Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
04   KWIETNIA   2020 r.
Św. Izydora, Doktora Kościoła
Św. Platona
Św. Izydora, Doktora Kościoła
Św. Platona
Pierwsza Sobota
Imieniny obchodzą:
Benedykt, Mira, Wacław
 
Polonia Christiana nr 55       NASZE DZIEDZICTWO
Jacek Kowalski

Nauka historii dla nowoczesnej

Nauka historii dla nowoczesnej

Słowo „demokracja” odmienia się ostatnio na wszelkie sposoby. Coś jest anty-, coś znów prodemokratyczne. Co w takim razie z liberum veto? Albo z Rejtanem? Czyli z zablokowaniem sali obrad? No bo co, kurcze blade (żeby zacytować Mikołajka), kto tu rządzi?

 

 

U schyłku mocarstwowej Rzeczypospolitej Wespazjan Kochowski pomieścił w Psalmodii polskiej specjalny Psalm XI na mięszania i rozrywania sejmów:

1. Rzekł niesprawiedliwy sam w sobie aby grzeszył: a zmrużywszy oczy, nie chciał się oglądać na bojaźń Bożą.

2. Nie chciał zrozumieć przewrotności umysłu swego, ani uważał że w zgubie ojczyzny, i samemu zginąć przyjdzie.

3. I tak zdradliwie mówił przeciwko matce własnej; a gorszy pasierba, piersi te lżył, które go karmiły.

Literackim pendant tego posępnego obrazu mógłby być pochodzący niemal z tego samego czasu łaciński dialog , pióra marszałka Stanisława Herakliusza Lubomirskiego O daremności wszelkich rad, w którym Prawda obnaża sejmową Złudę:

ZŁUDA: Jutro za Boską pomocą zacznie się sejm (…)

PRAWDA: Jutro‑ć wprawdzie zacznie się, jeśli Bóg da, ale dobrze się nie skończy, jeśli ty nie dasz (…)

ZŁUDA: Wszyscy wprzód słuchali mszy wielkiej o Świętym Duchu.

PRAWDA: A przecie nie widzę, żeby co odebrali z darów Ducha Świętego oprócz różności języków (…)

ZŁUDA: Ale obiorę sobie konsyliarzów doświadczonych (…)

PRAWDA: Obaczysz wybornie poziewających, drzymiących, pokaszlujących (…) uczujesz ciężkie słów wydania (…) i wnosić będziesz roztropnie, aby jak najprędzej wszyscy przestali (…)

Za owym nieśmiertelnym senatorskim poziewaniem kryje się niewątpliwa, lecz cicha pewność własnych interesów: żeby było, jak było.

A przecież żaden z tych tekstów nie atakuje „demokracji szlacheckiej” jako takiej. Czyż którykolwiek z autorów wnosi o likwidację senatu albo zniesienie liberum veto? Bynajmniej! Lubomirski dowodzi pewnej nieuchronności, Kochowski zaś wciąż wierzy w system, pretensję mając tylko do zdeprawowanych jednostek, źródła „błędów i wypaczeń”.

Błąd myślenia? Ależ za każdym systemem faktycznie stoją ludzie. Na przykład monarchowie, którzy z początku – no, od Zygmunta I aż do Zygmunta III – bywało, że przy niektórych posunięciach o przychylność sejmu nie dbali, i jakoś im to uchodziło, nieraz z pożytkiem dla państwa. Także liberum veto przez wiele dekad funkcjonowało dobrze, bo… było możliwością nierealizowaną. Było teoretycznym zabezpieczeniem praw mniejszości. Zamiast przegłosowywać przeciwnika, większość musiała przekonać resztę, „ucierając” głosy. Aż do chwili, gdy ktoś nadużył prawa i zamiast „ucierać”, użył jednego głosu do zerwania obrad. Czy był to Janusz Radziwiłł? Tak powiadają, ale pewności brak. Promotorowie liberum veto działali przez „słupy”. Pierwszy z takowych to poseł upicki Władysław Wiktoryn Siciński, który miał działać na Radziwiłłowskie zlecenie. W roku 1652 nie zerwał wprawdzie obrad, tylko nie pozwolił ich przedłużyć poza przepisowy termin – i wyszedł, aby „zarejestrować” protest w odpowiednim urzędzie. Izba poselska mogła przejść nad tym do porządku dziennego, znalazł się jednak krzykacz, który rzecz rozdmuchał i – pisze Wespazjan Kochowski w swych Annales – po raz pierwszy przez zerwanie sejmu: ojczyzna bez obrony, Ukraina bez pokoju, żołnierze bez zasług, a Rzeczpospolita bez należytego bezpieczeństwa zostając, wydana była na łup nieprzyjacielowi, stała się pośmiewiskiem.

Gdybyż istniał wówczas Trybunał Konstytucyjny (i konstytucja)! Ten orzekłby zapewne… to, co byłoby zgodne z interesem mocodawców zasiadającej w nim większości.

 

Sejm (głucho)niemy

 

Wkrótce zrywanie sejmów stało się praktyką notoryczną. Z wyjątkami. Niedawno słyszeliśmy, jak współczesny polityk przywołał sejm „niemy” (jako głuchy…) z roku 1717, uważając go za wydarzenie zgoła straszne. Otóż niezupełnie straszne! Sejm nazwano niemym, bo brzmienie uchwał obie strony konfliktu (zbuntowani konfederaci i stronnictwo króla) uzgodniły jeszcze przed otwarciem obrad, po czym marszałek – w trosce o to, aby nikt nie przeszkodził zawartemu już porozumieniu – nikomu nie udzielił głosu. Prócz tragicznych precedensów o wymiarze międzynarodowym sejm ten przyniósł jednak pozytywny, doraźny skutek dla Rzeczypospolitej. Zauważmy, że nawet przy tej okazji nikt nie podważał zasady liberum veto (w tym ościenne mocarstwa, którym na takim stanie rzeczy zależało) – postanowiono ją tylko obejść.

A Trybunał Konstytucyjny (gdyby wtedy istniał) orzekłby… to, co byłoby wówczas wygodniejsze dla mocodawców zasiadającej w nim większości.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie