Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
SOBOTA 14 GRUDNIA
Św. Jana od Krzyża, Doktora Kościoła
Św. Wenancjusza Fortunata
Św. Jana od Krzyża, Doktora Kościoła
Św. Wenancjusza Fortunata
Imieniny obchodzą:
Jan, Alfred, Izydor, Liwia
 

Czy cel uświęca środki? Bp Grzegorz Chomyszyn o działaniach abp. Andrzeja Szeptyckiego

Data publikacji: 2018-04-12 08:00
Data aktualizacji: 2018-04-12 14:38:00
OPINIE

Książka – testament Dwa Królestwa bp. Chomyszyna, której ostatnia część, cudownie ocalała, przekazywana jest Czytelnikowi Polskiemu, powstała jako odpowiedź autora na poczynania w dziedzinie religijnej i narodowej abp. Andrzeja Szeptyckiego. Zderzają się tu ze sobą dwie wizje Kościoła i dwa systemy logiczne, a także etyczne, różniące się w traktowaniu unii i misji Kościoła greckokatolickiego.

 

Abp Szeptycki uchodził za niewątpliwego przywódcę religijnego i narodowego Rusinów w Galicji, a potem Ukraińców w Małopolsce Wschodniej. Z postacią metropolity, który objął katedrę św. Jura w 1901 r. wiązano wielkie nadzieje. Spodziewano się, że młody i energiczny hierarcha, zakonnik-bazylianin, dziedzic tradycji rodu Szeptyckich, niezmiernie zasłużonego dla Kościoła unickiego w przeszłości, poczyni wielkie dzieła, żeby podźwignąć go z upadku i wydobyć spod wpływu prawosławia.

 

Sam bp Chomyszyn, który objął po nim stolicę biskupią w Stanisławowie, nie krył swej fascynacji postacią metropolity. Pisał, że wpatrywał się w niego niczym w obraz. Stopniowo jednak wizje obu hierarchów rozeszły się, gdy chodzi o misję i przyszłość Kościoła greckokatolickiego. Jeżeli dla bp. Chomyszyna był to wierny wielowiekowej tradycji unickiej Kościół, będący oryginalną spuścizną rozwoju kultu chrześcijańskiego na styku wpływów wschodu i zachodu, to dla abp. Szeptyckiego Kościół unicki miał być maksymalnie zbliżony do prawosławnej tradycji, podkreślać swe orientalne korzenie, celem dokonania w przyszłości konwersji Rosji.

 

Prawdopodobnie ten pomysł szczególnie zafascynował władykę po spotkaniu 18 lutego 1908 r. z papieżem Piusem X, podczas którego otrzymał on uprawnienia dawnych metropolitów kijowskich, których jurysdykcja obejmowała ogromne przestrzenie Ukrainy, Białorusi i Rosji, czyli całej Wszech Rusi. Metropolita Szeptycki odniósł się do tych pełnomocnictw z ogromnym przejęciem i uczuciem kolosalnej misji, jaką ma do spełnienia. W liście do brata Kazimierza pisał, że otrzymał od Ojca św. „więcej niż nasza Cerkiew od Unii Brzeskiej dostała”.

 

Po pewnym czasie ta idea tak opanowała umysł i działalność metropolity, że cała jego aktywność została podporządkowana temu celowi. Metropolita będąc liderem duchowym i politycznym Ukraińców w Galicji zapatrywał się na Rosję jako na wielkie wyzwanie i misję. To rozdwojenie zdumiewało także jego współbraci w biskupstwie, katolików innych obrządków. Ormiański abp Józef Teodorowicz mówił, że Szeptycki „siedzi na dwóch stołkach […] łączy się z ukraińcami (sic!) i kadzi Rosji”.

 

Mocno zaangażowany w ruchy polityczne metropolita lwowski gotów był pójść na najbardziej niespodziewane kompromisy, czasem zdumiewające i nie dające się wytłumaczyć w kategoriach podstawowej uczciwości. W czasie pierwszej wojny światowej abp Szeptycki przygotował projekt przekształcenia Ukrainy, w razie jej okupacji przez wojska państw centralnych, w odrębne państwo pod protektoratem Habsburgów, którego Cerkiew uznawałaby zwierzchność Rzymu.

 

Gdy wydarzenia potoczyły się odmiennym torem i wojska rosyjskie okupowały Galicję wraz z Lwowem, władyka uznał swoim suwerenem cara rosyjskiego, składając mu wyrazy uniżonej lojalności. W liście do cara pisał on: „WASZA CESARSKA MOŚĆ, Zwycięska armia WASZEJ CESARSKIEJ MOŚCI zajęła Lwów i wielką część halickiego ruskiego księstwa. Trzymilionowa ruska ludność Galicji z radością wita ruskich żołnierzy jak swoich braci. Najpokorniej podpisany duszpasterz tego ludu, prawosławno-katolicki Metropolita Halicki i Lwowski od szeregu lat gotów jest codziennie i pragnie złożyć w ofierze swe życie za pomyślność i zbawienie Świętej Rusi i WASZEJ CESARSKIEJ MOŚCI, składa do nóg WASZEJ CESARSKIEJ MOŚCI swe serdeczne pozdrowienia i radosne gratulacje z racji kończącego się zjednoczenia pozostałych części Ziemi Ruskiej” Metropolita zwracał się do cara: „w uroczystą chwilę zwycięstw rosyjskiego wojska najpokorniej powtarzam moją pokorną dawniejszą prośbę: raczy WASZA CESARSKA MOŚĆ zawierzyć całą świętą Ruś z jej nowo nabytymi częściami Boskiemu Sercu Chrystusa Zbawiciela”. Zaznaczał też, że pisze list, nie oczekując jakichś korzyści dla siebie – był wówczas aresztowany i jechał na zsyłkę do Rosji – ale troszcząc się o Świętą Ruś i naród halicko-ruski, nad którym opiekę „Opatrzność wręczyła w carskie ręce”. Podpisał się „najkorniej modlącym się o WASZĄ CARSKĄ MOŚĆ Andrzej Szeptycki, Metropolita Halicki i Lwowski”.

 

Ten wiernopoddańczy list ukazał się kilka tygodni po tym, jak pasterz Lwowa ze swym posłaniem zwrócił się do Rusinów poddanych monarchii austriacko-węgierskiej, ale też do Ukraińców poddanych rosyjskich, by „jednostajnie i zdecydowanie wypowiedzieli się po stronie Austrii przeciwko imperium rosyjskiemu – najdzikszemu wrogowi Ukrainy. Zwycięstwo monarchii austriacko-węgierskiej będzie naszym zwycięstwem i im bardziej zostanie pogrążona Rosja, tym prędzej nastąpi czas wolności Ukrainy. […] Niech na gruzach imperium carskiego zaświeci słońce wolnej Ukrainy”.

 

Wielki cel lwowskiego władyki uświęcał środki. Potwierdziły to także później inne dziejowe zawieruchy, których nie omieszkał on wykorzystać dla realizacji swej misji, w którą święcie wierzył. Metropolita wierzył, że zmieniające się okoliczności polityczne da się wykorzystać dla osiągnięcia wymarzonego celu – nawrócenia Rosji. Niestety, sędziwy hierarcha nie zawahał się z wdzięcznością powitać armię niemieckich nazistów, kroczącą na podbicie ZSRR – jako dziejowego narzędzia dla realizacji powierzonej mu misji. Listem pasterskim zarządził wówczas uroczyste celebry w cerkwiach i odśpiewanie dziękczynnego Te Deum.

 

Zajęcie przez hitlerowców Kijowa stało się okazją dla wystosowania telegramu do „Jego Ekscelencji Führera Wielkiej Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera”, w którym jako „zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego składał serdeczne gratulacje z okazji zajęcia stolicy Ukrainy, złotogłowego Kijowa, miasta nad Dnieprem”. Zapewniał, że führer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej zaskarbił sobie wdzięczność całego świata chrześcijańskiego za unicestwienie bolszewizmu. W imieniu zaś narodu ukraińskiego deklarował: „Ponieważ losy naszego narodu od dziś zostały powierzone przez Boga w Pańskie ręce, spodziewamy się, jako zaangażowany przyjaciel Niemiec w tej walce, która jest prowadzona także i dla rozwoju naszego narodu, możliwości korzystania z wolności religijnej i narodowej”.

 

A już po trzech latach, 10 października 1944 r., po wkroczeniu wojsk radzieckich dogorywający metropolita unicki zwrócił się do generalissimusa Józefa Stalina z listem gratulacyjnym i podziękowaniem „wielkiemu Marszałkowi niezwyciężonej Armii Czerwonej” za zwycięski pochód od Wołgi do Sanu i dalej i za „ponowne zjednoczenie zachodnich ziem ukraińskich z Ukrainą Wielką”. Dziękował dalej abp Szeptycki Stalinowi „za spełnienie odwiecznych marzeń i dążeń Ukraińców, którzy przez wieki uważali się za jeden naród i chcieli połączyć się w jednym państwie”. Książę Kościoła zapewniał tyrana o wielkiej miłości ku niemu narodu i Cerkwi. Pisał: „miłość ta każe nam przede wszystkim złożyć Wam życzenia powodzenia i wszelkiej pomyślności, składając należną cześć według słów Chrystusowych: oddać cesarzowi, co cesarskie”.

 

Trudne do zrozumienia poczynania metropolity w obszarze „kontaktów politycznych” przekładały się na kondycję Kościoła greckokatolickiego i życie Ukraińców w Małopolsce Wschodniej. Widmo nawrócenia Rosji powodowało całkiem konkretne kroki w kierunku zbliżenia rytu unickiego z prawosławiem. Znamienny jest fakt, że w czasie II wojny światowej została podjęta tzw. reforma obrzędowa w Kościele greckokatolickim, mająca na celu wykorzystanie koniunktury stworzonej przez okupację niemiecką, żeby w „prawosławnym” opakowaniu niepostrzeżenie zanieść na Wschód katolicyzm. Trudno powiedzieć, czego w tym było więcej – naiwności czy braku roztropności.

 

Takie eksperymenty w trudnej chwili życia Kościoła i narodu wzbudziły zdecydowaną dezaprobatę biskupa stanisławowskiego. Niebezpieczne nurty pochodziły z siedziby metropolity lwowskiego, co czyniło wszelką dyskusję wokół spraw tożsamościowych Unii dość delikatną. Poza tym obaj biskupi reprezentowali naród mieszkający w państwie polskim, a Kościół tradycyjnie zajmował w nim miejsce elit narodowych. Wszelki rozdźwięk ujawniony w przestrzeni publicznej mógł być odebrany jako zakłócenie solidarności w środowisku Ukraińców.

 

Dezaprobata w stosunku do działalności metropolity skumulowała się u biskupa stanisławowskiego w postaci myśli zawartych w dziele Dwa Królestwa. Przekazywana czytelnikowi polskiemu książka jest, jak pisze jej autor, piątą częścią nieznanego dzieła, z pewnością bezpowrotnie utraconego w wirze II wojny światowej, dotyczącego Kościoła greckokatolickiego. Na końcu manuskryptu biskup umieścił taką uwagę: „Miałem zamiar moją pracę o Dwóch Królestwach, napisaną jeszcze przed drugą wojna światową, zakończyć na Czwartej Części. Kiedy jednak w czasie drugiej wojny światowej narzucono nam reformę obrzędową, szkodliwą dla nas i niebezpieczną, poczułem się zobowiązany do napisania Piątej Części o Metropolicie Andrzeju Szeptyckim, którego działalność uważałem za działalność pod wpływem świata, nawet bez jego świadomości, również jako dowód, że można być pod wpływem świata, a przy tym wierzyć, że służy się Bogu.

 

Nabrałem również przekonania, że działalność Metropolity doprowadzi ostatecznie, jeśli nie do ruiny naszej Cerkwi, to w każdym razie wywoła chaos, zamieszanie i dezorientację, dlatego nie mogłem milczeć i odważyłem się poddać analizie działalność Metropolity, ażeby wskazać na źródło i okoliczności, wśród których ta reforma obrzędowa się zrodziła, ażeby ludzie dobrej woli mogli się zorientować, ażby nie chodzili po ciemku i żeby zajęli świadome i jasne odpowiednie stanowisko. Przy tym zaznaczam, że nie jestem nieomylny. Mogłem się w tym moim piśmie mylić w przedstawieniu niektórych osób, Zakonów, okoliczności i poszczególnych faktów i dlatego uprzednio już odwołuję, o ile się pomyliłem. Również nie chcę nikomu narzucać swojego osądu: niech każdy, kto będzie czytać, sam wyrobi sobie swój własny osąd”(s. 507).

 

W książce w oparciu o własne doświadczenia i obserwację poczynań abp. Szeptyckiego bp Chomyszyn dokonuje dogłębnej analizy osobowości hierarchy, a także motywacji, które powodowały tak wielką determinację w dążeniu do wytoczonego celu. Bp Chomyszyn zwraca uwagę na przepaść, która dzieliła metropolitę i społeczeństwo galicyjskich unitów. Zaznaczał, że jako polski arystokrata, wnuk Aleksandra Fredry, od wczesnych lat nasiąknięty duchem obcym ludowi, chętniej się przychylił do eufemicznych idei globalnych, niż do rzeczywistych potrzeb wiernych i konkretnego, przeważnie chłopskiego społeczeństwa. Galicyjskie chłopskie społeczeństwo hierarcha-arystokrata postrzegał raczej w kategoriach opcji rosyjskiej – uznającej integralność wszystkich ludów ruskich jako jedynej wspólnoty narodowej. A będąc „metropolitą ruskim” był przekonany, że jego misją jest nawrócenie „całej Rusi”. Dlatego też jako imię zakonne przybrał imię apostoła Andrzeja, który, zgodnie z dawnym podaniem, doniósł światło wiary na wzgórza kijowskie. Musiał więc jako pasterz i przywódca nie tylko duchowy narodu, który w swej większości określił się jako ukraiński, odrębny względem Rosjan, dążący do swych celów politycznych, przechowywać w sercu ukryte marzenie – połączyć ze Stolicą Świętą całą Rosję. Był z przekonania rusofilem, pisze bp Chomyszyn, ponieważ „miał na oku nawrócenie Rosji poprzez zbliżenie czy nawet zrównanie naszego greckokatolickiego obrządku z synodalno-rosyjskim, a to było równoznaczne z rusofilstwem, które było u nas bardzo znienawidzone. I dlatego Metropolita grał rolę bardziej niż 100% Ukraińca, ażeby zakryć swoje rusofilstwo, natomiast pozyskać trwałe zaufanie we wspólnocie ukraińskiej, u świeckich patriotów i wśród duchowieństwa, aby na ślepo przyjmowali za dobro, co robił i wprowadzał (s. 241)”.

 

I z tego kompleksu rodziło się kolejne zaniedbanie, które zarzuca stanisławowski biskup metropolicie – bagatelizacja szerzącego się nacjonalizmu wśród Ukraińców. Ponieważ widział w tej ideologii ogromne wypaczenie moralne i zagrożenie dla kondycji społecznej, uważał, że metropolita, jako autorytet moralny, powinien był stanowczo potępić tę herezję. Bp Chomyszyn nie mógł się pogodzić z bezczynnością metropolity w tak ważnych dla narodu sprawach, kiedy nacjonalistyczne wypaczenia zataczały coraz szersze kręgi wśród ludności ukraińskiej: „Metropolita to wszystko zaniedbał i dlatego zamiast trzeźwej i rozważnej polityki [wśród Ukraińców – W.O.] rozpoczął się kurs akcji terrorystycznych podziemnych bojówek naszej młodzieży, organizowany na własną rękę prze różnych niepowołanych ‘wodzów’. Metropolita nie tylko nie spełnił swego obowiązku, ale zajął bierne stanowisko wobec bojówek terrorystycznych, a może raczej pośrednio sprzyjał im, w każdym bądź razie aprobował milczeniem […]

 

Rozumny i kochający swe dzieci ojciec nie tylko troszczy się o ich dobro, ale także, gdy jest potrzeba, napomina je i karci, a nawet karze. Przysłowie mówi: Kochaj dziecko jak duszę i trzęś nim jak gruszką. Metropolita, który rościł sobie prawo do bycia ojcem narodu, nie spełnił tego obowiązku. Milcząc patrzył on biernie przez palce na wszystkie nasze uchybienia, a nawet pośrednio wspierał. Przez to urósł on na wielkiego patriotę, lecz wyrządził nam więcej krzywdy niż jakiś otwarty wróg, ponieważ nie troszczył się on o dobro narodu ukraińskiego, zależało mu na własnej wielkości, a nie na wielkości narodu ukraińskiego” (s. 71, 75). Abp Szeptycki urósł przez to na wielki autorytet narodowy wśród nacjonalistycznych przywódców. Jednocześnie stanowczy i bezkompromisowy bp Chomyszyn uchodził za sprzedawczyka nieczułego na sprawy narodowe i zacofanego klerykała.

 

Obserwując z niepokojem tę sytuację, św. Józef Bilczewski, lwowski arcybiskup metropolita, pisał w swym liście: „Gloryfikacja ks. Szeptyckiego rozzuchwaliła duchowieństwo i pismaków, którzy obrzucają go [bp. Chomyszyna – W.O.] teraz ostatnimi wyzwiskami”. Niestety opisana przez Świętego sytuacja nie należy tylko do historii, ale jest jak najbardziej aktualna i dzisiaj.

 

Włodzimierz Osadczy

 

 

Aby zobaczyć książkę pt. Dwa królestwa kliknij TUTAJ.
 
 
 
Książka "Dwa Królestwa" w języku ukraińskim jest dostępna TUTAJ
 
 

Książka otrzymała wyróżnienie w kategorii „świadectwo” nagrody Stowarzyszenia Wydawców Katolickich FENIKS 2018.

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
Leo
Amen. Nieco górnolotnie. Przydałaby się wersja dla prostaczków.
Michał
lektura obowiązkowa