Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
PONIEDZIAŁEK 26 PAŹDZIERNIKA
Św. Dymitra z Tesaloniki 
Bł. Celiny Borzęckiej
Św. Dymitra z Tesaloniki
Bł. Celiny Borzęckiej
Imieniny obchodzą:
Ewaryst, Lucjan
 

„Mój syn jest wyjątkowy”. Poznaj niezwykłą historię małego wojownika

Data publikacji: 2018-12-25 06:00
Data aktualizacji: 2018-12-27 07:05:00
OPINIE
Sabina i Paweł ze swoimi dziećmi: Nathanem i Mią. /Fot. Arch.

Szkoda, że o tej wadzie nie dowiedzieli się Państwo wcześniej, bo moglibyśmy jeszcze tę ciążę terminować, a tak już jest za późno, musi Pani urodzić – powiedziała pani doktor do młodego małżeństwa, Sabiny i Pawła, spodziewającego się swojego pierwszego dziecka. Oboje poczuli ogromny ból, a w głowie powstało pytanie: jak można było w ogóle takie coś powiedzieć?

 

Państwo Walczakowie mieszkają obecnie w Niemczech. Tworzą szczęśliwą, kochającą się rodzinę wraz z trójką dzieci: Chantal, Nathanem i Mią. Sabina, choć jest przybraną matką dla Chantal, kocha ją jak własną córkę. A rodzeństwo stanęłoby za sobą murem. Najstarsza z dzieci dziewczynka otacza swoją opieką braciszka i siostrzyczkę i nie zgadza się na jakiekolwiek ich wyśmiewanie, którego nie brakowało zwłaszcza w stosunku do Nathana.

 

Coś jest nie tak

Sabina zaszła w pierwszą ciążę. Z początku wszystko przebiegało w jak najlepszym porządku i nic nie wskazywało na to, że mogą pojawić się jakieś niepokojące informacje odnośnie do stanu zdrowia dziecka. – Do 8. miesiąca ciąży byliśmy spokojni. Oczekiwaliśmy na narodziny synka – opowiada Sabina. – Chodziliśmy na badania prenatalne, które nie wykazywały żadnych wad. Tak było do momentu, gdy w trakcie kolejnej wizyty pan doktor wykonujący te badania powiedział nam, że coś jest nie tak z dzieckiem. Stwierdził, że nasz syn ma poważną wadę genetyczną - brak kości ramiennej i przed ramiennej. Powiedział, że widzi tylko jego dłonie. Ja w tym czasie myślałam, że skoro są dłonie to te kości muszą przecież być. A jednak, badanie nie pozostawiało złudzeń – mówi.

 

Sabina wspomina, że nie otrzymali z mężem żadnego słowa otuchy. Nawet namiaru na psychologa, który by im pomógł udźwignąć tę trudną wiadomość o chorobie synka. Zostali z tym wszystkim sami. Kiedy udali się do ginekolog prowadzącej ciążę myśleli, że choć od niej uzyskają jakąkolwiek pomoc. I tu bardzo się zaskoczyli.

 

Pani doktor, gdy usłyszała, że nasze dziecko ma poważną wadę genetyczną, powiedziała: „Szkoda, że tak późno się o tym dowiedzieliście. W innym przypadku moglibyśmy tę ciążę terminować a teraz? Nie ma innego wyjścia, musi Pani urodzić”. Te słowa były jak ciężki obuch w głowę. Bardzo mnie to zabolało, aborcja nigdy by mi nawet nie przeszła przez myśl! Z gabinetu wyszliśmy oburzeni. Pani doktor mogła się powstrzymać od tego typu sugestii – kwituje młoda mama.

 

Rodzice, nie mając znikąd pomocy, sami musieli poradzić sobie w tym trudnym dla nich czasie. Tym bardziej, że wkrótce miał się urodzić ich syn, potrzebujący szczególnej opieki. Sabina przeżywała wówczas - jak to nazywa - żałobę, jaka miała jej pomóc przygotować się do przyjęcia dziecka, o którym wyobrażenia były zupełnie inne. 

 

Kochałam to dziecko w trakcie ciąży, nigdy nie przestałam go kochać. Ba, po jego narodzinach pokochałam go jeszcze bardziej – z naciskiem podkreśla Sabina. – Kiedy Nathan się urodził, baliśmy się z mężem czy w ogóle przeżyje. Przez pierwszy miesiąc jeździłam do naszego maluszka, do kliniki, każdego dnia. Zależało mi na tym, aby jadł moje mleko i czuł naszą obecność. Czuł, że jest kochany – mówi.

 

W trakcie badań, które przeprowadzano w pierwszym okresie życia Nathana, okazało się, że ma on małopłytkowość. W związku z tym przez 1. rok życia chłopczyk miał aż 15 razy przetaczaną krew. Oprócz tego, wykazano także nieprawidłowości w budowie kolan, które są źle wykształcone, brakuje wiązadeł krzyżowych. Najprawdopodobniej Nathan nie ma także lewej łopatki.

 

Gdy słabość w siłę się zamienia

Nie lubię mówić, że Nathan ma wadę. Nic na tym świecie nie jest doskonałe. Każdy się czymś różni. Brak pełnych, sprawnych rąk wyróżnia naszego syna z tłumu, to prawda, ale prawdą też jest to, że jest wyjątkowy, bo kto potrafi posługiwać się tak sprawnie nogami, gdy ma obie ręce zdrowe? Tacy ludzie jak Nathan są w mniejszości, a przez to stają się szczególni – stwierdza Sabina dodając, że oczywiście, brak górnych kończyn nie oznacza, że ich syn traktowany jest inaczej niż pozostałe dzieci. Wprost przeciwnie - wszyscy są na równi, bo zarówno Nathan, jak i Chantal i Mia są na swój indywidualny sposób niepowtarzalni.

 

Pamiętam kiedy powiedzieliśmy najstarszej córce o braciszku. Gdy dowiedziała się, że nie ma pełnych rączek, bardzo się zmartwiła. Z tym większą troską otoczyła go swoją siostrzaną opieką. Któregoś razu, po przyjściu do domu, opowiedziała o dość przykrej sytuacji. Jej koledzy w szkole wymyślili zabawę, w trakcie której postanowili schować swoje ręce do rękawów i udawać, że mają tylko dłonie. Chantal, widząc to, zapytała ich, czy rzeczywiście fajnie by się czuli, jakby to oni nie mieli sprawnych rąk i ktoś by się z nich naśmiewał – opowiada Sabina. – To był taki jeden incydent, więcej się nie powtórzył – dodaje.

 

Sabina i Paweł założyli na facebooku specjalny fanpage, na którym pokazują postępy Nathana w rehabilitacji. Profil nosi nazwę „Nathan – Wojownik z TARczą”. Bo walczy, aby każdego dnia stawać się jeszcze sprawniejszym. Młodzi rodzice ciągle uczą swoje dzieci, jak można swoje słabości zamienić w siłę, jak można przemienić je w tarczę, która będzie ochraniać i wspomagać w trudniejszych momentach.

 

Akceptacja to podstawa

Sabina myślała, że ten moment, kiedy usłyszeli wraz z mężem sugestię o aborcji, nigdy się nie powtórzy. Niestety. W trakcie drugiej ciąży, podczas badań, genetyk poinformowała rodziców, że przysługuje im aborcja z racji poprzedniej ciąży, w której wykryto poważne wady. W 14. tygodniu życia prenatalnego drugiego dziecka lekarze naciskali na amniopunkcję. Sabina i Paweł stanowczo odmówili. W odpowiedzi usłyszeli pretensje i pytania: „Jak to sobie państwo w ogóle wyobrażają? A jak coś znowu będzie nie tak?”. Mimo tych przykrych, a jednocześnie brutalnych nalegań, nie ugięli się. Sabina nosiła wówczas pasek św. Dominika, który dodawał jej sił i spokoju w sercu. Po 9 miesiącach na świat przyszła córeczka, Mia. Zdrowa.

 

Nasze dzieci mają pełną rodzinę, dom pełen ciepła i miłości, w którym akceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy. Jesteśmy szczęśliwi – podsumowuje Sabina. 

 

Agnieszka Jarczyk

 
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
asosin
@Łukasz Pisze Pan "taka sytuacja (...) nie miała miejsca". Skąd Pan wie? Towarzyszył Pan tym rodzicom podczas każdego spotkania z lekarzami? Uważa Pan, że ci rodzice kłamią? Jaką Pan ma podstawę, by wypowiadać się tak zdecydowanie?
Łukasz
Lekarze nie maja prawa narzucania komuś aborcji, mogą poinformować i takiej możliwości, ale zapewniam każdego, ze taka sytuacja w której lekarz wyśmiewa kogoś z powodu jego wyboru nie miała miejsca. Po za tym na pewno nie zostałaby zaproponowana przy kolejnej, zdrowej ciąży, chyba ze rodzice wyraziliby taka wole.
zzz
I to jest właśnie istotne jacy ludzie nas otaczają. Jakiego ducha maja w sobie. Czy Bożego czy wiemy jakiego. Bo lekarze o których tu była mowa to zwykli rzeznicy, mordercy.
Anonim
Moim zdaniem ludzie którzy naprawdę nie rozumieją czyjegoś cierpienia mówię tu o lekarzach oczywiście jak i inni ludzie którzy sami nie przeżyli czegokolwiek takiego lub innych sytuacji bardzo podziwiam rodzinę Walczak o ich wytrawnie gdzie w tak trudnych chwilach i miłość przekazaną swoim dzieciom życzę Państwu dużo wytrwałości i miłości naprawdę i wierzę że się uda tacy ludzie jak Państwo to skarb pozdrawiam serdecznie
KOCHAM TĄ RODZINĘ A SZCZEGÓLNIE NATHANA ON JEST NAPRAWDĘ WYJĄTKOWY JESTEM CZŁONKIEM RODZINY NIE Z KRWI ALE Z SERCA JAK POWIEDZIAŁA SABINKA (PŁAKAĆ MI SIĘ CHCE)POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WESOŁYCH ŚWIĄT IZABELA