Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
NIEDZIELA 05 LIPCA
Św. Antoniego Marii Zaccarii
Św. Antanazego z Atos
Św. Antoniego Marii Zaccarii
Św. Antanazego z Atos
XIV Niedziela zwykła
Imieniny obchodzą:
Antoni, Maria, Bartosz, Filomena, Karolina
 

Br Tadeusz Ruciński FSC: „Dziatuś”, czyli szansa ojcostwa

Data publikacji: 2020-06-23 07:00
Data aktualizacji: 2020-06-24 07:48:00
OPINIE
źródło: pixabay.com

Jeśli nie zacząłeś być ojcem, to czy zdążysz być człowiekiem?

 

Czy nie dziwi was, że zachodni świat jest wrogi ojcom i ojcostwu? Zaczęło się to od rewolty Lutra. Potem wszystkie inne rewolty (francuska, bolszewicka, hipisowska, genderowa) pozbawiały ojców autorytetu, władzy i znaczenia w rodzinach, przewodniczenia duchowego, własnych dzieci, domów, warsztatów, a przede wszystkim cienia podobieństwa do Boga Ojca.

 

Tak chciano bowiem uderzyć w ojcostwo samego Boga, by ludzi uczynić sierotami w wielkim światowym domu dziecka. Tak więc dorastają kolejne pokolenia w domach bez ojców lub z ojcami pomniejszonymi, nieobecnymi, pozbawionymi tożsamości.

 

Jeśli oni sami nie wiedzą kim są i co zostało im dane i zadane w ojcostwie, to i dzieci oraz wnuki nie wiedzą czego od nich oczekiwać, ale i co tracą bez nich.

 

Ojcostwo jest niebywałą szansą dla mężczyzn, ale i dla kobiet, dzieci, kościołów i świata. Czas to odkryć, choćby nawet w wieku dziadka.

 

*

                

- Tato, musisz mnie poratować, musisz! – głos Sylwii w słuchawce był prawie płaczliwy, jak w dzieciństwie, gdy wiedziała, jakim tonem wymóc ma na nim, co tylko chciała. – Mam propozycję takiej trzytygodniowej pracy w Anglii, że zarobię więcej niż tu przez rok. Tylko nie mam z kim zostawić Matiego… Zgodzisz się? Weźmiesz go? Tatku…

 

Dawno go o nic nie prosiła, odkąd wyszła za tego Narcyza, którego on nie cierpiał, ale musiał w końcu ulec Sylwii i żonie, jednakowo nim zachwyconym. A po półtora roku zostawił ją z dzieckiem i ślad po nim zaginął. Powiedział wtedy Sylwii twardo: „O nic mnie już nie proś, bo ja się nic nie liczę – ani dla ciebie, ani dla twojej matki”. A potem zmarła żona i został sam.

 

Sylwia była ich jedynym dzieckiem. Ich obojga: żony, która zagarnęła miłość dziecka bez reszty; on był tylko od spełniania jej zachcianek. A teraz nagle ta prośba, której się przeląkł. Jakoś nie miał żadnego kontaktu z tym jej sześcioletnim Matim, może z urazy do jego ojca, a może dlatego, że nie mając syna, nie bardzo potrafił się z nim porozumieć. Co on z nim pocznie? - Tatku, błagam, weź go! – powtórzyła.

 

Wziął. Teraz zjeżdżał z nim windą, a mały zajęty jakąś kieszonkową grą z potworami i łowcami, nawet na niego nie spojrzał. Czuł się zupełnie bezradny. Winda się zatrzymała, ale drzwi nie chciały się otworzyć. Szarpnął zamek, ale nic… Mały zerkał znad monitora… I wtedy sięgnął do kieszeni, wyciągnął wielofunkcyjny scyzoryk, otworzył jedno ostrze, podważył zapadkę i drzwi puściły. Uchwycił podziw w oczach małego. Kiedy szli, Mati zapytał: To magiczny nóż? - Nie – powiedział i usiadł na ławce – mam go 40 lat. Nóż szwajcarskich ratowników. I zaczął otwierać poszczególne mini narzędzia i demonstrować je zdumiony zainteresowaniem małego.

 

Uratowałeś nim kogoś? – usłyszał. – Tak, kiedyś w górach… I zaczął opowiadać napotykając co i raz uważne spojrzenie małego. Żona i Sylwia nigdy nie chciały go słuchać. „Przynudzasz” – stwierdzały i włączały cokolwiek. A ten mały  dopytywał się jeszcze i nagle nieśmiało się przytulił, ale jakoś inaczej niż niegdyś Sylwia.

 

Kiedy weszli do jego domku, Matiego ciekawiło wszystko, zwłaszcza w warsztacie. Próbował z nim kolejne narzędzia i urządzenia tak, że obaj zapomnieli o kolacji. Nie umiał za bardzo gotować, zrobił więc jajecznicę na boczku, na którą Mati patrzył podejrzliwie. Ale głodny, jakoś się przemógł, a może nie chciał usłyszeć nagany z ust kogoś, kto powoli rósł w jego oczach. Rozłożył kanapę i pościelił małemu. Zgasił światło i poszedł do swojego pokoju. Poczytał coś i ukląkł do wieczornego pacierza.

 

Nagle stanął przy nim cicho Mati w piżamie. Uważnie mu się przyglądał. – Co robisz? – spytał szeptem. – Mówię do Pana Boga – o tobie też – odpowiedział. – A On cię słyszy? – pytał mały. – Wierzę, że tak. Ciebie też, jeśli Mu coś powiesz. Mały patrzył na drewnianą twarz Jezusa, ukląkł obok niego, ale chyba nie modlił się nigdy, bo tylko zerkał to na krzyż, to na niego. Głośnym szeptem zakończył „Ojcze nasz” i „Zdrowaś”, ale przeżegnali się już obaj.

 

W nocy wstał sprawdzić czy mały się nie odkrył. Nie. Rozczulił go trochę, bo zobaczył, jak zaciska w piąstce mały, podarowany mu dziś scyzoryk. Podszedł do okna i zobaczył jakiś przemykający się cień. – Znów m kradną winogrona… Żeby przyszli, poprosili… Postraszę ich trochę… – mruknął i zaczął się ubierać. Obudził tym jednak małego, który zerwał się. – Gdzie idziesz? - zapytał z niepokojem. – Przepędzę złodziejaszków i wrócę – powiedział, ale mały stanął przy nim mówiąc: - Nie zostawiaj mnie tu. Idę z tobą. Nie wiedział, co zrobić. Mały był jednak zdecydowany pójść za nim…

 

- A niech to! – mruknął patrząc, jak mały się ubiera. Wziął jedną z lasek, jakie ostatnio robił dla skautów, mniejszą wręczył małemu i wyszli do ogrodu. Czuł, jak mały drży z przejęcia. Kiedy zaszli nieletnich złodziejaszków z tyłu i wypadli z krzykiem, tamci w niesamowitym popłochu, przewracając się, uciekli przez płot. – Zuch z ciebie! – powiedział do Matiego. – Pomogłeś mi przepędzić tę bandę. I uśmiechnął się patrząc na czupurną i dumną minę wnuka. Tak, nagle poczuł w nim wnuka. Dziwne uczucie…

 

Kiedy rano Sylwia zadzwoniła już z Anglii, pytając, jak sobie radzą, Mati wyrwał mu słuchawkę i oznajmił: „Mamo, mam ratowniczy nóż i laskę skautów. W nocy przepędziliśmy z ogrodu bandę złodziei. Razem!!! A jutro ruszamy na wyprawę Jarem Raduni. To będzie moja druga sprawność! Tu jest superrr!”

 

Kiedy wziął słuchawkę od małego, usłyszał zaniepokojenie i zdziwienie w głosie Sylwii: - Przecież ty nigdy nie potrafiłeś być tatusiem! Co się z tobą stało? Poczuł chrypkę w gardle, gdy powiedział: - Kiedyś nie było jak być tatusiem, to może czas by uczyć się być dziadkiem?

 

Po pięciu dniach czuł w tym małym prawie syna, którego – szkoda! – nie miał. A kiedy uczył go piłować drzewo, usłyszał od małego: - Wiesz, że tato mi się stracił. Może ty byś nim został, co? Roześmiał się: - Wystarczy, że jestem tatą twojej mamy. – To bądź moim… dziatusiem! – powiedział mały, a on wiedział, że to nie była jakaś słowna pomyłka.

           

Wakacje się skończyły i poszedł z Matim do szkoły. Sylwię zawsze prowadzała do szkoły żona, nie dopuszczając go do jej nauki. Teraz poczuł, jakby mógł spróbować on… Po tygodniu, w trakcie lekcji Mati wpadł do domu. – Dziatuś! Choć ze mną do szkoły, chodź! Nie rozumiał, po co, ale poszedł. Kiedy Mati wprowadził go do klasy, ujrzał zdumione spojrzenie młodej nauczycielki i napis na tablicy: „Coś, co lubię najbardziej”. Przed dziećmi na ławkach leżały zabawki, miśki, gry… A Mati przyprowadził tu jego.

 

*

„I szedł z uśmiechem, bowiem nie ma na świecie bardziej szczęśliwej osoby, niż starzec, który mógł podarować coś istotnego dziecku”.

 

Brat Tadeusz Ruciński

 
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
bratt
Czasem dopiero z perspektywy dziadka widać stracone szanse ojcostwa. Zwłaszcza, że każde pokolenie ojców ma coraz słabszą tożsamość i wzorce. W tym opowiadaniu jest wiele elementów do zastosowania przez ojców, o których być może mają słabe pojęcie, ale to nie przekracza ich sił. Tak, ojca nikt nie zastąpi, ale tam, gdzie go zupełnie brak, to nawet sporadyczne kontakty dzieci z dziadkiem mężczyzną mają spory wpływ nie tylko na chłopców. Szkoda, że tak jak ojcowie i dziadkowie wycofują się z wychowania dzieci, jakby znały się na tym jedynie kobiety. I tak tracą szanse i dziadkowie, i wnuczki.
Soma
Dlaczego tylko jedna z wymienionych rewolucji ma narodowość - francuska,a reszta bolszewicka, hipisowska, genderowa jaką? Jak ma młode pokolenie uczyć się historii na mapach historycznych , geograficznych???? Czy nie czas na nowe dziedziny nauki: unarodowienie
Grabowski B.
Tekst jak zwykle bardzo dobry . Smutny zarazem bo przecież nie są to czasy powojenne. Dziadek wspaniała sprawa ale nie zastąpi Ojca . Moi dziadkowie tragicznie zginęli . Jednego znam tylko z opowieści. w Dniu Taty powinna nastąpić głęboka refleksja nas mężczyzn . Dla mnie wzorem Ojca był zawsze św. Józef . Cichy ale z pewnością Maryja mogła na niego liczyć nawet w trudnych sytuacjach np. niepokalane poczęcie. Mężczyzna - Ojciec powinien dawać rodzinie stabilizacją ale nie tylko finansową bo dzisiaj to nie jest problem ale tą pewność że nie załamie się, pierwszy nie ucieknie z domu . Pan Bóg z pewnością rozliczy nas z tego do czego nas powołał. Ojcowie módlmy się do św. Józefa za nasze rodziny.
Gra
Świetny tekst
Murem
Mężczyzni sami pozbawiają się władzy i autorytetu, przyzwalając na zło. Najpierw nad żoną - podobnie jak nasz ojciec Adam w Raju nie dopilnował swojej żony - potem nad dziećmi, nad każdym aspektem życia. Charakterystyczne dla słabych mężczyzn są fałszywe usprawiedliwienia, np.: "rewolucja pozbawiła", "źli Niemcy", "co ja mogę", itd. Kto Cię pozbawił autorytetu nad swoją żoną, dziećmi, parafianami, uczniami, poddanymi, itd.? Ty sam! Słabość, zaniedbania mężczyzn są ogromne, a ich miarą jest iluzja jaką dopuścili na swych poddanych, w pierwszym rzędzie na kobiety. Te pozbawione autorytetu oraz czuwającej nad nimi władzy, aby nie zbłądziły, pozostawione samym sobie popadają w apatię, złość, kompleksy, zachwyt nad samą sobą, agresję, wywyższają się ponad Aniołów. Szczególnym przypadkiem rezygnacji z autorytetu są współcześni Biskupi i Kapłani - zdziecinniali, zniewieściali, ZAKŁAMANI, zdradliwi, nierozumni. PORZUCILI KATOLICKI KULT I DOKTRYNĘ. Owce wydali w ręce bandytów!
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY