Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
31   MARCA   2020 r.
Św. Balbiny, męczennicy
Św. Beniamina, męczennika
Św. Balbiny, męczennicy
Św. Beniamina, męczennika
Imieniny obchodzą:
Gwidon, Kornelia
 
Polonia Christiana nr 56       POLSKA
Kamil Sarzyński

Nowy rodzaj sił zbrojnych. Kto nas obroni?

Nowy rodzaj sił zbrojnych. Kto nas obroni?

Na sto tysięcy żołnierzy w polu może dziś stanąć około dwudziestu pięciu tysięcy. Czarnowidztwo? Nie. To opis faktów potwierdzany przez oficerów wysokiego stopnia. Polskie Siły Zbrojne potrzebują odbudowy zasobów ludzkich.

 

W czasie pokoju trzy polskie dywizje – 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana, 11. Dywizja Kawalerii Pancernej, 16. Pomorska Dywizja Zmechanizowana – liczą ponad dwadzieścia tysięcy żołnierzy. W przypadku wojny do tej liczby należy dodać jednostki zabezpieczenia i wsparcia. Nawet uwzględniając lotnictwo, marynarkę i jednostki specjalne, stan polskiego potencjału obronnego nie powinien napawać optymizmem. Liczebność Sił Zbrojnych RP nie odpowiada obecnemu poziomowi i charakterowi zagrożeń. Przed obronnością Polski stoją nie tylko wyzwania związane z modernizacją sił zbrojnych, ale i odbudowa zasobów ludzkich. Bez tego Wojsko Polskie może wyglądać dobrze tylko na papierze.

 

W roku 2008 do lamusa odeszła dobrze znana wielu zasadnicza służba wojskowa. Całkiem słusznie. Równocześnie jednak trzeba pamiętać, że obok regularnej armii zawodowej powinna istnieć silna, stale doskonaląca się rezerwa żołnierzy gotowych do służby zawsze, gdy tylko pojawi się taka konieczność. To właśnie jedna z podstawowych bolączek polskiej obronności. Sytuacja w tejże materii zamiast się polepszać, pogarsza się: roczniki rezerwy czynnej najzwyczajniej w świecie się starzeją. Nowych zaś nie ma.

 

O bezpieczeństwo trzeba dbać

Receptą na ten stan rzeczy może być armia obywatelska stanowiąca komponent Sił Zbrojnych RP. Takie formacje stanowią część sił zbrojnych prawie wszystkich państw NATO, począwszy od Stanów Zjednoczonych. II Poprawka do amerykańskiej konstytucji głosi jasno, iż dobrze zorganizowana milicja jest niezbędna dla istnienia wolnego państwa. Około trzydziestu procent żołnierzy amerykańskich jednostek wspierających i zabezpieczenia należy do Gwardii Narodowej. W jednostkach bojowych jest ich bez mała pięćdziesiąt procent.

 

Jednak amerykańska Gwardia Narodowa w czasie pokoju podlega gubernatorom poszczególnych stanów i nie stanowi części regularnej US Army, przeto nie można jej porównywać bezpośrednio do Sił Zbrojnych RP. W bliższym sąsiedztwie Polski – w Finlandii, udział liczebny jednostek obrony terytorialnej to aż osiemdziesiąt procent. W Szwajcarii siedemdziesiąt pięć procent, w Norwegii pięćdziesiąt procent, w Szwecji czterdzieści procent.

 

W tej perspektywie organizacja potencjału obronnego i czynnej rezerwy poprzez sformowanie komponentu Sił Zbrojnych w postaci Wojsk Obrony Terytorialnej wydaje się wręcz koniecznością. Rolę tej formacji powinno jasno wyznaczać zadanie uzupełnienia innych rodzajów wojsk. Nie ich zastępstwo. Potrzebujemy lekkiej piechoty na wzór jednostek desantowo‑szturmowych, znanych z czasów istnienia zasadniczej służby wojskowej, które szkolono do wspierania działań dywersyjnych.

Komu zależało i nadal zależy na tym, by jednostki takie nie powstały? Przypomnijmy fakty: dlaczego pośród wysokich rangą oficerów znajdujemy takich, którzy od samego początku ośmieszają i deprecjonują tworzące się jednostki OT, nazywając je na przykład weekendowymi komandosami? W gronie tych oficerów znajdziemy żołnierza odpowiedzialnego za praktyczną likwidację Dowództwa Wojsk Specjalnych. A warto pamiętać, że był to czas, gdy rosyjskie siły zbrojne utworzyły swoje Dowództwo Sił Specjalnych…

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie