Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   CZERWCA   2020 r.
Św. Norberta, biskupa
Bł. Marii Karłowskiej, zakonnicy
Św. Norberta, biskupa
Bł. Marii Karłowskiej, zakonnicy
Pierwsza Sobota
Imieniny obchodzą:
Norbert, Paulina
 
Polonia Christiana nr 73       TEMAT NUMERU: Kim jesteś, katoliku otwarty?

Kościół otwarty na wszelkie zło?

Kościół otwarty na wszelkie zło?

Katolicy „otwarci” bałamucą ogół wiernych, sprzedając im miraż Kościoła, jakiego Chrystus Pan nigdy nie miał na myśli – co nietrudno sprawdzić, konfrontując ich fantasmagorie z nauką Apostołów – i wobec zatrważającej ignorancji religijnej tegoż ogółu odnoszą spektakularne zwycięstwa propagandowe: któż wszak nie chce być otwarty, nowoczesny, tolerancyjny i sympatyczny? Ale kto ma świadomość, że to bezlitosna manipulacja?

 

Pojęcie katolicyzmu otwartego, czy też Kościoła otwartego, zrodziło się (podobnie jak przytłaczająca większość grzechów i herezji) z pychy. Konkretnie zaś z poczucia wyższości nielicznej grupki katolików obdarzonych jakoby – w ich własnym mniemaniu – lepszym zrozumieniem chrześcijańskiego ducha, nauki Chrystusowej, katechizmu, dogmatów, teologii i stosunku wiary do życia, od reszty katolików: tych zwykłych, bezprzymiotnikowych – katolików po prostu.

W optyce owych głów pychą nadętych tradycyjny (czyli ufundowany na Tradycji Apostolskiej) Kościół jawi się jako zamknięta w sobie, zmurszała instytucja, która nie dość, że działa wedle skostniałej, nieżyciowej doktryny, to jeszcze na dodatek cierpi na syndrom oblężonej twierdzy. Postulują oni zatem odrzucenie tego dysfunkcyjnego reliktu mrocznej przeszłości na rzecz budowy Kościoła nowego – otwartego. Tylko że rysowany przez nich obraz to wierutna bzdura.

 

Kościół otwarty od zarania

Kościół bowiem jest otwarty od chwili swego powstania. Niezmiennie od dwóch tysięcy lat otwiera szeroko ramiona Chrystusowego krzyża przed wszystkimi, którzy szukają drogi, prawdy i życia. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28) – woła słowami swego Boskiego założyciela.

 

Kościół jest otwarty dla każdego bez wyjątku – nawet dla największego grzesznika, aby zawrócił ze swej drogi i żył (Ez 33, 11). Ba, przede wszystkim dla takich został powołany, gdyż nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mk 2, 17) – mówi Pan.

 

Zarazem jednak Kościół, tak serdecznie otwarty dla wszystkich, którzy byli w niewoli grzechu (Rz 6, 6), pozostaje z definicji zamknięty na grzech. Jako Mistyczne Ciało Chrystusa, w swej istocie, nauczaniu i misji Kościół jest święty i nieomylny (pomimo nieuchronnej na tym łez padole grzeszności swych członków – nawet na najwyższych szczeblach). I z tegoż właśnie względu – choć, jako się rzekło, szeroko rozwiera swe podwoje dla rzesz pragnących uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych (Rz 8, 21) – od zarania trwa w stanie permanentnego oblężenia ze strony licznych wrogów, którzy niestrudzenie dążą do jego unicestwienia: czy to drogą fizycznej eksterminacji, czy też zamętu w sferze intelektualno-duchowej, co potwierdza ponad wszelką wątpliwość historia Kościoła, w każdym stuleciu obficie notująca przykłady takich działań.

 

Jeżeli Kościół katolicki przypomina w czymś twierdzę, to nade wszystko w szlachetnej i ze wszech miar słusznej gotowości do obrony depozytu wiary przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6, 12). Niczym w szyku obóz silny od dwóch tysiącleci niezłomnie stoi na straży prawdy, dobra i piękna, które wytyczają jedyną drogę dla zbawienia dusz wiernych.

 

Miazmaty tego świata

Taki Kościół wszakże nie mieści się w horyzontach katolików „otwartych”. Zgodnie bowiem z bałamutnym mianem, jakie sami sobie nadali, deklarują oni przemożne pragnienie otwarcia Kościoła na świat – nie bacząc wcale, iż cały świat leży w mocy Złego (1 J 5, 19).

 

Warto sobie dobrze uświadomić wagę powyższych słów, bo pochodzą one nie od jakiegoś oszołomionego bigota, tylko od świętego Jana Ewangelisty – człowieka, który widział Apokalipsę.

 

Mówi on zresztą więcej: Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca (1 J 2, 15). Jeszcze dobitniej wyraża tę samą myśl święty Jakub: Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga (Jk 4, 4).

 

Napomnienia owe nie znaczą jednak bynajmniej, że mamy się przed światem zamknąć i się odeń odwrócić, lecz przeciwnie: wyjść ku niemu, aby go nawrócić. Ale też celem historii zbawienia nie jest transformacja Kościoła na wzór i podobieństwo świata, lecz przeciwnie: uczynienie świata Kościołem.

 

Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3, 17). Syn Boży zaś posyłając swój Kościół na cały świat, aby nauczał i chrzcił wszystkie narody, udzielił mu wyraźnej instrukcji: Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28, 20).

 

Tymczasem „otwartym” katolikom wyraźnie brakuje w Kościele przede wszystkim tego, czego Pan Jezus nam nie przykazał. Z ich własnych enuncjacji wynika niezbicie, że chodzi im o otwarcie Chrystusowej Owczarni głównie na te strony świata, z których wieją złe wiatry. Bo katolik „otwarty” to, jak się okazuje, taki typ, który pragnie zakosztować wszelkich smaków heterodoksji, a mimo to we własnym mniemaniu i w oczach świata wciąż uchodzić za katolika.

 

Trudno dziś znaleźć aspekt kryzysu nękającego współczesny Kościół, w którym katolicy „otwarci” nie odgrywaliby istotnej roli: czy to wspierającej, czy też, co gorsza, coraz częściej – sprawczej. Postawy i działania noszące znamiona herezji bądź schizmy, rugowanie Kościoła ze sfery publicznej, kwestionowanie jego nauczania w zakresie moralności, bluźnierstwo, rozluźnienie kościelnej dyscypliny, zniesienie celibatu, kapłaństwo kobiet, teologia wyzwolenia, marksistowska infiltracja instytucji katolickich, kneblowanie katolickich mediów, irenistyczny ekumenizm, synkretyzm, fraternizacja z pogaństwem, wspólnota Chrystusa z Beliarem i wierzącego z niewiernym (2 Kor 6, 15), rewolucja obyczajowa, demoralizacja nieletnich, promocja jawnogrzesznictwa i seksualnych zboczeń, ideologia gender, walka z rodziną, plaga rozwodów i konkubinatu, antykoncepcja, aborcja, cywilizacja śmierci, kult zwierząt i religia zrównoważonego rozwoju – wszystkie te symptomy trawiącej dziś Kościół gorączki mają swych gorących popleczników w gronie katolików „otwartych”.

 

„Otwarty” program okazuje się diabelnie prosty: wprowadzić do Kościoła wszelki grzech, uporczywie głosząc wszem wobec, że to wcale nie grzech.

 

Użyteczni nieszczęśnicy

„Otwarci” katolicy stanowią bez wątpienia piątą kolumnę anty-Kościoła w Kościele. Wszelako błędem i nadużyciem byłoby mniemanie, że to en masse płatni agenci i fałszywi prorocy, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami (Mt 7, 15). W większości bowiem są to ideowi bracia biednego osła Łamigłówka uwikłanego w cyniczne machinacje wrednej małpy Krętacza z genialnej wizji C. S. Lewisa ukazanej na kartach wieńczącego Opowieści z Narnii eschatologicznego thrillera Ostatnia bitwa.

 

To zaczadzone miazmatami tego świata nieszczęsne ofiary własnej naiwności, sentymentalizmu i odrzucenia sensus fidei (jako przedsoborowego przeżytku) oraz nadmiaru dobrych chęci (którymi wszak piekło jest wybrukowane) przy jednoczesnym niedoborze racjonalnego myślenia. Na tym polega ich tragedia.

I nasz kłopot.

 

Jerzy Wolak

 

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 73. NUMERZE MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie