Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
PONIEDZIAŁEK 26 PAŹDZIERNIKA
Św. Dymitra z Tesaloniki 
Bł. Celiny Borzęckiej
Św. Dymitra z Tesaloniki
Bł. Celiny Borzęckiej
Imieniny obchodzą:
Ewaryst, Lucjan
 

Kampania prezydencka w USA w cieniu gospodarczego krachu [ANALIZA]

Data publikacji: 2020-05-26 07:00
Data aktualizacji: 2020-05-25 15:02:00
OPINIE
Fotograf: Carlos Barria, Archiwum: Reuters / FORUM

Nadchodzące wybory w Stanach Zjednoczonych odbędą się pod znakiem epidemii i kryzysu gospodarczego. Ameryka mierzy się z gargantuicznych rozmiarów bezrobociem, gigantycznymi wydatkami socjalnymi państwa i rozbuchanym interwencjonizmem banku centralnego. W tych warunkach głównym konkurentem urzędującego prezydenta jest Demokrata Joe Biden.

 

Amerykańskie zasady wyłaniania głowy państwa różnią się od tych obowiązujących choćby w Polsce. Na scenie politycznej liczą się 2 partie: (centro) prawicowa Partia Republikańska i (centro) lewicowa Partia Demokratyczna. Na kilka miesięcy przed wyborami zwolennicy poszczególnych partii głosują w prawyborach na tak zwanych delegatów na konwencję partyjną. Następnie delegaci ci – zazwyczaj zgodnie ze wcześniejszymi zobowiązaniami – decydują o poparciu przez partię konkretnego polityka jako jej kandydata na prezydenta. Dzieje się to podczas specjalnych zebrań partyjnych. W tym roku o nominacji prezydenckiej Partii Demokratycznej zadecyduje konwencja w Milwaukee zaplanowana na 17-20 sierpnia. Z kolei o nominacji w partii Republikańskiej zadecyduje konwencja w Charlotte w Północnej Karolinie – również w sierpniu (24-27 sierpnia).

 

Następnie dochodzi do walki o fotel prezydencki między kandydatami czołowych partii (de facto Republikanów i Demokratów). 3 listopada 2020 roku Amerykanie w wyborach powszechnych zagłosują na elektorów, którzy 14 grudnia 2020 roku dokonają ostatecznego wyboru nowego prezydenta. Elektorzy deklarują poparcie dla jednego z kandydatów przed wyborami, więc w zasadzie po wyborach powszechnych zwycięzca jest już znany. Jednak wciąż pozostaje cień niepewności, gdyż istnieje możliwość, że elektor zdradzi i zagłosuje ostatecznie na innego kandydata. Pamiętajmy też, że wybory w USA odbywają się na zasadzie, że zwycięzca głosowania w danym stanie bierze wszystkie głosy elektorskie. W efekcie może dojść do sytuacji, gdy większość Amerykanów zagłosuje na elektora kandydata X, a mimo to zwycięży kandydat Y.

 

Epidemia i kryzys

Nowe wybory odbywają się w czasie niezwykle trudnej sytuacji epidemicznej i gospodarczej. W ciągu ostatnich 8 tygodni [stan z 22 maja] po zasiłek dla bezrobotnych zgłosiło się 38,6 milionów Amerykanów. Według Biura Statystyki Pracy bezrobocie wzrosło z 4,4 do 14,7%. Gdyby doliczyć osoby, które straciły pracę „z innych powodów”, to bezrobocie wyniesie niemal 20 procent. Jak na razie wielu bezrobotnych nie odczuwa jednak pogorszenia swej sytuacji. A to dzięki specjalnym rządowym programom pomocowym wynoszącym w niektórych stanach ponad 1200 USD tygodniowo – więcej niż mediana wynagrodzenia. Zasiłek ten mogą pobierać przez 39 tygodni [bankier.pl]. Do tego dochodzi jednorazowe świadczenie wypłacane przez Donalda Trumpa w związku z koronawirusem.

 

Radykalnej interwencji podjęła się także amerykańska Rezerwa Federalna (bank centralny). Jej przedstawiciele jeszcze przed Wielkanocą zadeklarowali gotowość do skupu obligacji korporacyjnych bez względu na wszystko. „Fed” zapowiedział wykupienie nawet „śmieciowych papierów”. Jak zauważył Krzysztof Kolany na bankier.pl „to już niemalże książkowe <helicopter money> w kwocie 2,3 bilionów USD zrzucone na gospodarkę, która z dnia na dzień przestała funkcjonować. Trudno o krok dalszy od <stabilności gospodarki>, którą to wartość zadeklarował chronić przewodniczący Fedu Jerome Powell. W sensie inwestycyjnym oznacza to skok w inny wymiar. Nie liczy się już wypłacalność emitenta obligacji, czy zdolność spółki do generowania zysków. Skoro Fed kupi wszystko po każdej cenie, to każdy papier wart jest w zasadzie tyle samo. A dokładnie: tyle, ile mianowany polityczne szef Fedu jest skłonny za niego zapłacić”.

 

Kampania Donalda Trumpa

Rozbuchany socjal i nastawiona na krótkorerminowe łagodzenie negatywnych skutków epidemii polityka banku centralnego mogą na dłuższą metę wpędzić gospodarkę w tarapaty. Na krótką jednak przyczynią się prawdopodobnie do złagodzenia gniewu ludzi wobec aktualnej władzy. Czyli właśnie Donalda Trumpa. 

 

Amerykański prezydent stara się przedstawić jako zatroskany ekonomicznymi problemami i przedkładający je nad nadmierną jego zdaniem ostrożność epidemiczną. W wymiarze symbolicznym świadczy o tym decyzja amerykańskiego prezydenta o niepokazywaniu się przed kamerami w masce i sprzeciw wobec zamykania gospodarki kraju.  

 

Warto zauważyć, że 22 maja amerykański prezydent – „uśmiechając się” do swych religijnych wyborców – wezwał do otwarcia miejsc kultu. Podkreślił, że gubernatorzy sprzeciwiający się temu, będą musieli zmierzyć się z odpowiedzialnością przed nim. W USA rozpowszechniło się rozróżnienie na instytucje niezbędne, które muszą działać także podczas epidemii i pozostałe. Zdaniem Donalda Trumpa kościoły powinny należeć do tej pierwszej kategorii.

 

– Część gubernatorów uznaje sklepy z alkoholem i kliniki aborcyjne za niezbędne, a opuściła kościoły i inne domy modlitwy. To nie w porządku – powiedział Trump. – Dlatego naprawiam tę niesprawiedliwość i nazywam kościoły i miejsca kultu niezbędnymi. Ludzie żądają, by iść do kościoła i synagogi, do meczetu – wiele milionów Amerykanów uznaje kult za istotny element ich życia – powiedział [Life Site News].

 

Donald Trump nie wstrzymuje się też od oskarżeń pod adresem Chińczyków i zdominowanej jego zdaniem przez nich Światowej Organizacji Zdrowia. Antychińska retoryka towarzyszy Donaldowi Trumpowi od czasu rozpoczęcia przezeń kampanii wyborczej w 2016 roku, a następnie została poparta wysokimi barierami celnymi nałożonymi na chińskie towary. Teraz zyskała nowy wymiar.

 

Co u Demokratów?

Na początku kwietnia z ubiegania się o nominację prezydencką Partii Demokratycznej zrezygnował Bernie Sanders. Znany z lewicowych poglądów polityk poinformował o tym w telefonicznej rozmowie z członkami swego sztabu [rp.pl]. Joe Biden już wcześniej prowadził w sondażach, a po rezygnacji Sandersa jego zwycięstwo jest niemal pewne, podobnie jak zwycięstwo Donalda Trumpa w prawyborach u Republikanów.

 

Na stanowisko Bidena, podobnie jak Trumpa, wpływa prawdopodobnie przesunięcie się debaty politycznej w lewą stronę – przynajmniej w kwestiach gospodarczych. „Epidemia koronawirusa i związany z nią masowy wzrost bezrobocia przesunął amerykański dyskurs publiczny na lewo: idee postrzegane jako zbyt liberalne przez Demokratów kilka miesięcy temu są obecnie proponowane przez Republikanów. Jeśli zaś amerykańska polityka idzie w lewo, to można spodziewać się, że Biden uczyni tak samo” – zauważa Perry Bacon junior na łamach portalu analitycznego „Five Thirty Eight”. Zdaniem komentatora Joe Bidena często przedstawiano jako centrystę. Wynikało to z tego, że sam pozbawiony twardego stanowiska ideologicznego, starał się zawsze znajdować w głównym nurcie Partii Demokratycznej. Ponieważ obecnie nurt te przesunął się w lewo, tak samo będzie zapewne z samym Bidenem.  

 

Joe Biden [joebiden.com] przedstawia się  jako praktykujący katolik, a wśród pomysłów dla katolików wymienia zwiększenie płacy minimalnej, zapewnienie humanitarnej polityki imigracyjnej i troskę o środowisko. Próżno szukać słów choćby o mianowaniu sędziów Sądu Najwyższego, którzy odwrócą skandaliczne wyroki legalizujące aborcję (z 1973 roku) i homomałżeństwa (2015 rok). Zapowiada wręcz walkę o prawa tak zwanej grupy „LGBTQ+”.

 

Co mówią sondaże?

Według średniej sondaży podanej przez portal Five Thirty Eight 43,1 procent Amerykanów aprobuje Donalda Trumpa, a 53,3 procent osób wyraża odmienne zdanie. Ankiety wskazują ponadto na przewagę Joe Bidena. Jednak Amerykanie pamiętają, jak sondaże okazały się mylące przed poprzednią kampanią, gdy w szranki z Trumpem stawała Hilary Clinton. Teraz niepewność badań rynku brana jest już pod uwagę. Być może dlatego rynek prognostyczny Predict It, na którym ludzie zakładają się o wynik wyborów, wskazuje – choć nieznacznie – na zwycięstwo Donalda Trumpa.

 

Jednak po niepowodzeniach wyborczych prognoz w 2016 roku jedno wydaje się pewne – do końca wynik pozostanie niewiadomą.

 

Marcin Jendrzejczak

 
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
J
Patrząc na J. Bidena to wydaje się to słaby człowiek na trudne czasy. Znając prądy lewicowe to oni żeby przeprowadzić rewolucje za ktorymi optuja muszą najpierw dostatecznie kryzysy pogłębić żeby niezadowolonych było jak najwięcej. Inna sytuacja jest gdy się lekko lub łagodnie skręca w lewo bo wtedy rewolucje nie grożą.
Ironia
Gargantuiczne tezy Pana redaktora- gdy można dostać zasiłek rządowy + stanowy równy płacy to tylko idiota nie skorzysta.