Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
30   MARCA   2020 r.
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Imieniny obchodzą:
Amadeusz, Amelia, Kwiryn
 
Polonia Christiana nr 52       WYKWINTNA KUCHNIA
Bogusław Bajor

Mnisi wiedzą, co to smak!

Mnisi wiedzą, co to smak!

Wiemy z Ewangelii, że Pan Jezus biesiadował. Ba, na weselu w Kanie Galilejskiej przemienił wodę w wino tak wyborne, iż wszyscy goście byli pod ogromnym wrażeniem jego smaku. Z kolei święta Teresa z Avili radziła swym karmelitankom, żeby szukały Boga w kuchni, rondlach i garnkach, a święty Jan Paweł II mawiał, iż żeby poznać kulturę danego kraju, trzeba również jeść to, co je ten naród. Chrześcijaństwo na przestrzeni wieków wywarło ogromny wpływ na rozwój sztuki kulinarnej, zalecając równocześnie umiar w jedzeniu i piciu.

 

Na kulinarnej mapie świata najjaśniejszym światłem błyszczą kraje katolickie. Wspomnijmy choćby Włochy, Francję czy Hiszpanię – to kraje nie tylko wspaniałej kuchni, ale też wysokiej kultury spożywania jej wytworów (a lektura polskich książek kucharskich przekonuje, że również nasza rodzima kuchnia ma się czym pochwalić).

Niewątpliwy wpływ na taki stan rzeczy wywarł Kościół katolicki ze szczególnym uwzględnieniem roli jego zakonników. Oto jeden ze wspaniałych paradoksów życia klasztornego: z jednej strony ścisły post i radykalna niekiedy pokuta, z drugiej – wielki rozkwit sztuki kulinarnej nie gdzie indziej, jak właśnie w klasztorach i opactwach.

Kuchnia zakonna mimowolnie dała początek gastronomii – pisze belgijski mediewista Leo Moulin w pracy zatytułowanej Życie codzienne zakonników w średniowieczu.

Pod koniec epoki merowińskiej klasztory, które zachowały wszystkie tradycje smakoszostwa, rozmnożyły się we Francji (i gdzie indziej) i poczyniły wielkie postępy w zakresie kulinarnym. (…) Mnisi, zmuszeni do zachowywania surowej diety, przy stale doskwierającej im monotonii wiktu, chcąc urozmaicić właśnie przez rodzaj wyżywienia ciąg dni świątecznych rozsianych w całym roku, mieli – rzecz naturalna – skłonność bądź do wyrafinowanego przyrządzania nielicznych produktów, jakimi rozporządzali (…), bądź też pozwalania sobie na małe łakomstwo w takie radosne święta jak Wielkanoc, Boże Narodzenie, dzień świętego założyciela albo jubileusz ojca opata – kontynuuje.

Święty Benedykt z Nursji, ojciec zachodniego monastycyzmu nakazał swym mnichom żyć z pracy własnych rąk. Benedyktyni zajmowali się więc rolnictwem, ogrodnictwem, leśnictwem, uprawą winorośli. W takiej sytuacji naturalnym krokiem musiała być „obróbka” wyhodowanych produktów. W ośrodkach benedyktyńskich i wyrosłych z tego pnia klasztorach cystersów, wallombrozjanów, kartuzów i kamedułów istniały piekarnie, wytwórnie serów, piwnice winne, browary i gorzelnie. Wszystko w myśl zasady ora et labora – w trosce o ziemię, którą klasztor otrzymał we władanie i z szacunku dla darów Bożych.

I tak na przykład w Szwecji dzięki mnichom rozwinął się handel kukurydzą, w Parmie – wyrób sera, w Irlandii – połów łososi. Wielkie osiągnięcia miały także prowadzone przez zakonników gospodarstwa hodowlane. Niektóre działały na imponującą skalę: na przykład angielskie opactwo cysterskie Rievaulx w XII wieku produkowało do trzynastu ton wełny, co, jak się przypuszcza, wymagało hodowania około dziesięciu tysięcy owiec!

 

 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie