowano na 8.000 do 10.000 żołnierzy. Przedstawiciele Rady Miejskiej błagali generała Wejtkę o przerwanie walki, obawiając się o los mieszkańców.

 

W godzinach wieczornych w polskim dowództwie zapadła decyzja o zaniechaniu oporu i ewakuacji garnizonu. Pomyślnie zrealizowano plan oderwania się od nieprzyjaciela. Większość obrońców (trzy bataliony piechoty – razem 1189 żołnierzy) zdołała wycofać się na tereny kontrolowane przez Wojsko Polskie, mimo rozmaitych utrudnień czynionych im po drodze przez Niemców, wciąż stacjonujących w okolicy. Bataliony wilniuków zasiliły następnie tworzoną właśnie Dywizję Litewsko-Białoruską.

 

Rotmistrz Władysław Dąbrowski, zdobywca „Wroniego Gniazda”, poszedł inną drogą. Z podległego sobie 1. Pułku Ułanów Wileńskich, Legii Oficerskiej oraz 3. batalionu piechoty (razem 450 żołnierzy) sformował oddział partyzancki - Wileński Oddział Wojsk Polskich. Ruszyli oni na Ejszyszki, Ponary i Nowy Dwór, by kontynuować walkę na tyłach wroga.

 

Pierwsi

Polacy, wraz z „białymi” Rosjanami, mają prawo chlubić się najdłuższą tradycją zmagań z czerwonym totalitaryzmem.

 

Już w listopadzie 1917 r., podczas tzw. rewolucji październikowej, w szeregach obrońców Pałacu Zimowego znalazła się garść naszych rodaków – junkrzy (podchorążowie rosyjskich szkół oficerskich) oraz część polskiej kompanii etapowej utworzonej przy Piotrogrodzkim Okręgu Wojskowym.

 

Na przestrzeni 1918 roku walkę z bolszewizmem podjęło szereg polskich formacji powstałych w Rosji, m.in. trzy Korpusy Polskie, Legion Polski w Finlandii, Brygada Kaukaska, Oddział Dźwiński oraz jednostki będące zalążkami 4. („Dzikiej”) i 5. („Syberyjskiej”) Dywizji Strzelców Polskich. Polacy bili się w najodleglejszych zakątkach byłego imperium rosyjskiego – na Białorusi i Ukrainie, na Półwyspie Murmańskim i w stepach Kubania, na Uralu i Syberii.

 

Na obszarze odrodzonej Rzeczypospolitej w pierwszych tygodniach niepodległości miały miejsce konfrontacje wojska i sił porządkowych z czerwonymi bojówkami (m.in. w Zamościu i Zagłębiu Dąbrowskim). Bitwa o Wilno wniosła nową jakość do tych zmagań. Oto po raz pierwszy starły się regularne formacje sił zbrojnych niepodległego państwa polskiego oraz Armii Czerwonej.

 

Niestety, część polskich historyków, z bliżej nieznanych powodów, próbuje zamilczeć bądź bagatelizować wileński bój. Za początek wojny polsko-bolszewickiej uznają oni potyczkę stoczoną pod Berezą Kartuską sześć tygodni później, 14 lutego 1919 r., przez 62-osobowy oddział polski oraz setkę bolszewików. Natomiast blisko dwutysięczny hufiec obrońców Wilna określają lekceważąco mianem „sił nieregularnych i ochotniczych”, a jego dwudniowa bitwa z kilkutysięcznym zgrupowaniem wroga bywa przedstawiana jako „incydent” (!). Wypada więc przypomnieć, że żołnierze Samoobrony Litwy i Białorusi już w grudniu 1918 r. znaleźli się w szeregach Wojska Polskiego. Nie mówiąc już o takim „drobiazgu”, że wojnę z Ukraińcami w Małopolsce Wschodniej prowadziły zrazu właśnie „siły nieregularne i ochotnicze”, i to nawet przed oficjalnym wskrzeszeniem Rzeczypospolitej!

 

***

Zaraz po zrzuceniu niemieckiego jarzma Wilno musiało stawić czoła nowemu wrogowi. Jako pierwsze z naszych miast stanęło na drodze pochodowi Armii Czerwonej. W owe styczniowe dni obywatele „Aten Północy” własną krwią zaświadczyli o polskości ich grodu.

 

Andrzej Solak

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
Piotr K.
Po raz kolejny wypada mi podziękować redakcji za poruszanie takich i podobnych tematów. Ostatnie zdanie to chyba wstrząs dla ugrzecznionych piewców "naszej polityki wschodniej".
Wołynianka
Bóg zapłać z ten profesjonalny wywód prawdy. Trzeba to publikować, powielać setki razy by do mózgownic tępych historyków dotarła w końcu PRAWDA czyli FAKTY.
T.
Prof. Rezmer (historyk) również domagał się uznania obrony Wilna za początek wojny polsko-bolszewickiej. Milczenie większości historyków w tej sprawie tłumaczył po prostu? ich niewiedzą. Walki w Wilnie nie były bowiem wspomniane w komunikatach Sztabu Generalnego WP, ani Oddziału III Naczelnego Dowództwa. Z drugiej strony w latach 30-ych były przecież w obiegu wspomnienia Wejtki (choć o samych walkach pisał krótko i lakonicznie) oraz o wiele bogatsza w szczegóły praca B. Waligóry.
JW
Zainteresowanym tematem polecam książkę gen. Władysława Wejtki pt. Samoobrona Litwy i Białorusi z 1930 r. dostępna w bibliotekach cyfrowych. Czytelnik dowie się z niej dlaczego historycy tak a nie inaczej oceniają to wydarzenie. I nie ma to związku z osobą generała czy poprawnością polityczną.
Rys
"Niestety, część polskich historyków, z bliżej nieznanych powodów, próbuje zamilczeć bądź bagatelizować wileński bój." Z powodów, których łatwo się domyśleć, zwłaszcza obecnie, gdy Wilno zostało wspaniałomyślnie podarowane Republice Litewskiej, i nazywa się Vilniusem.
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY