Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
03   KWIETNIA   2020 r.
Św. Ryszarda, biskupa
Św. Sykstusa, papieża
Św. Ryszarda, biskupa
Św. Sykstusa, papieża

Pierwszy Piątek
Imieniny obchodzą:
Jakub, Pankracy
 
Polonia Christiana nr 56       NASZE DZIEDZICTWO
Andrzej Solak

Fatima i rewolucja

Fatima i rewolucja

Dla wielu pozostaje niepojęte, że w Portugalii – kraju, w którym katolicyzm uznawano niegdyś za religię narodową – w drugiej dekadzie XX stulecia Kościół stanął wobec groźby fizycznego unicestwienia.

 

Chrześcijaństwo pojawiło się na Półwyspie Iberyjskim już w czasach apostolskich. Bujnego rozkwitu wiary w Chrystusa nie zahamowała dokonana w VIII wieku inwazja muzułmańskich Maurów z Afryki Północnej. Następne stulecia były czasem rekonkwisty – iście tytanicznej batalii o wyzwolenie półwyspu spod władzy mahometan. W toku tych walk, w XII wieku wyodrębniło się królestwo Portugalii.

 

Wiara tamtejszych chrześcijan wykuwała się więc w ogniu walki. W następnych stuleciach Portugalia poniosła światło Ewangelii w najodleglejsze zakątki Afryki, Azji i Ameryki Południowej. A jednak w połowie XVIII wieku krajem wstrząsnęły brutalne prześladowania religijne. Przeprowadził je premier i doradca królewski, markiz de Pombal. Wypędził on z kraju jezuitów, wielu kapłanów uwięził i zgładził.

 

W kraju zaczęły się rozwijać loże masońskie, podminowując monarchię oświeceniowym nowinkarstwem. Ich adepci dochodzili niejednokrotnie do wysokich stanowisk w państwie, a posiadaną władzę wykorzystywali do represjonowania Kościoła. I tak w roku 1834 minister Joaquim Antonio de Aguiar, wolnomularz z Wielkiego Wschodu Luzytanii, przeforsował „reformę”, której sens sprowadzał się do zagrabienia majątku ponad pięciuset klasztorów.

 

Co najgorsze, portugalskie duchowieństwo jęła przeżerać zgnilizna. Jak oceniał po latach polski hierarcha, święty Józef Sebastian Pelczar, biskupi napojeni zasadami gallikańskiemi płaszczyli się przed rządem i paktowali z sektą. Duchowieństwo, źle wychowane w seminariach, ubogie i niegorliwe, pozwalało lożom rządzić bractwami i odprawiać po kościołach ceremonie masońskie, samo zaś lękało się ukazać na ulicy w sukni duchownej.

 

Dość powiedzieć, że w roku 1834 w stołecznej Lizbonie na trzydziestu sześciu proboszczów jedynie dwóch nie należało do masonerii (innymi słowy – tylko dwóch nie było ekskomunikowanych!). Któż więc miał zorganizować aktywny opór przeciw odgórnie narzucanej laicyzacji? Tajne i jawne loże, koterie polityczne, redakcje wpływowych gazet bezkarnie sączyły w umysły nienawiść do katolickiego zabobonu.

 

Strzały w Lizbonie

Nadzieja na pojednanie państwa z Kościołem pojawiła się w roku 1889 wraz z wstąpieniem na tron Karola I.

 

Starał się on zachować neutralność w bieżących sporach politycznych, jednak wydawał się przychylny katolikom. W roku 1901 w Portugalii zezwolono wreszcie na swobodny rozwój zakonów, co zaowocowało ich rozkwitem. Wywołało to wściekłość w kręgach antychrześcijańskich.

1 lutego 1908 roku monarcha wraz ze swą rodziną jechał odkrytym powozem ulicami Lizbony. W centrum miasta nastąpił atak terrorystów. Skrytobójcy oddali strzały w stronę powozu, zabijając króla oraz następcę tronu Ludwika Filipa. Dwóch napastników uśmierciła policja. Okazali się karbonariuszami i masonami, posłusznymi narzędziami w rękach ukrytych w cieniu władców marionetek.

 

 

Na tron wstąpił ocalały z zamachu królewicz Manuel. Jego brak doświadczenia (w chwili koronacji miał zaledwie osiemnaście lat) nie wróżył dobrze krajowi, nad którym jęły się gromadzić ciemne chmury. Pod wpływem wypadków w sąsiedniej Hiszpanii nastąpiła aktywizacja anarchistów. Dochodziło do strajków, zamieszek, zamachów terrorystycznych. Jednak zabójczy cios monarchii miały zadać te same kręgi, które zamordowały króla Karola…

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie