Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
18   WRZEŚNIA   2019 r.
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Imieniny obchodzą:
Stanisław, Irena, Stefania, Józef
 
Polonia Christiana nr 57       TEMAT NUMERU: JAK ODPOCZĄĆ PO KATOLICKU?

Ekstremalny taniec ze śmiercią

Ekstremalny taniec ze śmiercią

Na przełomie XX i XXI wieku pojawił się znaczny wzrost zainteresowania sportami, których cechą charakterystyczną jest balansowanie na granicach ludzkiej wytrzymałości. Po ich przekroczeniu rozpoczyna się taniec ze śmiercią.

 

Sporty ekstremalne – bo o nich tu mowa – stanowią efekt zapotrzebowania na fizyczną aktywność oraz możliwości, jakie daje dziś postęp myśli technologicznej. Sport sam w sobie nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Każda aktywność fizyczna jest kuźnią wytrwałości, sumienności, lojalności czy umiejętności pracy w zespole. Zaspokaja również potrzebę rywalizacji oraz walki o prymat i naczelne miejsce w grupie. Istnieje jednak ogromna różnica dzieląca sporty klasyczne od ekstremalnych.

 

Sporty ekstremalne – w odróżnieniu od sportów klasycznych – wymagają nadprzeciętnych zdolności działania w warunkach ogromnego ryzyka, z nieodłącznym i sukcesywnie narastającym głodem adrenaliny. Są odpowiedzią na zmieniający się obraz aktywności fizycznej. Można powiedzieć, że sporty ekstremalne to krzyk naszych czasów, które cechuje pogoń za sukcesem, zachłanność na życie – coraz dłuższe, szybsze i lepsze, przy ciągłym poczuciu niedosytu. Siła napędowa zaś leży w konieczności odczuwania ciągłego ryzyka balansującego na granicy samozniszczenia.

 

Ekstremalne, czyli jakie?

Hormonalny huragan będący nieodłącznym elementem uprawiania tych sportów przynosi wielu błogi stan ukojenia dający możliwość odreagowania stresów i „upuszczenia pary”. Od takiego stanu łatwo się uzależnić, a gdy poziom adrenaliny zaczyna spadać, rozpoczyna się poszukiwanie kolejnych jej źródeł, co zawsze łączy się z przekraczaniem granic – wymagającym działań bardziej ryzykownych, niebezpiecznych, a w pewnym momencie niemożliwych do przekroczenia.

 

Przyjemne uczucie staje się nieodzownym elementem życia. Osoba uzależniona od adrenaliny postrzega swoje życie jako wypadkową nudy i monotonii, której ożywienie przez ryzyko staje się wręcz koniecznością. Stąd poszukiwania te przenoszą się na wszystkie sfery życia. A tu już niebezpieczeństwo zagraża każdemu, kto znajduje się w otoczeniu takiego ekstremalnego sportowca – „uzbrojonego” w przytępione mechanizmy samozachowawcze, przez co zupełnie zapominającego o ograniczeniach organizmu ludzkiego.

 

Sporty ekstremalne nastawione głównie na walkę z samym sobą często prowadzą do wyzucia sportu z idei budującej jego etos – wspólnotowej aktywności odzianej w zdrową rywalizację i fair play. Tym samym dają pole dla rozwoju egocentryzmu, w którym człowiek, zmagając się z samym sobą, nie potrzebuje innych osób. Wszelkie relacje z innymi osobami zostają więc zdegradowane do statusu zła koniecznego. W tej perspektywie warto zadać pytanie: czy nie jest to ucieczka przed przyjęciem całego bagażu, jaki niesie ze sobą życie codzienne?

 

Miłośnicy sportów ekstremalnych zdają się ciągle poszukiwać tego, co najważniejsze w życiu, sądząc, że znajdą to coś w pędzie, ryzyku i zachłyśnięciu adrenaliną. Niewielu z nich udaje się pojąć, że to, co najważniejsze, już dawno przeciekło im przez palce niezauważone. I tylko nieliczni mają szansę to dobro odzyskać.

 

W tym miejscu warto również zadać pytanie o odpowiedzialność. Czy ekstremalny sportowiec ma prawo ryzykować swoim zdrowiem i życiem bez uzasadniającego takie działanie odniesienia do wyższego dobra? Czy chcąc przełamywać kolejne ograniczenia może ponosić aż tak wielkie ryzyko? Tutaj przecież nie ma wyższego dobra. Jest za to egoizm w najczystszej postaci. Bo jak inaczej nazwać skazanie najbliższych na trwanie w ciągłym lęku o zdrowie i życie osoby kochanej? W sportach ekstremalnych igranie ze śmiercią wydaje się proste – a śmierć nie jest prosta. Zwłaszcza ta bezsensowna.

 

W codziennym życiu okraszonym rutyną, które „adrenalinowcy” nazwą nudnym, mamy jeszcze jedną ogromną przewagę – czas. Mamy czas i możliwość weryfikacji oraz poprawienia błędów. W aktach sportu ekstremalnego (i całym życiu ekstremalnego sportowca) tego czasu brakuje, ponieważ decyzje, które w ostateczności decydują o życiu lub śmierci, zamykają się w granicach kilku sekund.

Należy również pamiętać, że sporty ekstremalne stanowią element ogromnego przemysłu, który generuje potrzeby i wmawia je ludziom, aby następnie żądać gargantuicznej zapłaty za ich zaspokojenie. Obawy pogłębia fakt, iż wiele – a wkrótce zapewne każda – z tych dyscyplin ekstremalnych ma swoje „wersje komercyjne” dla niedoświadczonych, źle przygotowanych i niegotowych. Ale kto bogatemu zabroni stanąć w tym „elitarnym” gronie?

 

Owszem, można powiedzieć, że sporty te – podobnie jak sporty klasyczne – mogą kształtować charakter, uczyć przezwyciężania bólu fizycznego i umacniać w wytrwałym dążeniu do celu. Ale karmienie się brawurą nie kształtuje cnoty męstwa. A bez tego wszystko staje się wydrążonym pozorem rzeczy. Pamiętajmy również, że nasze życie nie polega na ciągłej gonitwie za szybciej, mocniej, lepiej. Tak, są miejsca, w których spełnia się zasada, kto pierwszy ten lepszy, ale są i takie, gdzie warto mieć na uwadze, że to druga mysz bierze serek

 

Racjonalny lęk

Trudno nie dostrzegać popularności towarzyszącej dziś sportom ekstremalnym, które nieustannie poddają ewolucji istniejące już dyscypliny, by uczynić się bardziej, mocniej, lepiej doświadczanymi. A z każdym nowym obliczem danej dyscypliny pojawiają się kolejne rekordy do pobicia. Bez wątpienia sporty ekstremalne to arena walki z lękiem. Jednak na tej konkretnej arenie zbyt często dąży się do całkowitego wyeliminowania głosu tego cennego doradcy. A należy go rozumieć jako stopień niepokoju, który aktywuje ducha walki i umacnia w zmaganiach, nie zaś jako jeden z najbardziej rozpowszechnionych objawów psychopatologicznych. Stąd też lęk powinien być tylko oswajany. Lęk oswojony przypomina bowiem, że jest się czego bać, a taka świadomość wzmaga roztropność. Owocem zwalczania lęku najczęściej jest głupota, za którą nieodłącznie podąża rozpacz i śmierć.

 

Ostatecznie każdy sport jest jak narzędzie, dzięki któremu możemy się rozwijać, ale również niszczyć i odzierać ze wszystkiego co szlachetne. Udział w zawodach sportowych, rywalizacja i chęć bycia liderem może wykształcić egoizm i zarozumiałość prowadzące do przeceniania własnych umiejętności.

 

O ile więc należy naśladować i pochwalać wysiłki zmierzające do doskonalenia siebie przez pokonywanie kolejnych ograniczeń, o tyleż samo należy zadać sobie pytanie o miejsce granic walki z samym sobą.

 

 

Kamil Sarzyński

 

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W 57. NUMERZE MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie