Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
PONIEDZIAŁEK 26 PAŹDZIERNIKA
Św. Dymitra z Tesaloniki 
Bł. Celiny Borzęckiej
Św. Dymitra z Tesaloniki
Bł. Celiny Borzęckiej
Imieniny obchodzą:
Ewaryst, Lucjan
 

Grzegorz Kucharczyk: Monarchia prawdziwa, czyli katolicka

Data publikacji: 2020-06-08 06:05
Data aktualizacji: 2020-06-10 07:24:00
OPINIE
Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Idea monarchii chrześcijańskiej narodziła się w epoce przed rewolucją reformacji i była jednym z kluczowych efektów cywilizacji Christianitas, która powstała dzięki ewangelizacyjnej pracy Kościoła Katolickiego. To co jest zewnętrznym wyrazem monarchii chrześcijańskiej – katolickiej, czyli Sacra króla oraz wszystkie założenia, cały program tego typu ustroju, wyrasta z ducha katolickiego. Natomiast po 1517 roku, czyli po wybuchu rewolucji protestantyzmu katolickie korzenie zostały odcięte w tych krajach, które za sprawą przede wszystkim swoich świeckich władców porzuciły naukę Chrystusa na rzecz herezji Marcina Lutra i jego zwolenników – mówi w rozmowie z PCh24.pl profesor Grzegorz Kucharczyk, historyk.

 

Czy Anno Domini 2020 istnieje jeszcze, poza Watykanem, jakakolwiek katolicka monarchia?

Nie.

 

Z jakimi więc monarchiami mamy do czynienia?

Z tak zwanymi monarchiami protestanckimi.

 

Dlaczego tak zwanymi? Czym tego typu ustroje różnią się od monarchii katolickich?

Tym, czym demokracja różni się od tzw. demokracji ludowej; tym, czym różni się prawdziwa czekolada od wyrobu czekoladopodobnego; i w końcu tym, czym różni się oryginał od nieudanej podróbki.

 

Tak zwana monarchia protestancka to nieudolna podróbka?

Tak. Sama idea monarchii chrześcijańskiej narodziła się w epoce przed rewolucją reformacji i była jednym z kluczowych efektów cywilizacji Christianitas, która powstała dzięki ewangelizacyjnej pracy Kościoła Katolickiego. To co jest zewnętrznym wyrazem monarchii chrześcijańskiej – katolickiej, czyli Sacra króla oraz wszystkie założenia, cały program tego typu ustroju wyrasta z ducha katolickiego.

 

Natomiast po 1517 roku, czyli po wybuchu rewolucji protestantyzmu katolickie korzenie zostały odcięte w tych krajach, które za sprawą przede wszystkim swoich świeckich władców porzuciły naukę Chrystusa na rzecz herezji Marcina Lutra i jego zwolenników.

 

Jak wyglądał ten proces? Monarcha stwierdzał: „Ja już nie chcę być katolikiem, mnie pociąga luteranizm” i po prostu wyrzekał się wiary, a jego kraj z dnia na dzień przestawał być krajem katolickim?

Jeśli chodzi o samą zasadę, to jest ona prosta: jeśli się odcina drzewo, to nie urosną owoce. Owocem drzewa – katolicyzmu była monarchia katolicka. Jeśli Kościół i jego nauka w danym kraju zostały odrzucone, a następnie zniszczone poprzez przejęcie zasad rewolucji reformacji, to monarchia katolicka też została unicestwiona.

 

Sam proces odrzucania, niszczenia i obumierania Kościoła w krajach protestanckich trwał wiele lat. Zawsze jednak był on odgórnie narzucany poprzez decyzję władcy, co widzimy w przypadku każdego kraju, który przeszedł na stronę Lutra. Jest to bardzo ważne, ponieważ według współczesnej mitologii, protestantyzacja kolejnych krajów miała miejsce w wyniku oddolnych działań. Faktem jest, że lud domagał się odnowy, ale nie miała ona polegać na zerwaniu z wiarą ojców.

 

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że proces, o którym rozmawiamy, nie miałby szans na powodzenie, gdyby nie tchórzostwo wielu biskupów.

 

Do postawy biskupów jeszcze wrócimy. Proszę powiedzieć, jakimi pobudkami kierowali się władcy porzucający katolicyzm? Duchowymi? Teologicznymi? Czy po prostu materialnymi?

Porzucanie katolicyzmu na rzecz herezji reformacji to mysterium iniquitatis – „tajemnica nieprawości”. Takie decyzje rozstrzygały się w zakamarkach duszy władców, aczkolwiek w przypadku takich osób jak Henryk VIII niekoniecznie należy mówić o zakamarkach duszy, tylko zakamarkach spodni i ciała.

 

Henryk VIII to jednak przykład oklepany. Spójrzmy na to, co działo się nieopodal polskich granic, w Brandenburgii. Tamtejszy elektor Joachim I Hohenzollern na łożu śmierci kazał przysiąc swoim synom na Pismo Święte i krucyfiks, że nie opuszczą wiary katolickiej. Oni to przysięgli, a po śmierci ojca obaj złamali tę przysięgę.

 

Dlaczego?

Po pierwsze, jest to właśnie przykład mysterium iniquitatis. Po drugie: mieli nadzieję na zyskanie dóbr Kościoła, m.in. konfiskatę majątków ziemskich, którymi bardzo mocno była zainteresowana tamtejsza szlachta wspierająca reformację. Wielu jej przedstawicieli naciskało na nich, aby stali się protestantami, ponieważ to zapewni wszystkim bogactwo.

 

Taki sam mechanizm miał miejsce na Wyspach Brytyjskich, w Skandynawii i innych częściach Europy. Powtórzę jednak, że najgorsza była w tym wszystkim tchórzliwa i jednocześnie bardzo letnia postawa biskupów. W wielu wypadkach przyspieszyła ona rozpad struktur Kościoła.

 

Tutaj mamy do czynienia z kolejnym mitem: struktury Kościoła rozpadały się nie dlatego, że zostały „najechane” przez lud domagający się chleba i igrzysk, ale dlatego, że następował w nich upadek życia duchowego. Najlepszym przykładem jest to, co działo się w państwie Zakonu Krzyżackiego, gdzie na początku XVI wieku najbardziej poszukiwanymi specyfikami na malborskim dworze wielkiego mistrza były leki na tak zwaną chorobę francuską, czyli przypadłości weneryczne, które jak wiadomo nie rodzą się jako owoc celibatu i życia w czystości, mówiąc dyplomatycznie.

 

Upadek moralności chrześcijańskiej zawsze wiąże się z upadkiem wiary. Arcybiskup Fulton Sheen mówił, że ci, którzy nie wierzą, zazwyczaj mają problem z Przykazaniami Bożymi. To była, to jest i to zawsze będzie podstawa kryzysu w Kościele, w tym kryzysu pośród wiernych.

 

Sprawa Zakonu Krzyżackiego w ogóle jest niezwykle interesująca. Wszyscy biskupi z obszaru Państwa Krzyżackiego bronili Albrechta Hohenzollerna, który przeszedł na stronę protestantów. Mało tego: sami zgłosili akces do reformacji.

 

Zarówno mnie jak i moich rówieśników uczono w szkole, że porzucenie katolicyzmu przez Albrechta Hohenzollerna było fantastycznym ruchem godnym prawdziwego męża stanu... Sugerowano przy tym, że Kościół Katolicki miał bardzo, ale to bardzo dużo za uszami, a reformacja nie tylko przyniosła odnowę, ale była również bardzo interesującym wyzwaniem duchowo-intelektualnym. Dlaczego dzisiaj w XXI wieku powtarza się te „czarne legendy”?

Poruszył Pan bardzo ważny i szeroki problem. Teorie, które przedstawił, będące w dodatku podstawą nauczania w polskich szkołach, są podawane w dziełach tak zwanej poważnej historiografii i głoszone przez tak zwanych poważnych historyków.

 

Po pierwsze, nie Kościół, tylko ludzie Kościoła mieli swój udział w tym, co nazywamy rewolucją reformacji. Jednym z nich był KSIĄDZ Marcin Luter! Nie zapominajmy, że ten herezjarcha był katolickim kapłanem!

 

Gdybyśmy prześledzili historię Kościoła, to okazałoby się, że niemal wszystkie kryzysy były wywoływane przez takich właśnie ludzi, których nazwalibyśmy dzisiaj „letnimi katolikami” – gdy coś im nie pasuje w doktrynie i nauce, to sfałszują Pismo Święte, wyrwą pół zdania z przypowieści Pana Jezusa i już czują się usprawiedliwieni, i „mogą” czynić niegodziwości.

 

Jaka z kolei narracja dzisiaj dominuje? Taka, że Luter fałszował Pismo Święte, kłamał i w sposób wulgarny i obrzydliwy pluł na papieża? Czy taka, że był niczym Robin Hood i chciał dobrze?

 

Kardynał Robert Sarah, opisując obecną sytuację w Kościele powiedział, że mamy sytuację, w której z murów Kościoła sączy się duch Judasza. Moim zdaniem, doskonale obrazują te słowa zarówno obecną sytuację jak i to, co działo się 500 lat temu. W takim klimacie duchowym nie było miejsca na poważną walkę w obronie wiary katolickiej, bo pamiętajmy, że przez wieki katoliccy monarchowie przysięgali podczas koronacji, że będą bronić Kościoła i Ewangelii.

 

Tutaj się z Panem nie zgodzę. Był przynajmniej jeden taki monarcha – król Hiszpanii Filip II, który w połowie XVI wieku wyruszył z krucjatą na Wyspy Brytyjskie.

To prawda, ale proszę pamiętać, że Filip II wysłał swoją „Niezwyciężoną Armadę”, aby odzyskać koronę, która była mu należna jako wdowcowi po katolickiej królowej Marii Tudor.

 

Akcja Filipa II była ostatnią szansą na nawrócenie Wysp Brytyjskich i przywrócenie tam katolicyzmu bez rozlewu krwi, ponieważ nadal żyli tam ludzie, którzy pamiętali duchowe i kulturowe życie przesiąknięte katolicyzmem. Niestety, klęska „Niezwyciężonej Armady” spowodowała, że protestantyzm na Wyspach umocnił się i wychował nowe pokolenie, które nie tylko nie znało rzeczywistości katolickiej, ale było do katolicyzmu nastawione, mówiąc najdelikatniej, nieprzychylnie. Zerwany został łańcuch ciągłości pokoleń.

 

Powiem szczerze, że gdybym miał wymienić katolickiego monarchę, który realizował idee, o których rozmawiamy, to wymieniłbym ostatniego z Jagiellonów – Zygmunta Augusta, władcę o bardzo złej prasie.

 

Dlaczego akurat Zygmunt August?

Ponieważ to on powiedział do niekatolickiej większości w Senacie namawiającej go, aby poszedł tropem Henryka VIII i ogłosił się głową Kościoła w Polsce, kluczowe słowa: „ja nie będę władcą waszych sumień”. Te sześć słów to kwintesencja katolickiego spojrzenia na rolę monarchy. To jest właśnie realizacja katolickiej zasady, że władza pochodzi od Boga, ale nie jest Bogiem i nie ma prawa do ich sumień, bo te należą do Boga.

 

To było właśnie katolickie rozumienie władzy. Zostało ono zaparte w tak zwanych monarchiach protestanckich, gdzie władca był „biskupem z konieczności”, jak mówił Marcin Luter.

 

Dlaczego protestanci nie wymyślili sobie innej nazwy na de facto nowy ustrój? Dlaczego nadal trzymają się słowa: monarchia? Przecież islamiści mają własne określenie – kalifat.

Miało i nadal ma to na celu pogłębianie destrukcji katolickiego spojrzenia na monarchię, która jest władzą z Bożej łaski, ale jednak ograniczoną.

 

Nie chodzi tutaj o nazwę, ale o istotę. Co z tego, że w protestantyzmie jest król czy królowa, których ryt koronacyjny polega na wyciągnięciu ręki i zaprzysiężeniu wierności… konstytucji?

 

Czy w związku z tym rację ma profesor Jakub Polit, który w jednej z rozmów stwierdził, że w krajach protestanckich nie można mówić o królach, tylko o zwykłych pajacach?

Oczywiście. Mamy bowiem do czynienia z pajacowaniem i udawaniem.

 

Dlaczego w tak zwanych monarchiach protestanckich katolik nie może być królem? Co rusz pojawiają się przecież informacje, że któraś kolejna osoba czekająca w kolejce do tronu brytyjskiego nawróciła się na katolicyzm i tym samym wypadła z listy pretendentów. Jak to jest, że w Szwecji królem nie może być katolik, ale już na przykład ateista – jak najbardziej?

Odpowiedzi na to pytanie już dawno udzielił Gilbert Keith Chesterton: protestantyzm jest pusty w środku i można w niego wlać wszystko. Jedynym trwałym elementem jest tam tylko antykatolicyzm, wspólny mianownik dla wszelkiej maści liberałów, ateistów, komunistów, wolnomyślicieli itd.

 

Do 1910 roku każdy monarcha brytyjski był zobowiązany przed koronacją do złożenia przysięgi, że odrzuca wszystkie „papistowskie błędy”, takie jak realna obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina, kult świętych a zwłaszcza Matki Bożej itd. Jeśli tego nie przysiągł, to nie miał szans ma koronację. W 1901 roku nie chciał tego zrobić król Edward VII. Wyraźnie jednak mu powiedziano: nie przysięgniesz, to nie będzie koronacji.

 

Jak w związku z tym rzecz ma się ze Szwecją – krainą totalnej wolności, miłości i tolerancji, która nikogo nie potępia?

Bo jedynym, co pozostało w szwedzkim protestantyzmie jest protest przeciwko katolikom. Wszystko inne jest dobre, piękne i wzniosłe, ale katolicyzm niekoniecznie i to pomimo daleko idących gestów ekumenicznych ze strony Watykanu.

 

Czy jest szansa na przełamanie tego stanu rzeczy i powrót do korzeni Christianitas, a co za tym idzie – przywrócenie katolickiej monarchii?

Oczywiście, mimo że patrząc na to po ludzku należałoby popukać się po głowie. Pan Bóg jednak niejednokrotnie pokazywał nam, że potrafi pisać prosto po krzywych liniach i nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych.

 

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

 
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
iskierka
To nie historia . To ŻYCIE. Naszym Królem Jest Pan Jezus Chrystus . On JEST DROGĄ PRAWDĄ i ŻYCIEM . To Jego Królestwo jest celem naszego powołania. Podnieśmy głowy , NIE LĘKAJMY SIĘ , wystrzegajmy sie OBŁUDY i FAŁSZYWEJ POKORY .
Wierzący
Jezus powiedził, że królestwo Jego nie jest z tego świata I to nie dlatego że miał tylko 3 lATA SZANS NA UTOWRZENIE KRÓLESTWA ale dlatego że chrzecijanie zbawiają się pośród świata. Utopią są monarchie katolickie, jak i monarchie protestanckie, a jeszcze większą mrzonką jest myśl że moga być np. one dzisiaj. W Izraelu monarchia cieszyła sie sobą 3 pokolenia i przyszedł rozpad królestwa. Apstołowie cieszyli się względną stabilnością do 5 rozdziłąu Dz Ap i już zagarażał rozłam i podziłą itp Moja rada jest taka starajmy się o krolestwo boże i jego sprawiedliwość a środwoisko zacznie nam sprzyjać
Kuba
DH jest sprzeczne z odwieczną Tradycją i zostanie odwołane przez któregoś z kolejnych papieży. Tyle w temacie...
M.
@Ryś: Należy sobie zadać pytanie, czy "Dignitatis Humanae" nie zaprzecza "Quanta cura" i "Syllabusowi błędów" Piusa IX, "Libertas" Leona XIII i na przykład "Quas primas" Piusa XI. Jeśli zaprzecza, to znaczy, że nie obowiązuje, bo potępiony błąd nie może stać się nagle prawdą. Poza tym Kościół przed Soborem nie nauczał, że można narzucić komuś wiarę, bo przyjęcie wiary nadprzyrodzonej opiera się na wolnej woli człowieka. Przyjmowano, że na forum wewnętrznym wolność od przymusu jest prawem. Nie istnieje jednak prawo do publicznej ekspresji herezji, fałszywych wierzeń innych religii, ponieważ nie istnieje prawo do błędu, dlatego państwo katolickie ma prawo ograniczać tę zewnętrzną ekspresję, albo może ją tolerować w celu uniknięcia jakiegoś większego zła lub uzyskania albo zachowania jakiegoś większego dobra, jak to określa papież Leon XIII.
Ryś
Czy w świetle postanowień Vaticanum II możliwe jest istnienie monarchii katolickiej? Dignitatis humanae - deklaracja o wolności religijnej uchwalona na Soborze Watykańskim II, podkreśla, że społeczność i instytucje winny respektować prawo wolności religijnej i nie stosować przymusu. Tymczasem, na przykład monarchia Świetej Jadwigi królowej stosowała ten przymus wobec ludności Żmudzi.
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY