Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
03   KWIETNIA   2020 r.
Św. Ryszarda, biskupa
Św. Sykstusa, papieża
Św. Ryszarda, biskupa
Św. Sykstusa, papieża

Pierwszy Piątek
Imieniny obchodzą:
Jakub, Pankracy
 
Polonia Christiana nr 56       POLSKA

Czas zacząć karać za obrazę Boga

Czas zacząć karać za obrazę Boga

Dosyć już udawania, że gdy jakiś pseudoartysta sprofanuje krzyż, obraża nasze uczucia religijne. To nieprawda. Taki typ obraża Boga! Czas wreszcie powiedzieć wstrętnym profanatorom: bluźniercy, idziemy po was!

 

Gdy w niedzielę po sumie ludzie wyszli z warszawskich kościołów, jedynie niewielka ich część od razu udała się do domów, jeszcze mniejsza zaś do kawiarni czy znajomych. Przytłaczająca większość przeszła w milczeniu na ulicę Jana Zamoyskiego, pod gmach Teatru Powszechnego – bez względu na to, czy szli z Młocin, czy Śródmieścia. Zgromadzony pod teatrem tłum rósł z minuty na minutę, milczenie przeradzało się w modlitewny śpiew, słychać było słowa suplikacji, później hymnu Te Deum. Większość zgromadzonych trzymała w dłoniach różańce – zgodnie z prośbą warszawskich kapłanów, wygłaszających tego dnia jedne z najbardziej płomiennych kazań w życiu.

 

Po minutach oczekiwania, oczom wiernych ukazał się ich biskup, jeszcze chwilę wcześniej wygłaszający homilię w położonym nieopodal kościele Pallotynów. Przemawiał tam słowami bardzo podobnymi do tych, o których użycie prosił pozostałych kapłanów diecezji: nawoływał do modlitw wynagradzających, do protestów, do zgłaszania spraw do prokuratury, a nawet do stawiania „czynnego oporu” ohydnym bluźniercom. Rugał też organa ścigania i polityków za bezczynność wobec przestępców bluźniących Bogu!

 

Poruszeni wierni oklaskiwali biskupa, który wszedłszy na zaimprowizowaną naprędce mównicę, gorąco dziękował im za przybycie. Nagle zauważył, ze do teatru wchodzi reżyser‑profanator, więc nie zastanawiając się długo, chwycił pektorał i uniósłszy go w górę zagrzmiał:

 

Anathema sit! Bluźniercy! Nie będzie naszej zgody na opluwanie krzyża i szarganie czci naszych świętych!

 

Kilka dni później jeden z członków prezydium Konferencji Episkopatu Polski wydał komunikat w ostrych słowach potępiający środowisko „Krytyki Politycznej”, które zamieściło w internecie film kpiący z Pana Jezusa, w którym przedstawiono Go jako homoseksualistę drwiącego z polskich katolików. Jako że internet nie należy do żadnej ze znanych nam diecezji, wszyscy polscy biskupi jednogłośnie podpisali się pod słowami zachęcającymi twórców klipu do nawrócenia i zapowiadającymi, że w przypadku niewycofania bluźnierczego materiału z sieci, zostaną obłożeni ekskomuniką. W tym samym czasie panie działające w Akcji Katolickiej stawiły się w siedzibie „Krytyki Politycznej” wyposażone w sól egzorcyzmowaną, by ją rozsypać we wszystkich pomieszczeniach należących do tej lewackiej organizacji.

 

Trochę inaczej postąpiono z członkami zespołu Behemoth, którzy po raz kolejny postanowili oddać cześć szatanowi, wulgarnie profanując Chrystusowy Krzyż. Muzyków spotkały nieprzyjemności – policja każdego dnia otrzymywała wezwania do interwencji w ich prywatnych domach, przebito im opony w samochodzie, a jakiś komputerowy „chochlik” anulował wszystkie bilety na zaplanowane loty zagraniczne. Członkowie stowarzyszeń katolickiej młodzieży akademickiej wywieszali na uczelniach transparenty z hasłem: Sataniści, idziemy po was! Polscy hierarchowie tonowali takie nastroje, ale jednocześnie skutecznie prosili Ojca Świętego, by wobec tak okropnych bluźnierstw, do jakich dochodzi na koncertach, ostrzegać przed ohydną grupą kurie na całym świecie i polecić wiernym ze wszystkich krajów, by najbliższy piątek poświęcili na modlitwy przebłagalne.

Po tygodniu modłów pod Teatrem Powszechnym zarówno reżyser, jak i dyrektor teatru, w towarzystwie twórców lewackiego klipu i muzyków satanistycznej grupy rockowej zostali doprowadzeni przed oblicze sądu.

A potem… obudziłem się.

 

Bo to oczywiście nieprawda, to się nie wydarzyło. To znaczy spektakl Klątwa, klip „Krytyki Politycznej” oraz ordynarne znieważenie krzyża przez członków grupy Behemoth to wydarzenia rzeczywiste – nastąpiły w odstępie zaledwie kilkunastu dni. Ale reakcja państwa, katolików i duchownych była jednak trochę inna niż ta opisana powyżej.

 

A jak było naprawdę

W sprawie Klątwy kapłani rzeczywiście prosili o modlitwy wynagradzające Panu Bogu okropne bluźnierstwa. Niektórzy hierarchowie potępili taki rodzaj „sztuki”. Świeccy z Krucjaty Młodych sami, bez pomocy duchownych, zorganizowali publiczny różaniec, na który stawiło się kilkaset osób – też świeckich. I sprawa przycichła, a spektakl chorwackiego reżysera nadal jest w Warszawie odgrywany i oklaskiwany. Ale przynajmniej w mediach narobiło się trochę szumu – uchodzące za prawicowe portale internetowe co prawda najbardziej oburzyły się zawartymi w Klątwie groźbami pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, ale zagrzmiały i katolickie gazety. Dzięki Bogu, istnieje też strona protestuj.pl (również prowadzona przez świeckich), za której pośrednictwem przeciwko bluźnierstwu zaprotestowało ponad pięćdziesiąt tysięcy wiernych.

 

W sprawie klipu „Krytyki Politycznej”, nie mniej obrzydliwego i bluźnierczego, ostrego oporu już zabrakło. Czci Pana Jezusa broniły w tej sprawie jedynie redakcje portalu PCh24.pl i protestuj.pl. A sprawa zbrukanego przez Behemoth krzyża? Również nie wzbudziła wielkiego zainteresowania – jakbyśmy się już przyzwyczaili do bezkarności plugawych bluzgów satanistów.

 

Złośliwi powiadają, że potraktowanie sprawy Klątwy i pozostałych tak diametralnie się różniło, gdyż Behemoth i „Krytyka Polityczna” nie groziły Jarosławowi Kaczyńskiemu – osobie droższej niejednemu „niepokornemu” dziennikarzowi niż Pan Jezus. Można też przyjąć zaskakujące założenie słyszane z niektórych prawicowych ust, że Klątwę należało wspólnotowo potępić tylko dlatego, że wystawiający ją teatr finansowany jest z publicznych pieniędzy. Jakby publiczne bluźnierstwo popełniane za pieniądze z zagranicy albo pozyskane od „prywatnych” satanistów miało nas nie obchodzić.

 

W sprawie Klątwy poinformowano więc nawet prokuraturę: w polskim systemie prawnym możemy bowiem zgłosić przestępstwo obrazy uczuć religijnych. Postępowanie trwa.

 

Może jednak, skoro naszym krajem rządzi już partia podająca się za prawicową, nastał czas, aby się zastanowić, czy bluźnierstwo rzeczywiście narusza nasze uczucia religijne? Czy umieją Państwo odpowiedzieć sobie na to pytanie? A na pytanie o to, czym w ogóle owe „uczucia religijne” są? Jak je nazwać? Jak zmierzyć ich obrażalność? Kto ma o tym wyrokować?

 

Bardzo wątpliwe, byśmy potrafili udzielić przekonującej odpowiedzi. Przyczyna jest oczywista – bluźnierstwo nie obraża nas ani tym bardziej naszych uczuć religijnych, czymkolwiek one są. Bluźnierstwo stanowi obrazę Pana Boga!

 

To Bóg jest obrażany, gdy ktoś sprofanuje krzyż – symbol męki Jego najświętszego Syna! To Pan Jezus jest obrażany, gdy się sugeruje, że był homoseksualistą! Nie nasze uczucia i nie my, ale Bóg w Trójcy Jedyny!

 

Gdybyśmy byli społeczeństwem prawdziwie katolickim, nie umieścilibyśmy w naszym kodeksie karnym absurdalnego przepisu o obrazie uczuć religijnych, ale zawarlibyśmy zapis mówiący o ściganiu z urzędu bluźnierstwa – obrazy Pana Boga! Bluźnierstwo jest bowiem czynem popełnianym obiektywnie, a więc można udowodnić je nie poprzez opieranie się na jakichś niemierzalnych przecież uczuciach, ale na teologii! Biegły teolog bez problemu wskazałby, czy jakiś czyn był bluźnieniem lub profanacją, czy nie. To przecież bardzo proste do rozstrzygnięcia.

 

Halo! Zaraz! – krzykną jednak co bardziej postępowi katolicy! Przecież to sztuka! Przecież naszego kraju nie zamieszkują wyłącznie wierzący! Dlaczego prawo ma penalizować bluźnierstwo!? – zapytają. Ano dlatego, że tak mówi Kościół Święty, od wieków wzywając swych wiernych do zwracania uwagi bliźniemu, gdy ten grzeszy. Z tego właśnie powodu opracowano kategorię grzechów cudzych, do których zalicza się między innymi milczenie wobec czyjegoś grzechu i usprawiedliwianie cudzego grzechu, ale także… niekaranie za grzech! A czyż istnieje grzech poważniejszy niż bluźnierstwo? Według wielu świętych – nie. Posłuchajmy chociażby Bernardyna ze Sieny, gdy mówi: Bluźnierca jest gorszy niż ci, którzy ukrzyżowali Jezusa Chrystusa, gdyż oni nie wiedzieli, że On jest Bogiem; ale ten, kto bluźni, wie, że On jest Bogiem i obraża Go twarzą w twarz.

  

Kościół karze i każe

Karanie za bluźnierstwo jest więc naszym obowiązkiem – wynikającym również z miłości bliźniego. Wszak człowiek ukarany za obrazę Pana Boga ma większą szansę na nawrócenie i zadośćuczynienie niż ten, którego przestępstwo pozostanie bezkarne. Nie bez znaczenia pozostaje również wychowawcza funkcja prawa – ludzie przecież znacznie rzadziej dopuszczają się tego, co zakazane jest pod groźbą kary. A czy nie chcielibyśmy, aby ludzie przestali bluźnić? Czyż nie ucieszyłoby to sprawiedliwego Sędziego, który za dobro wynagradza, a za zło karze?

 

Nasza wiara od lat staje się coraz bardziej miałka i oparta na emocjach – efektem tego jest właśnie istnienie w kodeksie karnym zapisu o obrazie uczuć religijnych. Takie sformułowanie oznacza, że wierzymy w istnienie religii, a nie w istnienie Boga. A przecież o tym, że istnieje religia (oraz że istnieją uczucia), wiedzą też ateiści i inni lewacy. I dlatego chcą nas obrażać – naszą religię i nasze uczucia. Ale w rzeczywistości obrażają Pana Boga.

 

I to za to właśnie powinni być surowo karani.

 

 

Krystian Kratiuk

 

  

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie