Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
18   WRZEŚNIA   2019 r.
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Imieniny obchodzą:
Stanisław, Irena, Stefania, Józef
 
Polonia Christiana nr 57       PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO
Roman Motoła

Co nam mówią sarmaccy wojażerowie?

Co nam mówią sarmaccy wojażerowie?

Staropolska literatura podróżnicza zwróciła uwagę badaczy dawnej obyczajowości, obrzędów, języka, nauki i techniki. Wyrazem tego jest między innymi publikowana cyklicznie staraniem Księgarni Akademickiej w Krakowie seria Peregrinationes Sarmatarum pod naukowym kierownictwem profesora Bogdana Roka z Uniwersytetu Wrocławskiego.

 

We wstępie do Diarium itineris Romam (1750) ojca Remigiusza Zawadzkiego czytamy, że obecnie uczeni prowadzą wiele badań dotyczących wojażerów. To bardzo żmudna praca, gdyż najczęściej opiera się na manuskryptach. Relacji sporządzanych przez podróżników nie wydawano raczej drukiem. A jako że ich autorami w większości byli duchowni, dzieła te spoczywają w zakonnych archiwach i innych kościelnych zbiorach. Powstawały przeważnie przy okazji pielgrzymek, wypraw na kapituły zakonne czy studia bądź też na kapłańską posługę w krajach Europy Zachodniej albo w Ziemi Świętej. Niekiedy były owocem podejmowanych w Rzymie starań o koronację świętego obrazu bądź o beatyfikację czy kanonizację kandydata na ołtarze.

 

 

Bożogrobiec i kanonik

Delegowani przez zgromadzenie czy biskupstwo musieli często rozliczyć się z otrzymanych na drogę pieniędzy, stąd ważną pozycję w opisach ich wędrówek stanowi wykaz poniesionych kosztów. Tak jest właśnie chociażby w przypadku otwierającego serię Peregrinationes Sarmatarum, wydanego przed trzema laty Opisu podróży. Itinerarium (1768–1769) Jakuba Lanhausa. Ów duchowny z zakonu bożogrobców był Czechem pochodzącym najprawdopodobniej z Kutnej Hory. Wyruszył do Rzymu ze względu na rozstrzygany tam spór jego zgromadzenia z kapitułą katedralną o fundację szpitalną w Gnieźnie.

Jego obszerny diariusz jest tak drobiazgowy – ze szczególnym uwzględnieniem wydatków, nawet najbłahszych – że nikt nie śmiałby nawet podejrzewać autora o nieszczerość czy finansową nieuczciwość. Wprawdzie więc niekiedy zdobywa się on na opis napotykanych świątyń (z wybitnym upodobaniem cytuje napotkane łacińskie inskrypcje), krajobrazów czy miejscowych ubiorów, jednak na najciekawsze relacje czytelnik musi czekać aż do stronic poświęconych pobytowi w Rzymie (na przykład wersy dotyczące sytuacji w Kościele po śmierci papieża Klemensa XIII oraz okoliczności konklawe). Itinerarium choć (zapewne ze względu na trudną formę i styl autora) niezbyt cenione dotychczas przez badaczy, daje ciekawy wgląd w perspektywę widzenia świata przez osiemnastowiecznego zakonnika. Jest też kopalnią wiedzy na temat staropolskiego słownika, wzbogaconego wieloma wtrąceniami łacińskimi.

 

 

Ten sam tom Peregrinationes przynosi też fragmenty pamiętnika sądowego oponenta Lanhausa z procesu przed Rotą Rzymską, księdza Baltazara Pstrokońskiego. Kanonik katedry gnieźnieńskiej spędził w podróży mniej czasu niż reprezentant bożogrobców (ogółem niewiele ponad rok). Jego opis jest jednak bardziej treściwy i zajmujący. Czytelnik – niekoniecznie badacz – więcej się tu dowie i częściej uśmiechnie. Ot, pisze chociażby autor w kwestii wynajętego przez siebie na drogę woźnicy: Była między nami kontraktowa wymowa, abym o jego koszcie po miastach wielkich cóżkolwiek nad popas i nocleg mógł bawić dla oglądania ciekawości. I tak było.

Opisuje ksiądz Pstrokoński swoje obserwacje z podróży, użyteczne dla czytelnika ciekawego współczesnej mu epoki. Przybliża zwyczaje, oglądane miejsca i obrzędy bliskie sercu każdego katolika. Kreśli literackie pocztówki z Wenecji, Florencji, Loreto, Ancony i samego serca chrześcijaństwa. Potwierdza refleksję, która narzuca się również odwiedzającym Italię pielgrzymom i turystom naszych czasów: Prawie każde miasto w tym kraju zdumiewa. Zaświadcza też o gościnności, wręcz serdeczności rzymian, wprost zaprzeczając rozpowszechnianej także w Rzeczypospolitej czarnej legendzie o szczególnym niebezpieczeństwie przebywania w stolicy papiestwa. Z humorem odnotowuje szczególną sympatię, jaką rzymianie darzyli naszych rodaków.

 

 

Dosyć oszczędnym z kolei, syntetycznym opisem swej podróży raczy nas franciszkanin‑reformata Remigiusz Maciej Zawadzki. Ten zastępca prowincjała zakonu Braci Mniejszych Obserwantów wyruszył w lutym 1750 roku wraz ze swym przełożonym oraz dwoma jeszcze towarzyszami do Rzymu na obrady kapituły zgromadzenia. Diarium itineris Romam (1750) ojca kustosza obejmuje dwuipółmiesięczną podróż, pobyt w Wiecznym Mieście oraz bardzo skrótowe informacje na temat drogi powrotnej. Autor, jak gdyby z myślą o szerszym gronie odbiorców, serwuje nam wiele porcji ciekawej wiedzy na temat napotykanych miejsc wraz z ich specyfiką, ustrojem i ważnymi epizodami ich historii bądź współczesności (na przykład styryjskiego Judenburga czy Rzeczypospolitej Weneckiej). Zaprasza na katolickie ceremonie, obszernie opisuje ważne dla wierzących miejsca. Najwięcej atramentu poświęcił jednak szczegółom przebiegu kapituły, która wybierała nowego generała zakonu.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie