Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
PONIEDZIAŁEK 23 WRZEŚNIA
Św. Ojca Pio z Pietrelciny
Św. Tekli, męczennicy
Św. Ojca Pio z Pietrelciny
Św. Tekli, męczennicy
Imieniny obchodzą:
Pius, Bogusław, Tekla
 

Ekonomia dzielenia – czyli od rezygnacji z własności do zniszczenia cywilizacji

Data publikacji: 2019-05-19 12:00
Data aktualizacji: 2019-07-04 10:36:00
OPINIE
Zdjęcie ilustracyjne Fot. Pixabay.com

„Dostęp jest ważniejszy niż posiadanie”. To motto zwolenników ekonomii współdzielenia zdobywa świat – a przynajmniej znaczną część młodego pokolenia. Chodzi o tak zwaną ekonomię współdzielenia określaną także mianem uberyzacji. Kryje się za nią mentalność, a może ideologia stanowiąca całkowite zaprzeczenie poszanowania dla tradycji, rodziny i własności.

 

Uber, Airnb, BlaBlaCar et cetera – według raportu PwC z „(Współ)dziel i rządź! Twój nowy model biznesowy jeszcze nie istnieje” [pwc.pl] z 2016 roku o tego typu rozwiązaniach ekonomii współdzielenia słyszało 40 procent Polaków. Aktywnie korzysta z nich natomiast 26 procent. Dziś, po około 3 latach liczby te byłyby zapewne wyższe.

 

Choć nie każdy użytkownik o tym słyszał, za ekonomią dzielenia kryje się pewna filozofia. Chodzi o przekonanie, jakoby tradycyjnie rozumiana własność stanowiła przeżytek. Jest bowiem jakoby droga, szkodliwa dla środowiska, a nawet zwyczajnie niepotrzebna. Zamiast niej liczy się dostęp, użytkowanie, doświadczenie, konkretny cel. Te zaś można wypożyczyć – nie trzeba ich posiadać. Stąd popularność serwisów takich jak Netflix, Spotify et cetera.

 

Jak przekonuje znany w USA publicysta technologiczny Kevin Kelly [kk.org/thetechnium] „dla wielu osób rodzaj natychmiastowego, powszechnego dostępu jest lepszy niż posiadanie. Nie wymaga odpowiedzialności za utrzymanie, naprawę, sortowanie, katalogowanie, czyszczenie czy przechowywanie”. Jego zdaniem internet sprawił, że tradycyjne pojęcie własności stało się zbyteczne. Wiele osób może wszak korzystać jednocześnie z obecnych w nich zasobów. Co więcej, dobra materialne upodabniają się w jakiś sposób do tych obecnych w przestrzeni wirtualnej.

 

Wagabundzi XXI stulecia

 

Dzisiejsi nomadzi, nie posiadają mieszkań, samochodów ani sprzętów domowych. Nie trzymają jedzenia w domu, lecz stołują się na zewnątrz. Jak zauważa John Horvat II [returntoorder.org] najskrajniejszym przejawem ekonomii dzielenia jest dobrowolna rezygnacja z posiadania albo nawet trwałego wynajmowania mieszkania. Zamiast tego wybiera się co-living (wspólne mieszkanie).

 

Chodzi o krótkoterminowe wynajmowanie skromnej przestrzeni sypialnej (trudno ją nazwać mieszkaniem) i dzielenie jej z innymi ludźmi. Mieszkać można dzień, tydzień, miesiąc – a następnie przenieść się do innej kapsuły mieszkalnej (ang. pod). W niektórych z nich śpisz wspólnie z innymi ludźmi – w innych dzielisz z nimi „tylko” kuchnię czy łazienkę. Ale wówczas już cena rośnie. Tego typu miejsca często znajdują się w centrach wielkich miast. Wszędzie jest blisko – do pubu, kawiarni czy biura – jeśli ktoś do niego chodzi. W „kapsule” przebywa się zaś głównie w nocy.

 

Zauważmy również, że współcześni bezdomni nie przypominają starych i ubogich ludzi. To coraz częściej młodzi ludzie. Mogą być pracownikami międzynarodowych korporacji, zmieniającymi lokalizację w miarę realizowanych projektów. Albo freelancerami, uczestnikami „gig economy” (ekonomii fuch), biorącymi pojedyncze zlecenia – ciągle od innej firmy. Praca konweniuje z ich postmodernistycznym stylem życia.

 

Droga ku przepaści

 

Tego typu styl życia może wydawać się fajny przez kilka lat, dla młodego człowieka. Co jednak gdy się już zestarzeje i nikt nie zechce się nim opiekować ani mu nie pomoże? Gdy opadną już siły i pozbawiony własnego miejsca człowiek zapragnie osiąść we własnym lokum, na którego nabycie będzie już zbyt późno?

 

Spójrzmy też na szerszy, ideowy kontekst. Wszak zniesienie własności prywatnej (burżuazyjnej) stanowiło istotę komunizmu. Do realizacji tego ideału zaprzęgnięto totalitarne systemy władzy, a w jego imię zabito dziesiątki milionów osób. Dziś jednak okazuje się, że totalitarne państwo nie jest potrzebne do realizacji tego celu. Wszak ludzie sami dochodzą do przekonania, że własności posiadać nie trzeba.

 

Pozostaje jednak pewien problem. Wszak w tych warunkach wychowywanie dzieci, zwłaszcza małych staje się niemożliwe. Utrudnione są też stałe związki. Rodzina i małżeństwo wiążą się bowiem z przebywaniem w stałym miejscu, a nie z życiem od przypadku do przypadku. Wymagają istnienia ogniska domowego. O ile cywilizacja przemysłowa zniszczyła tradycyjną rodzinę złożoną wielopokoleniową, o tyle co-living stanowi zwieńczenie rewolucji. Wraz z własnością ginie zatem także rodzina i przekazywana w niej tradycja.

 

Marcin Jendrzejczak

 

PODCAST CZYTA JAN MONIAK:

 

 

 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
Szutruknahhunte
volenti non fit iniuria. Ja wolę posiadać. Ale nie muszę posiadać samochodu aby gdzieś nim pojechać, starczy że dorzucę się chcącemu tego kierowcy który akurat i tak tam jedzie na benzynę. Obaj na tym zyskamy a zaoszczędzone srodki możemy, jakbyśmy chcieli, wrzucić do skarpety "na budowę własnego domu". Skądinąd ciekawe dlaczego autor tego tekstu wspomina ubera a nie publiczne biblioteki? Które do tego są państwowe nie prywatne. Żeby nie było - one potrafią być świetne. Potrafią ale nie muszą. Często działają gorzej niż fatalnie. Ale one go nie niepokoją bo były już gdy się urodził. Ja jednak od bibliotek wolę antykwariaty...
ala wilk
No właśnie chodzi o to że dla moralności człowieka lepsze jest jak spędza on całe życie w swojej wsi tak jak przed SWII a nie ciągle w rozjazdach jak dziś. Dlatego też lewacka UE ciągle dotuje kolej, budowy dróg czy inne Ryanairy.
trooper
Tylko zapomniało się dodać, że aby było współdzielenie to musi być własność. Jak chce być ubermanem to muszę mieć swój samochód. Skoro jest mój to chyba mam prawo dysponować nim jak chce. Co jest złego we współdzieleniu? To jakiś grzech? Czy ludzie nie mogą dysponować swoją własnością. a jak mój dziadek z sąsiadem na spółkę kupili maszynę rolniczą potrzebną kilka dni w roku to zło? Najważniejsze, że to jest dobrowolne a skoro ludzie to wybierają to chyba dlatego, że wg nich to korzyść. Posiadanie własnego mieszkania. Fajna rzecz. Ale przecież nie wszystkich na to stać. Wynajęcie w kilka osób jest tańsze. Poza tym co zrobić jak się często zmienia pracę. Mieszkania do walizki nie spakujesz. Zmienianie mieszkań to i w dawnych czasach było i wyprowadzki np. w rodzinach żołnierzy czy dyplomatów więc to żadna nowość. Życie bez wspólnej przestrzeni w małżeństwie. Też możliwe jak np. mąż jest marynarzem i ma często rejsy, żołnierzem na misji czy też często jeździ w d
makluba
Podstawy prawne współdzielenia mogą mieć źródło w talmudzie. Goj to zwierzę, a zwierzęciu nie przysługuje mu prawo własności.
klopsik
A co z dziećmi, z kim je wychować, opiekunka to koszty, a z jednej pensji nie da rady. A dziadków brak bo mieszkają w drugim końcu kraju lub siedzą w domach starców, bo tak łatwiej położyć łapki na ich "majątkach". A co gdy korzystamy tylko ze wspólnego dobra, ale potrzebnego nam, a nie narzuconego modą itp. bzdurami, gdy ograniczamy się do np. komunikacji publicznej, wodociągów, szkolnictwa, itd. a resztę mamy własne. Wtedy wraca normalność. Uczymy się szanować dobro, bo sami też jakieś mamy, a jak dba się o swoje to jest jakaś szansa, że zadbamy i o wspólne. Jak poszukamy pracę koło rodzinnego domu, to nie musimy zaciągać kredytów ma własne "M", za wiele rzeczy nie zapłacimy, bo często zrobią to za dzieci ich rodzice: prąd, gaz, woda, ścieki, śmieci, zajmą się dziećmi gdy pracujemy, itp. Z tym walczą bankierzy władze państw też, z prywatną własnością, bo z czego by oni żyli, jak by kredyty na wszystko, stały się dla wielu zbędnym kosztem.
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY