Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
30   MARCA   2020 r.
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Imieniny obchodzą:
Amadeusz, Amelia, Kwiryn
 
Polonia Christiana nr 55       POLSKA

Od pacyfisty do niewolnika

Od pacyfisty do niewolnika

Wychowanie w duchu pacyfistycznym niszczy człowieka moralnie, rozbraja duchowo i demotywuje do działań wymagających zdecydowanej postawy, czyniąc go plastyczną masą w rękach inżynierów społecznych.

 

W Polsce już od dłuższego czasu bardzo popularne jest wychowywanie dzieci w całkowitym odcięciu od zabawek‑żołnierzyków czy innych zabawek w formie jakiejkolwiek broni. Przodują w tym niestety rodziny świadomie wychowujące swoje potomstwo i wkładające wielką staranność w ich rozwój. Nie jest to więc błąd zaniechania, tylko świadome i dość trudne, zwłaszcza w przypadku chłopców, działanie mające na celu utrwalenie zbioru zasad i skłonności bezpośrednio uderzających w naturę człowieka. Oczywiście mamy wiele skłonności naturalnych, z którymi słusznie walczymy, jednak czy powinno tak być i w tym przypadku?

 

Prawdą jest, że przemoc weszła w nasze życie poprzez grzech pierworodny. Jednak proste wnioskowanie z tego o jej istotowej niegodności nie jest już zgodne z rzeczywistością. Z tego samego bowiem powodu – z powodu grzechu – w nasze życie weszło cierpienie i praca w pocie czoła, a jednak widzimy, że przeżywane z pokorą i zrozumieniem ich sensu są one pełne zasługi dla każdego, kto je podejmuje z miłości. Nie inaczej jest z przemocą. Użycie jej w służbie dobra jest zasługą w oczach Boga.

 

Czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał

Warto przyjrzeć się z bliska, z czego możemy wnioskować o potrzebie zabaw z bronią u dzieci. Zaczynając od naszej natury, widzimy, że człowiek jako ssak wszystkożerny potrzebuje spożywać mięso, i to mięso świeże. Z tego zaś wynika potrzeba zabijania zwierząt przy pomocy broni. Nie jest to z pewnością rzecz estetyczna, jednak niezbędna dla życia.

 

Wiemy również, że z powodu upadku Adama wszedł w nasze życie grzech. Kain zamordował swojego brata i niestety do dziś znajduje on pośród nas wielu naśladowców. My zaś mamy prawo bronić własnego życia, jak również mamy obowiązek obrony słabszych. A siłę można powstrzymać tylko siłą.

 

Polska tradycja z dumą uczy o obrońcach wiary i ojczyzny używających brutalnej siły w służbie dobra. Od wojów Mieszka I po Żołnierzy Niezłomnych. Obowiązek ten jest tak samo ważny w czasie pokoju, gdy zajdzie potrzeba powstrzymania nielegalnej napaści. Umiejętności nabyte przez brata czy syna w młodości i broń w jego ręku mogą uratować życie, zdrowie i majątek rodziny. Bez zabaw w wojnę czy zajęć strzeleckich za młodu broń będzie dla dorosłego człowieka jak magiczne grzmiące kije zamiast być przedmiotem, którego należy umieć używać zgodnie z przeznaczeniem i zdrowym rozsądkiem.

 

Ileż wysiłku wkłada się w zajęcia pozalekcyjne: od muzyki i tańca po język chiński. Rozwijamy zdolności naszych pociech, wyposażamy je w umiejętności potrzebne w życiu dorosłym. Dlaczego więc w większości polskich domów w ogóle nie bierze się pod uwagę nauczenia dziecka obycia z bronią? Dlaczego zabrania się zabawek kojarzonych z wojną czy przemocą? Wydaje się, że główną przyczyną jest powszechne obecnie unikanie pokazywania dzieciom cięższej strony życia.

 

Dodatkowo sami w sposób niezawiniony jesteśmy pozbawieni tej umiejętności. Wychowani bez tradycji broni w domu nie możemy przekazać czegoś, czego nie mamy.

 

Skutkiem ubocznym wykluczenia zabaw z bronią czy w wojnę jest też wychowanie w pogardzie dla całej dziedziny życia: przedmiotów, a przede wszystkim ludzi związanych z bronią poprzez pasję, zawód czy powołanie. Sami bezbronni, nie szanujemy tych, którzy innych obronić potrafią. Widać to w lekceważącym uśmiechu matki, gdy synek zaciągnie ją do działu z zabawkami czy lekceważącym uśmiechu żony, gdy mąż wejdzie z nią do sklepu z bronią. Bezbronność wobec brutalnej przemocy to jakże często straszny skutek pacyfizmu matek.

 

Próby wychowania dziecka bez przemocy są przede wszystkim błędne z punktu widzenia teologii. Przemoc przemocy nierówna i popularne bon moty typu: Przemoc rodzi przemoc czy spirala nienawiści formują błędny obraz świata. To gorzej niż grzech – to błąd. A taki błąd źle uformowanego sumienia prowadzić może do prawdziwej tragedii: zarówno na poziomie rodzinnym, gdy w razie nielegalnej napaści trzeba bronić siebie lub innych, jak i na poziomie narodowym.

 

Pośród broni milczą prawa

Skutkiem jeszcze poważniejszym, a rzadko dostrzeganym, jest zniekształcenie kręgosłupa moralnego. A to wpływa na całość naszego życia duchowego, rodzinnego czy zawodowego. Jeśli pozbawimy młodego człowieka naturalnej skłonności do walki – zamiast ją uformować – pozbawimy go gotowości do ofiary w służbie dobra. Nie ma męczenników bez walki z własnymi słabościami. Nie ma odwagi cywilnej bez odporności na szantaż emocjonalny. Takie zaś postawy kształtują się w młodym człowieku właśnie podczas zabaw w rycerzy, w bohaterów.

 

Wynikiem opisanego powyżej wychowania jest magiczne podejście do broni, której używanie zastrzeżone zostaje tylko dla „profesjonalistów” z państwowych służb. Od tego już tylko krok do dwojakiego skutku.

 

Po pierwsze, jak uczy historia, społeczeństwa rozbrojone nie są w stanie posiadać skutecznych sił zbrojnych, czego skutki dostrzegamy dziś w mizerii Wojska Polskiego. Po prostu: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.

 

Po drugie, rozbrojeni stoimy tylko o krok od państwa nadużywającego przemocy wobec bezbronnych poddanych – niewolników właściwie. Warto zauważyć, że posiadanie broni i wychowywanie do jej posiadania zawsze było nieodłączną częścią budowania tak modnego dziś społeczeństwa obywatelskiego. Nie ma obywatela bez broni. Czy to w Atenach, czy w rzymskiej republice, czy w Rzeczypospolitej lub Koronie Brytyjskiej w czasach ich chwały.

 

Obywatel musi posiadać broń, bo w przeciwnym razie jest tylko tworzywem w rękach inżynierów społecznych. Tylko osoba fizycznie i duchowo gotowa do walki z samej natury, skłonna jest też ponieść ofiarę ze swojego życia. Zaryzykować wszystko. Człowiek bezbronny może tylko biernie dać się „kształtować” kolejnym ulepszaczom ludzkości.

 

Broń ustępuje prawom?

Każde nasze działanie podejmujemy w oczekiwaniu osiągnięcia założonego celu. Nie inaczej jest z wychowywaniem dzieci. Warto zadać sobie pytanie, do czego je wychowujemy: do idealnego świata czy do twardej rzeczywistości? Można ukrywać przed dzieckiem cierpienie, śmierć czy potrzebę użycia przemocy w służbie dobra. Wychowany w ten sposób młody człowiek nie będzie znał rzeczywistości i nie będzie umiał sobie z nią radzić. Bo niby skąd miałby wiedzieć, jak się zachować w trudnej sytuacji, jeśli nigdy nie był na nią przygotowywany? Prawdą jest, że w spokojnych czasach i w bezpiecznej okolicy przemoc ustępuje prawu. Niestety jednak nie zawsze są spokojne czasy – wiele też wskazuje, że obecny czas spokoju może się skończyć szybciej, niż się nam wydaje.

Skutki pacyfistycznego wychowania znamy aż za dobrze, oglądając nieporadność młodych ludzi w życiu rodzinnym, usłanym przecież nie tylko radością, ale też cierpieniem i wyrzeczeniem. Te problemy właśnie stąd się biorą. Wychowując pacyfistycznie, rozbrajamy (nomen omen) duchowo i fizycznie następne pokolenia, czyniąc je niezdolnymi do obrony rodziny czy państwa. A wtedy inni, nieskrępowani fałszywą ideologią, przemocą narzucą nam własne prawa i zwyczaje. My zaś nie będziemy w stanie obronić ani samych siebie, ani naszej wiary, tradycji, kultury i własności. Skończymy jako naród niewolników.

 

Jacek Hoga – prezes fundacji Ad Arma. Strzelec sportowy, trener szermierki historycznej, myśliwy, filister Korporacji Akademickiej Kujawja. Mąż i ojciec.

 

ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W 57 NR. MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie