Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
18   WRZEŚNIA   2019 r.
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Imieniny obchodzą:
Stanisław, Irena, Stefania, Józef
 
Polonia Christiana nr 51       HISTORIA

Jak Maryja zastąpiła nam króla

Jak Maryja zastąpiła nam króla

Stawiam tezę: Matka Boża zastąpiła nam króla. Realnie. Z wyboru narodu, czyli wedle praw przysługujących Sarmatom. Ktoś powie (wiem nawet kto), że w tym właśnie problem: zamiast silnego monarchy mieliśmy „kobiecego idola”. Niech sobie gada, jego problem. Ja uważam, że to opatrznościowy cud.

 

W Statutach Jana Łaskiego – pierwszym drukowanym zbiorze praw polskich (1506) – znajduje się najstarsza rycina ukazująca polski sejm. Pośrodku widzimy króla Aleksandra Jagiellończyka. Jest najważniejszy, niczym główna gwiazda, wokół której krążą pozostałe; zasiada na wysokim tronie z baldachimem opatrzonym herbami królestwa i herbem własnym. Otacza go krąg panów rady, czyli senatorów duchownych i świeckich, siedzących w dostojnych pozach na ławach. Dopiero u dołu, po prawej tłoczą się szlacheccy posłowie. Jest ich najwięcej. Reprezentują prowincje, których herby ujmują wieńcem całą rycinę. Ukazano ich niezbyt godnie: dwóch drapie się pod pachą albo za kołnierzem, trzeci ucina sobie jakąś dysputę z czwartym. A przecież ci posłowie zdobyli rok wcześniej konstytucję Nihil novi (1505), która dawała im poważną kontrolę nad królewską polityką.

 

Pod stopami posłów i senatorów widnieje piękna posadzka, a zatem zgromadzenie ma miejsce jakby w jakiejś sali. Jednak twórca ryciny, nadając jej formę owalną i umieszczając w narożnikach cztery anioły dzierżące ów owal, podkreślił ponadczasowy charakter wizerunku. To coś więcej niż tylko zgromadzenie osób – to jakby cały Wszechświat Sarmatów, ideowy obraz Królestwa, w którym każdy ma swoje ważne miejsce. A pierwszy i najważniejszy jest mimo wszystko król.

 

Król filarem Rzeczypospolitej

Minęło z górą pół wieku. Po Aleksandrze zasiadł na tronie Zygmunt, po Zygmuncie zaś jego syn – Zygmunt August. Nie odbyła się jeszcze żadna wolna elekcja, ale szlachta już wiedziała, że tylko do niej należy obieranie monarchów. Jednocześnie wynikł problem heretyków: za Zygmunta Augusta znaczna część senatorów i stanu szlacheckiego porzuciła Kościół katolicki. Zbiegło się to z narodzinami złotej wolności, która pozwalała na różnice w wierze, a zatem poniekąd uderzała w jedność Kościoła. Zanosiło się nawet na to, że przy udziale prymasa i króla powstanie jakiś polski „kościół narodowy”.

 

Bolał nad tym Stanisław Orzechowski – sarmacki myśliciel i pisarz. W czas najgorętszych dysput wydał traktat pod tytułem Quincunx – dialog o kształcie Rzeczypospolitej. Autor dołączył doń poglądowe ryciny. Ukazują one – na kilka sposobów – tytułowego quincunxa, czyli tak zwany „cynek”. Tu oznacza on pięciokończastą bryłę – piramidę, którą autor przyrównuje do wieży z ewangelicznej przypowieści. Alegoryczne wyobrażenie katolickiej Rzeczypospolitej. Sens rycin opisuje dostojną polszczyzną: By kto mię tu teraz spytał, co Królestwo Polskie jest, tedy bym na to pytanie tak odpowiedział: Królestwo Polskie jest jedno w Sarmacyjej państwo, własnemu królowi swemu wolnie wybranemu z łaski Bożej przez kapłana poddane, ołtarzem Krzyża świętego uraczone, wiarą krześcijańską od Boga oświecone a w jednym, świętym powszechnym i apostolskim Kościele zawarte i zamknione.

 

Dla Orzechowskiego podstawą Rzeczypospolitej są: król, kapłan, ołtarz i wiara, zawarte wraz z Rzecząpospolitą w Kościele, czyli ewangelicznej Wieży. Na jednej z rycin dołączonych do Quincunxa widzimy Rzeczpospolitą jako piękną Dziewicę stojącą na ramionach króla i papieża, ponad ołtarzem ukazanym w chwili, gdy ma się na nim dokonać Przeistoczenie. Autor zauważa, że jeśli heretycy zechcą pozbawić Rzeczpospolitą którejkolwiek z podpór albo postanowią zdublować którąś z nich przez inną, heretycką, cała konstrukcja musi okuleć lub po prostu runąć.

 

W tej arcykatolickiej Rzeczypospolitej Orzechowskiego król jakby nie był jej głową – stanowi tylko i aż jeden z Jej filarów wraz z ołtarzem, kapłanem i wiarą. Za to rytownik użyczył postaci Rzeczypospolitej atrybutów Niewiasty Apokaliptycznej, czyli Matki Bożej obleczonej w słońce. Postać Jej okalają długie, rozpuszczone niczym płomienista aureola włosy; na Jej łonie spoczywa Orzeł, a Jej koronę wieńczy Krucyfiks, należący ideowo do ukazanego poniżej ołtarza.

 

Jednak w chwili, kiedy drukował się Quincunx, idea wpisania Rzeczypospolitej w Kościół katolicki nie była pośród naszej szlachty popularna. Wskutek protestanckich wpływów pomysł Orzechowskiego odbierano jako co najmniej kontrowersyjny.

 

Katolicki Orbis Polonus

Z biegiem lat sytuacja radykalnie się zmieniła. Liczba protestantów zmalała, szlachta Rzeczypospolitej powróciła do prawej wiary. Traktaty mówiące o prawdziwym szlachcicu przypominały, że jest nim przede wszystkim katolicki rycerz broniący Kościoła. Ów zwrot zawdzięczaliśmy między innymi temu, że jezuici kształcący młodzież szlachecką przestali być regalistami – zaczęli zaś wspierać idee demokracji szlacheckiej tak mocno, iż wkrótce ona sama zaczęła się jawić jako ściśle zespolona z katolicyzmem. Majestat króla nieodmiennie poważano, ale monarcha coraz mniej mógł, a Rzeczpospolita była bytem niezależnym odeń ideowo.

 

Świadectwo tego stanu rzeczy widzimy na frontispisie znanego herbarza Orbis Polonus (1641–1643) pióra Szymona Okolskiego, przeora klasztoru dominikanów w Kamieńcu Podolskim. Piękna i szczegółowo przemyślana rycina przedstawia tytułowy Polski świat. Tu w ogóle nie ma króla ani kapłanów, choć oczywiście mowa o świecie z definicji katolickim. Miejsce króla zajmuje Pani Rzeczpospolita tronująca za okrągłym stołem, okrytym tkaniną zdobną w herby królestwa i najważniejszych książęcych rodów. Na nim też spoczywają monarsze insygnia i malutki medal z niewyraźnym wizerunkiem króla (niewątpliwie Władysława IV). Rzeczpospolita – Matka karmiąca – jest szafarką insygniów, dzierżąc dodatkowo (na wzór Sprawiedliwości) szale dwóch wag odmierzające słuszne działania na rzecz zewnętrznego i wewnętrznego bezpieczeństwa. Towarzyszą jej senator w rzymskiej todze ze zwojem praw w dłoni oraz rycerz w zbroi okrytej lamparcią skórą; za nimi stoi tłum przedstawicieli stanu rycerskiego i senatorskiego. Na ulatującym powyżej orle z szeroko rozpostartymi skrzydłami widnieje niezliczona liczba szlacheckich herbów.

 

Maryja Panna Królowa

Sto dwadzieścia lat później dzięki carycy Katarzynie zasiadł na tronie król Staś, a rosyjska armia sterroryzowała polski sejm. W reakcji na to bezprawie zawiązała się konfederacja barska. W Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie zachowała się niezwykła chorągiew konfederacka. Nie wiadomo dokładnie, do jakiego oddziału należała, a szkoda, bo to fascynujący dokument kultury politycznej (kiedyś zaproponowałem jego interpretację na łamach „Polonia Christiana”). U dołu widzimy koło rycerskie – pars pro toto sejmu. Powyżej, pod namiotem ozdobionym niegdyś herbami Rzeczypospolitej stoi Maryja Panna Królowa Polski. U Jej stóp klęczą marszałek związku cywilnego dzierżący kartę praw oraz regimentarz z szablą i buławą.

 

Ciało polityczne polskiego Króla

Ernst Kantorowicz dowodził w znanym studium, że wedle wielowiekowej idei chrześcijański monarcha miał dwa ciała – ludzkie, podległe cierpieniu i śmierci, oraz ciało polityczne będące emanacją jego monarszej godności. To ostatnie nigdy nie umierało, stanowiąc ideową całość z ciałem Królestwa. Parę lat temu jeden z nowomodnych kulturoznawców nawiązując do studium Kantorowicza, popełnił popularną w pewnych kręgach książkę głoszącą, że za Sarmacji ciało polityczne polskiego króla miało być fantomowe, czyli pozorne. O fatalnym wpływie słabości władzy monarszej na dzieje Rzeczypospolitej wiemy przecież od dawna. Pod tym względem dowodzenie o ciele „fantomowym” nie jest nowe. Nową jest tylko zgrabna metafora, którą autor podlał modnym sosem z pism głupich filozofów, nie opierając jej za to na studium myśli politycznej dawnych wieków.

Albowiem dla Sarmatów obierany przez nich król miał ciało polityczne.

 

Przy ołtarzu katedry wawelskiej zaślubiał Rzeczpospolitą‑Oblubienicę, która podczas wolnej elekcji sama obierała go sobie za małżonka. Odtąd dwa ciała polityczne – króla i Narodu‑Oblubienicy – stanowić miały jedno ciało. Tyle że w tym mistycznym związku to ona, Małżonka‑Rzeczpospolita przeważała nad Małżonkiem‑królem pod wieloma względami przez nią ubezwłasnowolnionym.

Przeszła jednak w ciągu dwóch stuleci ważną przemianę. Owszem, najpierw zajęła miejsce króla, ale potem z córki poróżnionych w wierze stała się Córką Kościoła, na koniec złączyła się w mistycznym związku z Królową Polski – Maryją Panną, ustępując Jej miejsca na tronie.

 

Czy na pewno?

Moja opowieść jest nieco fantastyczna. Mam tego świadomość. Frontispis jednego herbarza nie musi być dowodem na myślenie wszystkich, chorągiew zaś konfederatów można uznać za jeden z licznych pobożnych wizerunków. A jednak pomyślmy: król Staś abdykował, godząc się na wymazanie imienia Polski z mapy świata. Maryja nigdy nie przestała być królową. Tego nie trzeba dowodzić – to fakt. To widzimy wszyscy. Jestem – pamiętam – czuwam.

 

 

Jacek Kowalski – historyk sztuki, poeta i pieśniarz, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, miłośnik kultury staropolskiej.

 

Tekst ukazał się w 51 numerze "Polonia Christiana"

 

 

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie