Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
03   KWIETNIA   2020 r.
Św. Ryszarda, biskupa
Św. Sykstusa, papieża
Św. Ryszarda, biskupa
Św. Sykstusa, papieża

Pierwszy Piątek
Imieniny obchodzą:
Jakub, Pankracy
 
Polonia Christiana nr 52       NASZE DZIEDZICTWO
Jan Gać

Czy ich pamiętasz, Ostio?

Czy ich pamiętasz, Ostio?

Nie spodziewał się zapewne przyszły biskup Hippony, że właśnie tu, w miejscu krótkiej przesiadki, spotka go jedno z najważniejszych wydarzeń jego życia.

 

Kilka przystanków kolejką podmiejską z serca Rzymu i oto otwiera się przed nami zupełnie inny świat – środowisko ciszy, świat uwolniony od zgiełku wielkiego, pulsującego życiem miasta. Ostia Antica zastygła w swej antycznej odsłonie, nigdy – w przeciwieństwie do Rzymu – nie przyoblekłszy nowszych szat: ani romańskiej, ani gotyckiej, ani też renesansowej czy barokowej. Ostia Antica pozostała sobą – znieruchomiała w takim kształcie, jaki nadali jej starożytni Rzymianie.

Dlatego do Ostii w postaci malowniczego rumowiska wchodzi się jak przed dwoma tysiącami lat przez Porta Romana – i dalej szeroką, starannie wybrukowaną ulicą Decumanus Maximus ze śladami głęboko rytych kolein po ciężkich wozach na drewnianych kołach w zaprzęgu wołów pociągowych. Po obu stronach ulicy, tu i tam, nieliczne już pozostałości po nekropolii, bo Rzymianie chcieli się chować przy głównych ulicach, zarówno zmierzających do miast, jak i z nich wychodzących, niejako na widoku publicznym, wierząc, że zmarli o tyle żyją w zaświatach, o ile pozostają w pamięci krewnych i przyjaciół, a nawet przypadkowych przechodniów.

Dalej w głąb zabudowy ciągnie się nieprzebyty labirynt domów mieszkalnych wzdłuż równiutko wytyczonych ulic równoległych – mrowie zamożnych kamienic, każda z nich z cegły, niektóre nawet o dwóch piętrach, by rodzina mogła zajmować wyższe kondygnacje, pracując na parterze, gdzie miała sklepy, bary, składy i warsztaty. Ostia była wszak miastem portowym, założonym u ujścia Tybru do morza – miastem handlowym, rzemieślniczym, a nawet przemysłowym, szeroko otwartym na świat.

I religijnym – były tu całe tuziny świątyń, bo przecież nie tylko rzymskich bogów czczono, ale i obcych: z Egiptu, z Syrii, z Anatolii, z różnych rejonów Afryki, z najodleglejszych zakątków Imperium Rzymskiego. Nie mogło też zabraknąć synagogi w tak ruchliwym, zamożnym, kosmopolitycznym mieście o licznej diasporze żydowskiej – mieście utrzymującym stałe kontakty z Cezareą Palestyńską.

 

Pożegnanie z matką

Był rok 387. Do Ostii wkroczył Augustyn, przyszły biskup Hippony w Numidii na granicy Afryki Prokonsularnej. Miał trzydzieści trzy lata, od kilku miesięcy był już chrześcijaninem, odkąd w Mediolanie przyjął chrzest z rąk tamtejszego biskupa, Ambrożego. W podróży towarzyszyli mu: matka Monika, syn Adeodat, brat Nawigiusz oraz dwaj przyjaciele, Alipiusz i Ewodiusz. Przyszły święty wziął właśnie raz na zawsze rozbrat z manicheizmem i porzucił źródło zarobkowania: uczenie retoryki.

Miał bowiem na jej temat trzeźwy pogląd. Tę rozwiniętą u Rzymian do perfekcji umiejętność wymowy i pięknego wysławiania się uważał Augustyn za sztukę wykrętów, a nawet kłamstwa, kiedy posługiwano się nią w przewodach sądowych nie po to, by dociekać prawdy, lecz by zmiażdżyć pozwanego. Ponieważ panowało nade mną pożądanie pieniędzy, sprzedawałem innym tę sztukę – wyznawał – która miała im umożliwić panowanie nad przeciwnikami w dyskusjach. Augustyn nie chciał i nie zamierzał dalej tkwić w tych nieuczciwościach. Postanowił opuścić Mediolan, a nawet Italię, i powrócić w swe ojczyste strony – do Afryki.

W takich okolicznościach widzimy Augustyna w Ostii, skąd odpływały okręty do Kartaginy. Miał tam oczekiwać na jeden z nich. Pewnego przedwieczerza wdał się w dłuższą rozmowę z matką Moniką, nie przeczuwając, że wkrótce zapadnie ona na zdrowiu i niebawem umrze. Stali tak we dwoje oparci o okno, przez które roztaczał się widok na podwórko jednego z ostyjskich domów, w którym się zatrzymali. Ta scena głęboko zapadła w pamięci Augustyna: Zastanawialiśmy się nad tym, czym będzie wieczne życie zbawionych. I oboje zgodnie doszli do przekonania, że nic na tej ziemi, żadna rozkosz, żadne bogactwo, żadne przyjemności, nic nie zasługuje na porównanie z błogością życia wiecznego – by odwołać się do własnych słów autora tych wynurzeń.

Długie i głębokie były rozmyślania syna i matki, pięknym językiem spisane na kartach Wyznań późniejszego biskupa. Niespodziewanie Monika zachorowała i po kilku dniach zmarła. Została pochowana w Ostii. Sąsiedzi dziwili się, że spoczęła w obcej ziemi, z dala od ojczyzny, z dala od grobu jej małżonka, przedwcześnie zmarłego Patrycjusza, człowieka srogiego i skłonnego do gniewu, którego cierpliwa i oddana małżonka, pomimo mężowskich zdrad, doprowadziła do nawrócenia, podobnie zresztą jak i obu swych synów.

 

 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie