Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
18   WRZEŚNIA   2019 r.
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Imieniny obchodzą:
Stanisław, Irena, Stefania, Józef
 
Polonia Christiana nr 57       FELIETONY
Grzegorz Braun

Nędza utylitaryzmu

Nędza utylitaryzmu

Najwyraźniej nie niepokoi prawicowo‑konserwatywnej publiki ani jej „panów od historii” – że ich „polityka historyczna” tak odrywa się od realiów przeszłości i abstrahuje od tradycyjnej moralności, jak marksistowska „ekonomia polityczna” od realnej gospodarki i zwykłej uczciwości.

 

Tę przykrą przypadłość tłumaczy w jakiejś mierze fakt, że utylitarne traktowanie historiografii, polityczna instrumentalizacja studiów nad przeszłością w poszukiwaniu mniemanych „konieczności”, których samo rozpoznanie miało służyć jako legitymacja do władzy – to przecież przez długi czas było niepodzielną domeną lewicy. Marks piszący o kolejnych odsłonach rewolucji światowej (przy okazji także z uznaniem o polskiej irredencie), Engels monografizujący protestancką wojnę chłopską i Lenin odwołujący się do pionierskich dokonań komuny paryskiej – wszyscy oni całkiem udatnie prezentowali się jako eksperci od „praw dziejowych”. I to działało – jako narzędzie szantażu emocjonalnego wobec z reguły przecież słabo zorientowanej publiki.


Problem w tym, że postaci zakwalifikowane przez takich selekcjonerów do „awangardy postępowej ludzkości”, nadal (po przepoczwarzeniu się sowieckiej komuny w postkomunę, a wreszcie neoeurokomunę) utrzymują wysokie pozycje w rankingu wzorców osobowych i wyroczni politycznych. Nawet publiczność katolicka, ba, także liderzy jej opinii (purpuratów nie wyłączając) zdają się w znacznej mierze ten ranking akceptować i przyjmować za swój. Odziedziczeni w spadku po PRL szermierze „postępu” i „praw człowieka”, funkcjonariusze, pożyteczni idioci i kondotierzy rewolucji światowej odbierają dziś pośmiertne hołdy od tych, którzy w wypadku ostatecznego zwycięstwa tej rewolucji mieliby utracić prawo głosu, majątek, a może i życie. Co gorsza, „rewizjonistyczne” zakusy w tej dziedzinie spotykają się ze świętym oburzeniem i energicznym potępieniem ze strony patriotów‑utylitarystów – najczęściej bez odnoszenia się do bezspornych faktów, ale z uwagą, że od świętości narodowych wara, bo naród ma prawo do dumy i potrzebuje pozytywnych wzorców. Rzucanie jaśniejszego światła na przykład na postaci zawodowych agentów‑prowokatorów i agitatorów‑bezbożników w dziele polskiej irredenty może spotkać się z samoobronną agresją patrioty‑katolika‑narodowca, który zareaguje niczym dziecko wobec perspektywy odebrania ukochanej przytulanki.


Skądinąd nic w tym dziwnego – żyjemy przecież w kraju, w którym historia pozostaje czynnikiem silnie aktywnym politycznie (wedle diagnozy Orwella: Who controls the past controls the future). Paradoksalnie, temu przecież zawdzięczamy nieustanne zabiegi mające na celu eliminowanie niewygodnych faktów z pola widzenia i zasięgu łatwego sprawdzenia (jak nieustanne retuszowanie życiorysów dawnych tajnych współpracowników SB i byłych członków PZPR w Wikipedii). Bo i w odniesieniu do tak zwanej świadomości narodowej ma zastosowanie ludowa mądrość: co z oczu, to z serca. Wszak tym właśnie zajmowały się od rana do wieczora liczne instancje komunistycznej administracji i służb pełniących obowiązki orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. W PRL na ten efekt pracowały rozmaite redakcje, ośrodki i instancje zależne od Wydziału Prasy i Propagandy KC PZPR i Głównego Zarządu Politycznego LWP – z Głównym Urzędem Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk jako komórką li tylko kontrolną, ale bynajmniej nie zwierzchnią czy zawiadowczą. Zniknięcie cenzury instytucjonalnej bynajmniej nie oznaczało kresu manipulacji przeszłością. Nie przypadkiem ideowy profil III RP określiło hasło jednej z pierwszych kampanii wyborczych: Wybierzmy przyszłość! (prezydent Kwaśniewski, TW „Kat”) i nie przypadkiem imperatyw ustalenia jednej wersji historii tak leżał na sercu „liderom opinii” (patrz: projekt historii konsensualnej Michnika‑Cimoszewicza).


Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie