Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
30   MARCA   2020 r.
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Imieniny obchodzą:
Amadeusz, Amelia, Kwiryn
 
Polonia Christiana nr 55       PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO
Marcin Jendrzejczak

Nadzieja w prawdziwej rodzinie

Nadzieja w prawdziwej rodzinie

Współczesna para małżeńska z dziećmi to jedynie cień tradycyjnej familii, która od wieków stanowiła fundament cywilizacji chrześcijańskiej. My, wydziedziczeni ludzie XXI wieku, żyjemy w bladych pozostałościach takich rodzin.

 

 

Prawda o społeczeństwie znajduje się na antypodach utopii demokratycznej – pisał ongiś w książce Duch rodzinny w domu, społeczeństwie i państwie francuski ksiądz Henri Delassus (1836–1921). Ta utopia głoszona przez encyklopedystów i rozpowszechniana w świecie począwszy od rewolucji francuskiej, opiera się na całkowitej równości. Marzy się jej państwo społeczne, które uznaje jedynie jednostki i to jednostki społecznie równe. Nie tego chciał Bóg.

Tradycyjne chrześcijańskie społeczeństwo opierało się nie na jednostce, lecz na rodzinie. W spisach ludności nie liczono poszczególnych osób, ale tak zwane ogniska – czyli domy. Stanowiły one swego rodzaju królestwa w miniaturze. Zarządzane przez ojca posiadały niewyobrażalną dziś niezależność. Zgadzało się to z naturalnym porządkiem. Jak bowiem pisał w encyklice Rerum novarum Leon XIII, Rodzina, czyli społeczność domowa, jakkolwiek bardzo mała, jest jednak prawdziwą społecznością i jest starsza od wszelkiego państwa; winna też mieć prawa i obowiązki swoje niezależne od państwa.

Niezależność ta nie prowadziła bynajmniej do anarchii. Poszczególne rody współtworzyły społeczeństwo oparte na jedności w różnorodności i przypominające żywy organizm. Zniszczyli to rewolucjoniści – emancypując jednostkę i stawiając ją nagą wobec potężnego państwa‑Lewiatana.

Dziś przez rodzinę rozumiemy rodziców mieszkających razem z dziećmi. Jako taka cieszy się ona zasłużonym szacunkiem i wsparciem Kościoła. Pamiętajmy jednak, że tradycyjna, rodowa rodzina to coś o wiele większego i wspanialszego. I nie chodzi tylko o wielopokoleniową familię z licznymi i wzajemnie wspierającymi się kuzynami – więź rodzinna bowiem obejmuje również nieżyjących już przodków i praprzodków. A także potomków.

Członek rodu nie skupia się tylko na swym obecnym życiu. Przeciwnie: zdaje sobie sprawę, że – jak trafnie zauważa ksiądz Delassus – jego pradziad dostrzegał go z daleka wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu.

 

Rodzinny majątek

Utrzymanie i powiększenie rodzinnego majątku to główny obiekt starań osób należących do rodu. Nie ma mowy o sprzedaży rodzinnego domostwa. Kto tak czyni, okrywa się hańbą. To złodziej ograbiający kolejne pokolenia. Zarządzający rodowym majątkiem zdaje sobie sprawę, że odpowiada za jego wartość przed poprzednimi i przyszłymi pokoleniami. Świadomość tej odpowiedzialności motywuje go do ciężkiej pracy i oszczędności. Postawa taka, dziś rzadko spotykana, była – dowodzi ksiądz Delassus – powszechna w przedrewolucyjnej Francji. Stanowiła przeciwieństwo kastowej sztywności – umożliwiała bowiem awans społeczny. Awans oparty nie na mirażach kredytu i zadłużenia, lecz na wytrwałości, pracowitości i oszczędności.

We Francji czasów księdza Delassusa taki model już niemal nie istniał. Kłody pod nogi podkładało mu bowiem państwo, a konkretnie Kodeks Napoleona, ze swoim wymogiem równego podziału spadku między dzieci. Prowadziło to do parcelacji posiadłości i konieczności rozpoczynania w każdym pokoleniu niemal od nowa.

Także my, współcześni Polacy, musimy zgłaszać fiskusowi spadki i darowizny, nawet od najbliższej rodziny. Kto nie zrobi tego w ciągu pół roku, musi płacić podatek. Podobnie jeśli sprzeda nieruchomość w ciągu pięciu lat od nabycia spadku. Wątpliwe jednak, by celem władzy było utrzymanie domu w rękach jednego rodu. Raczej chodzi o jego złupienie.

Co więcej, do obowiązującej w czasach księdza Delassusa zasady równego podziału spadku zbliża się nieco obecna zasada „zachowku”. Pewna część majątku przypada każdemu z dzieci czy innych bliskich – nawet jeśli zostali oni pominięci w testamencie (wyjątek stanowi formalne wydziedziczenie). Tego typu ograniczenia utrudniają zachowanie trwałego majątku rodzinnego.

 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie