Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
27   PAŹDZIERNIKA   2020 r.
Św. Frumencjusza z Aksum
Św. Sabiny, męczennicy
Św. Frumencjusza z Aksum
Św. Sabiny, męczennicy
Imieniny obchodzą:
Sabina, Iwona
 
Polonia Christiana nr 35       TEMAT NUMERU: TEOLOGIA WYZWOLENIA. REANIMACJA?
Jerzy Wolak

Istota teologii wyzwolenia

Istota teologii wyzwolenia
Teologia wyzwolenia to nic innego jak komunistyczna agentura wewnątrz Kościoła. Żeby tego nie dostrzegać, trzeba nie mieć oczu; żeby tego nie rozumieć, trzeba nie mieć mózgu; żeby to propagować, trzeba mieć – i to bardzo dużo – złej woli.

Jerzy Wolak

Teologia wyzwolenia zrodziła się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, czyli w szczytowej fazie ekspansji komunizmu na świecie. Oto w latach czterdziestych tegoż wieku ideologia Marksa i Lenina zbrojnie opanowała połowę Europy, w latach pięćdziesiątych – trzy czwarte Azji, by w szóstej dekadzie XX stulecia zabrać się za subtelniejsze montaże.

Komunizm dla każdego miał coś odpowiedniego. Skolonizowaną Afrykę łatwo dało się uwieść niepodległością. Na Czarnym Lądzie wystarczyło tylko wykształcone w Moskwie kadry przywódcze wysłać w teren z hasłem niekapitalistycznej drogi rozwoju, chwytliwym nawet dla Zachodu od dwóch dekad skutecznie infiltrowanego przez sowieckich agentów wpływu. Zgodnie z przewidywaniami Kremla tumaniejący z wolna Zachód ochoczo przyklasnął „wybijaniu się na niepodległość” dawnych swych kolonii, nie dostrzegłszy nawet, że cała ta dekolonizacja to nic innego jak ekspansja sowieckiej dominacji, a owo „wybijanie” polega głównie na fizycznym wybijaniu ledwo co zaistniałych lokalnych elit zdolnych poprowadzić byłe kolonie do prawdziwej niepodległości.

Uderz pasterza…

Na Amerykę Południową nie znalazł się aż tak prosty haczyk – kontynent był od półtora stulecia niepodległy. Ale jego mieszkańcy – mówiąc nader oględnie – nie grzeszyli zamożnością. Byli za to żarliwie wierni Kościołowi katolickiemu, a wierny katolik, choć najuboższy, to nie prawosławny mużyk, któremu co car (biały czy czerwony) każe, to dlań święte. Przykład Meksyku dobitnie udowodnił cztery dekady wcześniej, że wszelkie zewnętrzne działania siłowe mogą przede wszystkim doprowadzić do wojny domowej (w co, owszem, Kremlowi graj), jednak o wybitnie niepewnym wyniku (na co Kreml pozwolić sobie nie mógł, gdyż porażka oznaczałaby bezpowrotną utratę regionu dla komunizmu).

Należało zatem uderzyć od środka, zgodnie z biblijną maksymą – a sowieccy planiści Biblię mieli w małym palcu – Uderz pasterza, aby się rozproszyły owce (Za 13, 7). Szkopuł jednak leżał w tym, że w Moskwie nie kształcono katolickich pasterzy. Należało zatem wniknąć w duszpasterskie kręgi Zachodu.

Okazji dostarczył zwołany jak na zawołanie Sobór Watykański II, który skutecznie przekierował optykę Kościoła ze sfery nadprzyrodzonej ku doczesności. Nie ominęło to, rzecz jasna, teologii. Podczas zorganizowanego we wrześniu 1970 roku pod hasłem Przyszłość Kościoła Międzynarodowego Kongresu Teologicznego w Brukseli zdecydowaną większością głosów przyjęto radykalnie nową, acz całkowicie zgodną z duchem Soboru Watykańskiego II, definicję teologii jako refleksji chrześcijan nad swoją wiarą i własnym doświadczeniem chrześcijańskim w określonym czasie i określonej kulturze. Ani słowa o Bogu i Jego Objawieniu – główny akcent pada na osobistą wiarę chrześcijan i ich osobiste doświadczenia – w interpretacji twórców nowej definicji Bóg wraz ze swym Objawieniem zawierać się miał w samym pojęciu wiary.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj