Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
10   KWIETNIA   2020 r.
Św. Fulberta, biskupa
Św. Michała de Sanctis
Św. Fulberta, biskupa
Św. Michała de Sanctis
Wielki Piątek
Imieniny obchodzą:
Makary, Michał
 
Polonia Christiana nr 71       KOŚCIÓŁ

Męstwo – probierz wszystkich cnót

Męstwo – probierz wszystkich cnót

C. S. Lewis napisał, że bez męstwa nie można długo wytrwać w żadnej z pozostałych cnót. Autor Opowieści z Narnii ma stuprocentową rację. Tylko bowiem mężnie znosząc próbę, możemy poznać, jak niezłomna jest nasza wiara, jak bardzo ożywiona nadzieja, jak gorąca miłość, jak wytrwała pobożność i jak bardzo możemy polegać na naszej roztropności. Te próby są różne, ale zwycięskie pokonanie każdej z nich jest możliwe tylko dzięki męstwu.

 

Cnota męstwa składa się – jak przypomina ojciec Jacek Woroniecki OP w swojej Katolickiej etyce wychowawczej – z dwóch podstawowych czynników: Jeden to samo niecofanie się i wytrzymanie na stanowisku wobec grożącego zła, drugie to atakowanie tego zła. Pierwsze winno wytworzyć w duszy pewien nastrój zaufania w swe siły, a drugi – poczucie bezpieczeństwa. I jedno, i drugie winno być robione z umiarem, zależnie od okoliczności.

 

Warto tu zacytować również inną uwagę wybitnego tomisty, który podkreślał, że prawdziwe męstwo winno działać z głębszych pobudek umiłowania sprawy, której służy, i z poczucia osobistej godności, czyli honoru, który nie pozwala poświęcać najwyższych dóbr niższym, doczesnym, choćby i ratowaniu życia, jeśli ono ma być ich ceną.

 

Nic dziwnego więc, że szczytem męstwa jest męczeństwo, a więc umiłowanie najszlachetniejszej Sprawy do końca, aż do poświęcenia własnego życia. Jak wiadomo, także w naszych czasach nie brakuje tych najmężniejszych z mężnych, bestialsko mordowanych w czasie Mszy Świętych, jak zmasakrowani chrześcijanie na Sri Lance w Niedzielę Wielkanocną tego roku czy ścięci parę lat wcześniej Koptowie, którzy dla ratowania życia nie chcieli wypowiedzieć muzułmańskiego wyznania wiary – i wielu, wielu innych ginących gdzieś z dala od oczu (i tak obojętnego) świata w północnokoreańskich obozach zagłady bądź w chińskich „ośrodkach reedukacyjnych”.

 

Słowem-kluczem dla rozpoznania istoty męstwa nie tyle jest „odwaga”, co raczej „trwanie mimo przeciwności”. Zacytujmy raz jeszcze ojca Woronieckiego: Cnota męstwa dająca nam sprawność należytego zachowywania się wobec niebezpieczeństw, szczególnie tych, które zagrażają życiu, ma za zadanie ująć w karby umiaru nie tylko uczucie strachu, ale i uczucie śmiałości i odwagi.

 

Tak sformułowany wymóg męstwa dotyczy zwłaszcza tych, którym (na przykład jako dowódcom na polu bitwy) powierzony został los innych. Idąc tym tropem można powiedzieć, że męstwa z pewnością nie brakowało żołnierzom powstania warszawskiego, wątpliwe za to jednak, czy to samo można powiedzieć o wojskowych i politycznych „czynnikach”, które podjęły decyzję o jego wybuchu, a następnie tak a nie inaczej kierowały walkami.

 

Pasterz mężny, pasterz tchórzliwy

Mężne trwanie w przeciwnościach pozwala więc sprawdzić związek między naszymi słowami a czynami, między naszym powołaniem (w zależności od stanu) a jego wypełnianiem konkretami. Powyższe refleksje nasuwają się przy okazji głośnej homilii metropolity krakowskiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, który zestawił – jako rozmaite oblicza tego samego rewolucyjnego przewrotu – czerwoną i tęczową zarazę.

 

Te słowa – jakże potrzebne – wymagały z jego strony męstwa, ale z drugiej strony dzięki temu mogliśmy się przekonać, czy traktuje on na serio swoje powołanie do bycia pasterzem. Swoim postępowaniem umocnił wielu ludzi, nikogo nie zgorszył; wszak ci, którzy wyrażali w różnych „zaprzyjaźnionych” mediach swoje oburzenie słowami krakowskiego metropolity, wypisują przecież na swych ideologicznych sztandarach, że słowo „zgorszenie” jest im zupełnie obce.

 

I druga, biegunowo odmienna postawa tchórzliwego wymigiwania się i uników zaprezentowana jesienią 2016 roku przez metropolitę Monachium i Fryzyngi, kardynała Reinharda Marxa (przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec), który, przebywając na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie, zdjął swój krzyż napierśny, aby nie urazić uczuć religijnych swoich muzułmańskich gospodarzy. Jakże nie przytoczyć tutaj słów ojca Woronieckiego, iż w innych zmaganiach ludzkich tchórzostwo będzie się przejawiać w formie braku odwagi cywilnej, w niestałości przekonań i ustępliwości przed każdym naciskiem, byle się na coś nie narazić. Ludzie o takim tchórzowskim nastawieniu duszy szerzą przy tym wokoło siebie nastrój bojaźliwości, który w pewnych chwilach może się przekształcić w panikę.

 

Nowy paradygmat, czyli stara bojaźliwość?

Czyż właśnie nie bojaźliwością, tym godnym pożałowania brakiem męstwa (czyli nieumiejętnością lub brakiem woli trwania w przeciwnościach) podszyte jest w wielu przypadkach – nie liczę tutaj zakamieniałych modernistów, którzy już dawno stracili wiarę – dążenie do stworzenia nowego paradygmatu Kościoła, nowego aggiornamento, dokończenia recepcji Vaticanum II?

 

Brak pasterskiego męstwa wobec plagi rozwodów rodzi ustępliwość wobec tego faktu, a to w dalszej kolejności oznacza falsyfikację trwania w innych cnotach, poczynając od tych najważniejszych. Z kolei brak męstwa pasterzy Kościoła wobec problemu przenikania seksualnych zboczeńców do grona duchowieństwa (w tym do kolegium biskupów) rodzi wielkie zgorszenie w wierze dla „maluczkich”, a w niejednym przypadku (osób narażonych na działanie takich predatorów w sutannach) nieodwracalne szkody dla zdrowia psychicznego. A cóż dopiero mówić o tchórzliwym przymilaniu się wielu biskupów (spójrzmy za naszą zachodnią granicę) do tak zwanych jednopłciowych małżeństw! To dopiero jest stress test ich wiary w sakramentalny charakter małżeństwa, ich roztropności i pobożności.

 

Potrzeba wiary żywej i mężnej

Święty Jan Paweł II, przemawiając czterdzieści lat temu z wysokości jasnogórskiego wzgórza, mówił, że nasze czasy potrzebują szczególnie wiary żywej i mężnej. W świetle tego, co do tej pory zostało powiedziane wiara mężna to wiara wytrwała. To wiara, która każe wymagać od siebie nawet wtedy, gdy inni od nas nic nie wymagają, a nawet przewagę zyskują tacy, którzy uważają, że wymaganie od siebie (czyli praca nad sobą) jest dowodem rygoryzmu niepotrzebnego w dobie rewolucji czułości i miłosierdzia.

 

Wiara mężna to wreszcie także czuwanie, aby nie dać się ugotować na wolnym ogniu, gdy pod płaszczykiem nowej troski duszpasterskiej dozowane są kolejne zmiany, które w swoich skutkach przypominają detonację bomby atomowej podłożonej pod moralne nauczanie Kościoła (profesor Josef Seifert à propos słynnych przypisów w adhortacji Amoris laetitia). Tylko tak możemy się przekonać, ile warte jest nasze przywiązanie do tradycji Kościoła, do nauczania wielkich papieży i tylu świętych. Bez męstwa (czytaj: bez wiary mężnej) będzie to tylko antykwaryzm, pławienie się w wielkiej historii Kościoła. Ale tylko historii.

 

Odwaga i rozum

Trzeba jednocześnie pamiętać, że męstwo i odwaga nie są synonimami. Jak czytamy w Katolickiej etyce wychowawczej ojca Woronieckiego, wrodzona odwaga to jeszcze, rzecz prosta, nie męstwo i może do niego nigdy nie doróść, jeśli nie zostanie przeniknięta pierwiastkiem rozumu, który jej nada umiar. Popatrzmy na sposób rządzenia Kościołem w Polsce przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, który w ciągu trzydziestu trzech lat swojej prymasowskiej posługi (1948–1981) pokazał, na czym polega bycie mężnym pasterzem. Z jednej strony twarde: Non possumus! okupione trzyletnim uwięzieniem, z drugiej rozmowy z komunistycznymi władzami, ale nie za cenę tego, co najważniejsze, czyli pracy nad uratowaniem ochrzczonego Narodu, mężnie realizowanej w programie Wielkiej Nowenny i na szlakach uroczystości milenijnych.

 

Ci, którzy bojaźliwość mylili z realizmem (tak zwani katolicy otwarci) krytykowali Prymasa Tysiąclecia za zbytnie nacjonalizowanie polskiego katolicyzmu i za uleganie ludowej pobożności pozbawionej teologicznej głębi. Byli i tacy, którzy myląc odwagę z męstwem, zarzucali Prymasowi zbytnią ustępliwość wobec komunistów (przypomnijmy sobie choćby krytyczne opinie pod adresem kardynała Wyszyńskiego wygłaszane przez Jerzego Giedroycia z paryskiej „Kultury”). A jednak z tej mężnej wiary Prymasa Tysiąclecia – jak powtarzał niejednokrotnie święty Jan Paweł II – zrodził się pontyfikat polskiego papieża.

 

Stało się tak, ponieważ męstwo Prymasa było ugruntowane na prawdzie i jej służyło. Jak uczy w encyklice Veritatis splendor (1993) papież Polak, męczennicy, którzy swoją postawą dali przykład największego męstwa, są jednocześnie ostatecznym potwierdzeniem istnienia obiektywnej prawdy – niezależnego od takich czy innych mód ładu moralnego zakorzenionego w Stwórcy. To dlatego w czasach dyktatury relatywizmu, w których obecnie żyjemy, męstwo jest w tak niskiej cenie.

 

Grzegorz Kucharczyk

 

Atykuł został opublikowany w 71. numerze magazynu "Polonia Christiana"

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie