Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
23   LUTY   2020 r.
Św. Polikarpa, biskupa
Bł. Wincentego Frelichowskiego
Bł. Izabeli, królewny
Św. Polikarpa, biskupa
Bł. Wincentego Frelichowskiego
Bł. Izabeli, królewny
VII Niedziela zwykła
Imieniny obchodzą:
Polikarp, Romana, Damian
 
Polonia Christiana nr 57       FELIETONY
Grzegorz Braun

Nędza utylitaryzmu

Nędza utylitaryzmu

Najwyraźniej nie niepokoi prawicowo‑konserwatywnej publiki ani jej „panów od historii” – że ich „polityka historyczna” tak odrywa się od realiów przeszłości i abstrahuje od tradycyjnej moralności, jak marksistowska „ekonomia polityczna” od realnej gospodarki i zwykłej uczciwości.

 

Tę przykrą przypadłość tłumaczy w jakiejś mierze fakt, że utylitarne traktowanie historiografii, polityczna instrumentalizacja studiów nad przeszłością w poszukiwaniu mniemanych „konieczności”, których samo rozpoznanie miało służyć jako legitymacja do władzy – to przecież przez długi czas było niepodzielną domeną lewicy. Marks piszący o kolejnych odsłonach rewolucji światowej (przy okazji także z uznaniem o polskiej irredencie), Engels monografizujący protestancką wojnę chłopską i Lenin odwołujący się do pionierskich dokonań komuny paryskiej – wszyscy oni całkiem udatnie prezentowali się jako eksperci od „praw dziejowych”. I to działało – jako narzędzie szantażu emocjonalnego wobec z reguły przecież słabo zorientowanej publiki.


Problem w tym, że postaci zakwalifikowane przez takich selekcjonerów do „awangardy postępowej ludzkości”, nadal (po przepoczwarzeniu się sowieckiej komuny w postkomunę, a wreszcie neoeurokomunę) utrzymują wysokie pozycje w rankingu wzorców osobowych i wyroczni politycznych. Nawet publiczność katolicka, ba, także liderzy jej opinii (purpuratów nie wyłączając) zdają się w znacznej mierze ten ranking akceptować i przyjmować za swój. Odziedziczeni w spadku po PRL szermierze „postępu” i „praw człowieka”, funkcjonariusze, pożyteczni idioci i kondotierzy rewolucji światowej odbierają dziś pośmiertne hołdy od tych, którzy w wypadku ostatecznego zwycięstwa tej rewolucji mieliby utracić prawo głosu, majątek, a może i życie. Co gorsza, „rewizjonistyczne” zakusy w tej dziedzinie spotykają się ze świętym oburzeniem i energicznym potępieniem ze strony patriotów‑utylitarystów – najczęściej bez odnoszenia się do bezspornych faktów, ale z uwagą, że od świętości narodowych wara, bo naród ma prawo do dumy i potrzebuje pozytywnych wzorców. Rzucanie jaśniejszego światła na przykład na postaci zawodowych agentów‑prowokatorów i agitatorów‑bezbożników w dziele polskiej irredenty może spotkać się z samoobronną agresją patrioty‑katolika‑narodowca, który zareaguje niczym dziecko wobec perspektywy odebrania ukochanej przytulanki.


Skądinąd nic w tym dziwnego – żyjemy przecież w kraju, w którym historia pozostaje czynnikiem silnie aktywnym politycznie (wedle diagnozy Orwella: Who controls the past controls the future). Paradoksalnie, temu przecież zawdzięczamy nieustanne zabiegi mające na celu eliminowanie niewygodnych faktów z pola widzenia i zasięgu łatwego sprawdzenia (jak nieustanne retuszowanie życiorysów dawnych tajnych współpracowników SB i byłych członków PZPR w Wikipedii). Bo i w odniesieniu do tak zwanej świadomości narodowej ma zastosowanie ludowa mądrość: co z oczu, to z serca. Wszak tym właśnie zajmowały się od rana do wieczora liczne instancje komunistycznej administracji i służb pełniących obowiązki orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. W PRL na ten efekt pracowały rozmaite redakcje, ośrodki i instancje zależne od Wydziału Prasy i Propagandy KC PZPR i Głównego Zarządu Politycznego LWP – z Głównym Urzędem Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk jako komórką li tylko kontrolną, ale bynajmniej nie zwierzchnią czy zawiadowczą. Zniknięcie cenzury instytucjonalnej bynajmniej nie oznaczało kresu manipulacji przeszłością. Nie przypadkiem ideowy profil III RP określiło hasło jednej z pierwszych kampanii wyborczych: Wybierzmy przyszłość! (prezydent Kwaśniewski, TW „Kat”) i nie przypadkiem imperatyw ustalenia jednej wersji historii tak leżał na sercu „liderom opinii” (patrz: projekt historii konsensualnej Michnika‑Cimoszewicza).


Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie