Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
03   LIPCA   2020 r.
Św. Tomasza Apostoła
Św. Leona III, papieża
Św. Tomasza Apostoła
Św. Leona III, papieża
Pierwszy Piątek
Imieniny obchodzą:
Tomasz, Anatol, Jacek
 
Polonia Christiana nr 55       POLSKA

Od pacyfisty do niewolnika

Od pacyfisty do niewolnika

Wychowanie w duchu pacyfistycznym niszczy człowieka moralnie, rozbraja duchowo i demotywuje do działań wymagających zdecydowanej postawy, czyniąc go plastyczną masą w rękach inżynierów społecznych.

 

W Polsce już od dłuższego czasu bardzo popularne jest wychowywanie dzieci w całkowitym odcięciu od zabawek‑żołnierzyków czy innych zabawek w formie jakiejkolwiek broni. Przodują w tym niestety rodziny świadomie wychowujące swoje potomstwo i wkładające wielką staranność w ich rozwój. Nie jest to więc błąd zaniechania, tylko świadome i dość trudne, zwłaszcza w przypadku chłopców, działanie mające na celu utrwalenie zbioru zasad i skłonności bezpośrednio uderzających w naturę człowieka. Oczywiście mamy wiele skłonności naturalnych, z którymi słusznie walczymy, jednak czy powinno tak być i w tym przypadku?

 

Prawdą jest, że przemoc weszła w nasze życie poprzez grzech pierworodny. Jednak proste wnioskowanie z tego o jej istotowej niegodności nie jest już zgodne z rzeczywistością. Z tego samego bowiem powodu – z powodu grzechu – w nasze życie weszło cierpienie i praca w pocie czoła, a jednak widzimy, że przeżywane z pokorą i zrozumieniem ich sensu są one pełne zasługi dla każdego, kto je podejmuje z miłości. Nie inaczej jest z przemocą. Użycie jej w służbie dobra jest zasługą w oczach Boga.

 

Czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał

Warto przyjrzeć się z bliska, z czego możemy wnioskować o potrzebie zabaw z bronią u dzieci. Zaczynając od naszej natury, widzimy, że człowiek jako ssak wszystkożerny potrzebuje spożywać mięso, i to mięso świeże. Z tego zaś wynika potrzeba zabijania zwierząt przy pomocy broni. Nie jest to z pewnością rzecz estetyczna, jednak niezbędna dla życia.

 

Wiemy również, że z powodu upadku Adama wszedł w nasze życie grzech. Kain zamordował swojego brata i niestety do dziś znajduje on pośród nas wielu naśladowców. My zaś mamy prawo bronić własnego życia, jak również mamy obowiązek obrony słabszych. A siłę można powstrzymać tylko siłą.

 

Polska tradycja z dumą uczy o obrońcach wiary i ojczyzny używających brutalnej siły w służbie dobra. Od wojów Mieszka I po Żołnierzy Niezłomnych. Obowiązek ten jest tak samo ważny w czasie pokoju, gdy zajdzie potrzeba powstrzymania nielegalnej napaści. Umiejętności nabyte przez brata czy syna w młodości i broń w jego ręku mogą uratować życie, zdrowie i majątek rodziny. Bez zabaw w wojnę czy zajęć strzeleckich za młodu broń będzie dla dorosłego człowieka jak magiczne grzmiące kije zamiast być przedmiotem, którego należy umieć używać zgodnie z przeznaczeniem i zdrowym rozsądkiem.

 

Ileż wysiłku wkłada się w zajęcia pozalekcyjne: od muzyki i tańca po język chiński. Rozwijamy zdolności naszych pociech, wyposażamy je w umiejętności potrzebne w życiu dorosłym. Dlaczego więc w większości polskich domów w ogóle nie bierze się pod uwagę nauczenia dziecka obycia z bronią? Dlaczego zabrania się zabawek kojarzonych z wojną czy przemocą? Wydaje się, że główną przyczyną jest powszechne obecnie unikanie pokazywania dzieciom cięższej strony życia.

 

Dodatkowo sami w sposób niezawiniony jesteśmy pozbawieni tej umiejętności. Wychowani bez tradycji broni w domu nie możemy przekazać czegoś, czego nie mamy.

 

Skutkiem ubocznym wykluczenia zabaw z bronią czy w wojnę jest też wychowanie w pogardzie dla całej dziedziny życia: przedmiotów, a przede wszystkim ludzi związanych z bronią poprzez pasję, zawód czy powołanie. Sami bezbronni, nie szanujemy tych, którzy innych obronić potrafią. Widać to w lekceważącym uśmiechu matki, gdy synek zaciągnie ją do działu z zabawkami czy lekceważącym uśmiechu żony, gdy mąż wejdzie z nią do sklepu z bronią. Bezbronność wobec brutalnej przemocy to jakże często straszny skutek pacyfizmu matek.

 

Próby wychowania dziecka bez przemocy są przede wszystkim błędne z punktu widzenia teologii. Przemoc przemocy nierówna i popularne bon moty typu: Przemoc rodzi przemoc czy spirala nienawiści formują błędny obraz świata. To gorzej niż grzech – to błąd. A taki błąd źle uformowanego sumienia prowadzić może do prawdziwej tragedii: zarówno na poziomie rodzinnym, gdy w razie nielegalnej napaści trzeba bronić siebie lub innych, jak i na poziomie narodowym.

 

Pośród broni milczą prawa

Skutkiem jeszcze poważniejszym, a rzadko dostrzeganym, jest zniekształcenie kręgosłupa moralnego. A to wpływa na całość naszego życia duchowego, rodzinnego czy zawodowego. Jeśli pozbawimy młodego człowieka naturalnej skłonności do walki – zamiast ją uformować – pozbawimy go gotowości do ofiary w służbie dobra. Nie ma męczenników bez walki z własnymi słabościami. Nie ma odwagi cywilnej bez odporności na szantaż emocjonalny. Takie zaś postawy kształtują się w młodym człowieku właśnie podczas zabaw w rycerzy, w bohaterów.

 

Wynikiem opisanego powyżej wychowania jest magiczne podejście do broni, której używanie zastrzeżone zostaje tylko dla „profesjonalistów” z państwowych służb. Od tego już tylko krok do dwojakiego skutku.

 

Po pierwsze, jak uczy historia, społeczeństwa rozbrojone nie są w stanie posiadać skutecznych sił zbrojnych, czego skutki dostrzegamy dziś w mizerii Wojska Polskiego. Po prostu: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.

 

Po drugie, rozbrojeni stoimy tylko o krok od państwa nadużywającego przemocy wobec bezbronnych poddanych – niewolników właściwie. Warto zauważyć, że posiadanie broni i wychowywanie do jej posiadania zawsze było nieodłączną częścią budowania tak modnego dziś społeczeństwa obywatelskiego. Nie ma obywatela bez broni. Czy to w Atenach, czy w rzymskiej republice, czy w Rzeczypospolitej lub Koronie Brytyjskiej w czasach ich chwały.

 

Obywatel musi posiadać broń, bo w przeciwnym razie jest tylko tworzywem w rękach inżynierów społecznych. Tylko osoba fizycznie i duchowo gotowa do walki z samej natury, skłonna jest też ponieść ofiarę ze swojego życia. Zaryzykować wszystko. Człowiek bezbronny może tylko biernie dać się „kształtować” kolejnym ulepszaczom ludzkości.

 

Broń ustępuje prawom?

Każde nasze działanie podejmujemy w oczekiwaniu osiągnięcia założonego celu. Nie inaczej jest z wychowywaniem dzieci. Warto zadać sobie pytanie, do czego je wychowujemy: do idealnego świata czy do twardej rzeczywistości? Można ukrywać przed dzieckiem cierpienie, śmierć czy potrzebę użycia przemocy w służbie dobra. Wychowany w ten sposób młody człowiek nie będzie znał rzeczywistości i nie będzie umiał sobie z nią radzić. Bo niby skąd miałby wiedzieć, jak się zachować w trudnej sytuacji, jeśli nigdy nie był na nią przygotowywany? Prawdą jest, że w spokojnych czasach i w bezpiecznej okolicy przemoc ustępuje prawu. Niestety jednak nie zawsze są spokojne czasy – wiele też wskazuje, że obecny czas spokoju może się skończyć szybciej, niż się nam wydaje.

Skutki pacyfistycznego wychowania znamy aż za dobrze, oglądając nieporadność młodych ludzi w życiu rodzinnym, usłanym przecież nie tylko radością, ale też cierpieniem i wyrzeczeniem. Te problemy właśnie stąd się biorą. Wychowując pacyfistycznie, rozbrajamy (nomen omen) duchowo i fizycznie następne pokolenia, czyniąc je niezdolnymi do obrony rodziny czy państwa. A wtedy inni, nieskrępowani fałszywą ideologią, przemocą narzucą nam własne prawa i zwyczaje. My zaś nie będziemy w stanie obronić ani samych siebie, ani naszej wiary, tradycji, kultury i własności. Skończymy jako naród niewolników.

 

Jacek Hoga – prezes fundacji Ad Arma. Strzelec sportowy, trener szermierki historycznej, myśliwy, filister Korporacji Akademickiej Kujawja. Mąż i ojciec.

 

ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W 57 NR. MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie