Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
10   KWIETNIA   2020 r.
Św. Fulberta, biskupa
Św. Michała de Sanctis
Św. Fulberta, biskupa
Św. Michała de Sanctis
Wielki Piątek
Imieniny obchodzą:
Makary, Michał
 
Polonia Christiana nr 71       PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

Filmów kowbojskich kręcić nie umiemy

Filmów kowbojskich kręcić nie umiemy

Nasz dzielny Ziuk, jak Lucky Luke, biega, strzela, robi huk – taką recenzję chciałoby się napisać, niestety jednak taka recenzja powstać nie może, albowiem tego tu akurat nie ma. To znaczy, owszem, strzela się i bomby rzuca, ale równie dobrze mogłoby się nie strzelać i nie rzucać, a ogólny odbiór pozostałby taki sam. Film ów bowiem jest przeraźliwie nudny. Akcja toczy się nie szybciej niż pociąg pod Bezdanami, wciąga nie bardziej niż dziewiąty zjazd PPS, napięcie jak w kryształkowym radiu, a do tego coś się od czasu do czasu zatnie jak słabo przestrzelany brauning.

 

Film historyczny nie ma być podręcznikiem historii (choćby nawet najsłuszniejszym), tylko dziełem sztuki narracyjnej. A głównym zadaniem takiego dzieła jest porywać i oczarowywać fabułą.

Kogóż jednak porwie czy oczaruje apatyczna opowieść snuta beznamiętnym tonem, a przy tym na odległość zalatująca „funkcją edukacyjną”? Chociaż właściwie nie wiadomo, jakiej edukacji miałby ten obraz służyć, bo trudno odgadnąć jego charakter: czy mamy do czynienia z utworem hagiograficznym, czy demaskatorskim.

 

Ta właśnie nijakość – nie tylko zresztą niniejszego filmu, ale całego gatunku, który da się określić zbiorczym mianem polskiego kina patriotycznego – budzi szczególny niepokój. Popularyzowanie rodzimej historii za pomocą takich marnych środków może wszak przynieść efekt wręcz odwrotny.

 

Jak zmarnować dwadzieścia siedem milionów?

 

Ciekawe, dlaczego polscy filmowcy, przystępując do realizacji (każdego jak do tej pory) projektu filmowego, mającego w zamierzeniu ich mocodawców być superprodukcją, nie sprawdzają zawczasu, jak ten sam bądź pokrewny temat wielokrotnie już ograli Amerykanie? Czyżby nie byli świadomi, że publiczność będzie oceniać ich dzieła wyłącznie przez pryzmat doświadczeń hollywoodzkich? A może – co w sumie do nich bardziej podobne – z artystowską wyższością ów fakt ignorują? Jeśli tak, to ze wszech miar niesłusznie, bo goście pod palmami Kalifornii głowy mają z celuloidu i naprawdę można się od nich wiele nauczyć.

 

Twórcy Legionów najwyraźniej przeoczyli zaistnienie w przestrzeni filmowej takich obrazów, jak choćby Pearl Harbor Baya czy Czas wojny Spielberga. I efekt tego przeoczenia widać gołym okiem: obraz, który sam nie wie, czy jest dynamiczną batalistyką, czy łzawym romansidłem. 

 

Niezborna fabuła złożona z nader luźno powiązanych ze sobą sekwencji, czereda ledwo zarysowanych postaci, z których żadna nie jest w stanie zapaść w pamięć, główni bohaterowie drewniani, dialogi drętwe. Ba, sceny bitewne, które powinny być lokomotywą treści, są po prostu nużące. Przy tym wszystkim naginanie prawdy historycznej to już zupełna betka.

 

Jednego wszakże trudno temu filmowi odmówić – rzetelnie spełnionej (acz chyba niezamierzonej) funkcji podręcznikowego wręcz przykładu, jak zmarnować grubą kasę. Naszą kasę.

 

Jerzy Wolak

 

Piłsudski – reż. Michał Rosa; Polska 2019; 107 min.

Legiony – reż. Dariusz Gajewski; Polska 2019; 136 min.

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie