Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   LIPCA   2020 r.
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Imieniny obchodzą:
Dominika, Łucja, Teresa
 
Polonia Christiana nr 55       PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO
Marcin Jendrzejczak

Nadzieja w prawdziwej rodzinie

Nadzieja w prawdziwej rodzinie

Współczesna para małżeńska z dziećmi to jedynie cień tradycyjnej familii, która od wieków stanowiła fundament cywilizacji chrześcijańskiej. My, wydziedziczeni ludzie XXI wieku, żyjemy w bladych pozostałościach takich rodzin.

 

 

Prawda o społeczeństwie znajduje się na antypodach utopii demokratycznej – pisał ongiś w książce Duch rodzinny w domu, społeczeństwie i państwie francuski ksiądz Henri Delassus (1836–1921). Ta utopia głoszona przez encyklopedystów i rozpowszechniana w świecie począwszy od rewolucji francuskiej, opiera się na całkowitej równości. Marzy się jej państwo społeczne, które uznaje jedynie jednostki i to jednostki społecznie równe. Nie tego chciał Bóg.

Tradycyjne chrześcijańskie społeczeństwo opierało się nie na jednostce, lecz na rodzinie. W spisach ludności nie liczono poszczególnych osób, ale tak zwane ogniska – czyli domy. Stanowiły one swego rodzaju królestwa w miniaturze. Zarządzane przez ojca posiadały niewyobrażalną dziś niezależność. Zgadzało się to z naturalnym porządkiem. Jak bowiem pisał w encyklice Rerum novarum Leon XIII, Rodzina, czyli społeczność domowa, jakkolwiek bardzo mała, jest jednak prawdziwą społecznością i jest starsza od wszelkiego państwa; winna też mieć prawa i obowiązki swoje niezależne od państwa.

Niezależność ta nie prowadziła bynajmniej do anarchii. Poszczególne rody współtworzyły społeczeństwo oparte na jedności w różnorodności i przypominające żywy organizm. Zniszczyli to rewolucjoniści – emancypując jednostkę i stawiając ją nagą wobec potężnego państwa‑Lewiatana.

Dziś przez rodzinę rozumiemy rodziców mieszkających razem z dziećmi. Jako taka cieszy się ona zasłużonym szacunkiem i wsparciem Kościoła. Pamiętajmy jednak, że tradycyjna, rodowa rodzina to coś o wiele większego i wspanialszego. I nie chodzi tylko o wielopokoleniową familię z licznymi i wzajemnie wspierającymi się kuzynami – więź rodzinna bowiem obejmuje również nieżyjących już przodków i praprzodków. A także potomków.

Członek rodu nie skupia się tylko na swym obecnym życiu. Przeciwnie: zdaje sobie sprawę, że – jak trafnie zauważa ksiądz Delassus – jego pradziad dostrzegał go z daleka wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu.

 

Rodzinny majątek

Utrzymanie i powiększenie rodzinnego majątku to główny obiekt starań osób należących do rodu. Nie ma mowy o sprzedaży rodzinnego domostwa. Kto tak czyni, okrywa się hańbą. To złodziej ograbiający kolejne pokolenia. Zarządzający rodowym majątkiem zdaje sobie sprawę, że odpowiada za jego wartość przed poprzednimi i przyszłymi pokoleniami. Świadomość tej odpowiedzialności motywuje go do ciężkiej pracy i oszczędności. Postawa taka, dziś rzadko spotykana, była – dowodzi ksiądz Delassus – powszechna w przedrewolucyjnej Francji. Stanowiła przeciwieństwo kastowej sztywności – umożliwiała bowiem awans społeczny. Awans oparty nie na mirażach kredytu i zadłużenia, lecz na wytrwałości, pracowitości i oszczędności.

We Francji czasów księdza Delassusa taki model już niemal nie istniał. Kłody pod nogi podkładało mu bowiem państwo, a konkretnie Kodeks Napoleona, ze swoim wymogiem równego podziału spadku między dzieci. Prowadziło to do parcelacji posiadłości i konieczności rozpoczynania w każdym pokoleniu niemal od nowa.

Także my, współcześni Polacy, musimy zgłaszać fiskusowi spadki i darowizny, nawet od najbliższej rodziny. Kto nie zrobi tego w ciągu pół roku, musi płacić podatek. Podobnie jeśli sprzeda nieruchomość w ciągu pięciu lat od nabycia spadku. Wątpliwe jednak, by celem władzy było utrzymanie domu w rękach jednego rodu. Raczej chodzi o jego złupienie.

Co więcej, do obowiązującej w czasach księdza Delassusa zasady równego podziału spadku zbliża się nieco obecna zasada „zachowku”. Pewna część majątku przypada każdemu z dzieci czy innych bliskich – nawet jeśli zostali oni pominięci w testamencie (wyjątek stanowi formalne wydziedziczenie). Tego typu ograniczenia utrudniają zachowanie trwałego majątku rodzinnego.

 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie