Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
PONIEDZIAŁEK 16 GRUDNIA
Św. Adelajdy, cesarzowej
Bł. Marii od Aniołów
Św. Adelajdy, cesarzowej
Bł. Marii od Aniołów
Imieniny obchodzą:
Adelajda, Zdzisław, Albina
 

Od Würzburga do Drogi Synodalnej. Niemcy realizują plan sprzed niemal 50 lat

Data publikacji: 2019-11-21 06:30
Data aktualizacji: 2019-11-21 06:57:00
OPINIE

Władze Kościoła katolickiego w Niemczech 1. grudnia rozpoczynają rewolucję. Na Drodze Synodalnej, nieformalnym synodzie organizowanym ze świeckimi, zamierzają odrzucić wiele fundamentalnych elementów nauczania Kościoła i zbliżyć się do protestantów. Plan, który chcą zrealizować, nie jest nowy. Został skrupulatnie opracowany niemal 50 lat temu, na Synodzie Würzburskim. Wtedy zablokował go Rzym i papieże. Co zrobi Franciszek?

 

 

„Potrzeba” niemieckiego synodu

 

W 2010 roku w Kościele katolickim w Niemczech rozpoczął się tak zwany Gesprächsprozess. Przez pięć lat niemieccy biskupi i świeccy debatowali o reformach, jakie w ich ocenie należy przeprowadzić w Kościele celem zażegnania kryzysu nadużyć seksualnych i jego skutków. Proces zakończył się w roku 2015 w Würzburgu. Jego uczestnicy uznali, że trzeba zorganizować niemiecki synod, który w założeniu w pełni wprowadzi Kościół we współczesność. Najwięksi zapaleńcy chcieli działać od razu, ale władze kościelne stwierdziły, że nie nadszedł jeszcze właściwy czas. Postanowiono czekać – aż do teraz.

 

 

Droga Synodalna – ku głębokiej protestantyzacji

 

1. grudnia Niemcy rozpoczynają Drogę Synodalną. To proces organizowany przez Konferencję Episkopatu Niemiec (DBK) i Centralny Komitet Niemieckich Katolików (ZdK). Nie jest to synod sensu stricto, bo biskupi i świeccy będą równi liczebnie i dysponować będą takim samym prawem głosu. Uchwały Drogi Synodalnej, która ma potrwać dwa lata, z natury rzeczy nie mogą być prawnie zobowiązujące; prawdopodobnie dopiero poszczególni biskupi będą wcielać je w życie w swoich diecezjach.

 

Założenia są radykalne. Na zebraniu plenarnym DBK zimą 2019 roku przedstawiono docelowy kierunek. Idzie o: 1) rewizję rozumienia władzy w Kościele, która ma skutkować oddaniem części kompetencji przynależnych dotąd biskupom w ręce świeckich, zwłaszcza w obszarze sądownictwa; 2) zmiany w celibacie w postaci dopuszczenia żonatych mężczyzn do święceń kapłańskich (tzw. viri probati); 3) nowe rozumieniem roli kobiet w Kościele, zwłaszcza poprzez przekazanie im części władzy administracyjnej, ale także ewentualne dopuszczenie ich do diakonatu i ewentualnie prezbiteriatu, a jeżeli to byłoby niemożliwe, wprowadzenie nowych rodzajów posługi bez święceń (kobiety miałyby głosić kazania, chrzcić, przewodniczym pogrzebom itp.); 4) odrzucenie nauczania moralnego Kościoła w dziedzinie seksualności poprzez nowe odczytani Pisma Świętego i etyki seksualnej w duchu współczesnej nauki (zwłaszcza ideologii gender).

 

Wszystko to miałoby odbyć się w ramach procesu decentralizacji Kościoła. Plan ten nie jest jednak nowy. Wszystkie te postulaty zostały przedstawione w nieco tylko innej formie już niemal 50 lat temu, na Synodzie Würzburskim obradującym w latach 1971-1975.

 

 

Korzenie Synodu Würzburskiego

 

Synod Würzburski był zgromadzeniem wszystkich biskupów ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec oraz świeckich delegatów. Rzecz odbywała się poza ramami prawa kanonicznego, na co Niemcy otrzymali zgodę św. Pawła VI. Pod kierunkiem ówczesnego przewodniczącego Episkopatu, arcybiskupa Monachium kard. Juliusa Döpfnera, zorganizowano osiem spotkań, w których udział wzięło 312 osób, w tym 140 świeckich, w większości demokratycznie wybieranych przez organizacje katolickie. Synod jako swój cel przedstawił dostosowanie Kościoła katolickiego do rzeczywistości powojennego świata, tak, by ewangelizacja mogła być prowadzona jak najskuteczniej; zgromadzeni zastanawiali się nad tym, jak w życie wprowadzić nauczanie Soboru Watykańskiego II. Szybko okazało się jednak, że nie idzie wcale o same dokumenty soborowe, ale raczej o „ducha” Soboru, to znaczy o te postulaty, których progresistom nie udało się na Vaticanum II przepchnąć wcale lub które zostały w mało dla nich satysfakcjonujący sposób okrojone. Bezpośrednim impulsem zwołania Synodu Würzburskiego stało się cykliczne spotkanie niemieckich katolików, duchownych i świeckich, tak zwany Katholikentag, odbywający w roku 1968 w Essen. Spotkanie przebiegało w cieniu encykliki Humanae vitae św. Pawła VI, która podtrzymała z całą mocą zakaz stosowania antykoncepcji. Niemieccy katolicy byli tym zakazem oburzeni; pod ich presją biskupi wydali jeszcze w samym 1968 Deklarację z Königstein, w której dopuścili „w pewnych wypadkach” stosowanie antykoncepcji, o ile chcący to czynić wierny uznał w swoim sumieniu, że ma do tego prawo. Na esseńskim Katholikentagu zrodziła się zatem idea zwołania niemieckiego synodu, który miałby pomóc w szybkim pójściu naprzód w kierunku protestanckim, realizując rzekomego soborowego „ducha”.

 

 

Agenda Würzburga

 

Wśród kwestii, którymi zajął się synod, kluczowe są cztery – te same, co na Drodze Synodalnej.

 

Po pierwsze, zebrani postanowili zmienić podział władzy w Kościele, posługując się sofistycznie obrazem Kościoła jako Ludu Bożego. Szło wprost o przełamanie koncentracji na kapłanach, czyli o walkę z tak zwanym klerykalizmem. W praktyce postawiono postulat między innymi głębokich zmian funkcjonowania sądów kościelnych; wprowadzono rady duszpasterskie i parafialne, delegując do świeckich część kompetencji przynależnych poprzednio prezbiterom. Chodziło też o znalezienie miejsca dla żonatych diakonów stałych.

 

Po drugie, Synod Würzburski podjął kwestię żonatych kapłanów, określanych już wtedy jako viri probati. Dominowały głosy przekonujące, że wielu katolickich mężczyzn ma powołanie do kapłaństwa, ale już nie do bezżenności, stąd proponowano wprowadzenie nowego rodzaju księdza, którego nie obowiązywałby celibat. Ten postulat, choć cieszył się na synodzie poparciem większości świeckich i niemałej części biskupów, ostatecznie całkowicie przepadł wskutek sprzeciwu części hierarchów.

 

Po trzecie, biskupi i świeccy wezwali do przemyślenia sprawy diakonatu kobiet. Stwierdzono, że obecna sytuacja pastoralna zdaje się uzasadniać udzielanie kobietom święceń diakonatu, tym więcej, że – mówiono – w Kościele starożytnym, zwłaszcza na Wschodzie, takie święcenia były. Według Synodu Würzburskiego diakonisy nie uczestniczyły w liturgii wyłącznie ze względu na rozpowszechnione w tamtej epoce poglądy na rolę kobiet w społeczeństwie i rodzinie; dzisiejsze czasy miałyby wprost domagać się zmiany tej sytuacji. Odmawianie kobietom święceń, twierdzili zebrani, jest pozbawione uzasadnienia teologicznego. O prezbiteriacie kobiet wypowiadano się dalece ostrożniej.

 

Po czwarte, zajął się synod kwestiami rodziny, małżeństwa i moralności seksualnej. Postawiono sprawę rozwodników w nowych związkach, ostatecznie apelując o „pójście naprzód” i przemyślenie możliwości dopuszczenia ich do Komunii świętej. Zdaniem synodu wykluczanie rozwodników z sakramentów pokuty i Eucharystii rodzi bolesne napięcie i nie odpowiada dzisiejszym czasom i współczesnemu rozumieniu Bożego miłosierdzia. Biskupi i świeccy odrzucili możliwość życia w powtórnym związku we wstrzemięźliwości, uznając ją za nieżyciową i niemal niemożliwą do zrealizowania. Zgromadzeni pochylili się też nad sprawą antykoncepcji; synod wypowiedział się z jednej strony dość ostrożnie i docenił wagę Humane vitae Pawła VI, ale zarazem… odesłał do Deklaracji z Königstein, która papieską encyklikę po prostu odrzucała.

 

Synodalna klęska i nadzieja na nowe

 

Uchwały Synodu Würzburskiego dotyczące podziału władzy, roli kobiet i moralności seksualnej wraz z innymi uchwałami o mniejszej wadze zostały przedłożone Stolicy Apostolskiej w formie tak zwanych wotów. Było to konieczne, bo tematyka dotyczyła przecież prawa kanonicznego i nauczania Magisterium, stąd Niemcy nie mogli dokonywać żadnych samodzielnych zmian. Większość z wotów – a złożono ich łącznie 16 – pozostała bez odpowiedzi; niektóre zostały wprost odrzucone, a tylko drobną część Kuria Rzymska rozpatrzyła pozytywnie. Niemcy byli głęboko rozczarowani. Jak wspomina ówczesny szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików, Friedrich Kronenberg, było jasne, że niemieckie reformy musiałaby poprzedzić głęboka zmiana eklezjologiczna. Progresiści oczekiwali na konstytucję apostolską, która zmieni zasady funkcjonowania Kościoła, na nowo definiując relacje między Stolicą Apostolską a poszczególnymi episkopatami. Odpowiadającej oczekiwaniom Niemców konstytucji jednak się nie doczekano; w 1983 roku wyszedł nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, a w 1988 roku konstytucja Pastor bonus reformująca Kurię Rzymską. Zmian było wiele, ale o rewolucji pożądanej przez progresistów – nie było mowy. Pontyfikat Jana Pawła II i Benedykta XVI pogrzebał na długie lata nadzieje dominującej części uczestników Synodu Würzburskiego.

 

 

Za Franciszka – do przodu, czyli ku przepaści

 

Tuż po objęciu tronu Piotrowego papież Franciszek obwieścił plan decentralizacji Kościoła katolickiego. Poszczególne episkopatu miałyby otrzymać część administracyjnych i doktrynalnych (sic) kompetencji dotąd przynależnych Stolicy Apostolskiej. Zgodnie z eklezjologią głoszoną przez niemieckiego kardynała Waltera Kaspera, mającego duży wpływ na obecnego Ojca Świętego, należy inaczej postrzegać relację między Kościołem powszechnym a Kościołami lokalnymi, stawiając akcent nie tyle na pierwszeństwo tego pierwszego, co raczej na równoczesność wszystkich.

 

Papieskie zapowiedzi szybko okazały się faktami. Ogłoszona w 2016 roku posynodalna adhortacja apostolska Amoris laetitia zawierała dwuznaczne passusy, które pozwoliły progresywnym episkopatom dokonywać wielkich zmian w swoich krajach. Niemcy – i nie tylko o oni – niemal natychmiast dopuścili do Komunii świętej rozwodników w nowych związkach, realizując tym samym pierwszy z konkretnych postulatów Synodu Würzburskiego. Powołując się na ten sam dokument i otrzymując oficjalną i wyraźną zgodę papieża dopuścili do Komunii także niektórych protestantów; to rozwiązanie tylko dla ich kraju, co pokazuje jak na dłoni realizację zasady decentralizacji. W przestrzeni niemieckojęzycznej co żwawsi harcownicy dokonują już także quasi-oficjalnej reinterpretacji homoseksualizmu; diecezja Graz-Seckau w Austrii publicznie przyznała, że jeden z jej kapłanów pobłogosławił parę lesbijską; jak podał rzecznik diecezji, podstawą stała się adhortacja Amoris laetitia. Z kolei zakończony w październiku Synod Amazoński zajął się kolejnymi tematami, na których zależało Synodowi Würzburskiemu: ojcowie synodalni wezwali papieża do otwarcia drogi do wyświęcania żonatych na kapłanów (viri probati) oraz do ponownego przemyślenia diakonatu kobiet. Zmianom miałaby też ulec rola świeckich w amazońskich wspólnotach, co realizuje częściowo postulat nowego podziału władzy.

 

 

Praedicate evangelium

 

Cytowany już Friedrich Kronenberg nie ma żadnych wątpliwości, że na tak przygotowanym gruncie Niemcy będą mogli rozpocząć swoją rewoltę. W artykule opublikowanym na półoficjalnym portalu Konferencji Episkopatu Niemiec napisał on, że Droga Synodalna to tak naprawdę powtórzenie zgromadzenia z lat 1971-1975.

 

„Kuria w Rzymie milczała przez prawie pięćdziesiąt lat na temat wotów Wspólnego Synodu Biskupstw w Republice Federalnej Niemiec, Synodu Würzburskiego. Teraz, gdy Konferencja Episkopatu Niemiec i Centralny Komitet Niemieckich Katolików chcą wkroczyć na Drogę Synodalną, to milczenie zostanie przerwane” - stwierdził dosłownie.

 

Były szef ZdK wyraził też pełne przekonanie (sic), że Franciszek pozwoli Niemcom na autorskie zmiany i udzieli im formalnej lub nieformalnej dyspensy od przepisów prawa kanonicznego; gdyby tego nie zrobił, twierdzi Kronenberg, to zaprzeczyłby samej istocie swojej agendy, którą autor widzi właśnie w decentralizacji. Wówczas pontyfikat Franciszka okazałby się po prostu… klęską.

 

Pozostaje wszakże jeszcze jeden punkt: prawne zakotwiczenie nowej eklezjologii. Kronenberg przyznaje w swoim tekście, że cały czas istnieje potrzeba ogłoszenia konstytucji apostolskiej, która zreformuje wreszcie Kurię Rzymską według progresywnych zapatrywań. I także to jest już w realizacji. Praedicate evangelium – tak nazywa się dokument, który ma zastąpić konstytucję Pastor bonus i w ten sposób spełnić nadzieje wyrażane jeszcze na Synodzie Würzburskim. W marcu tego roku jeden z czołowych wówczas współpracowników papieża w dziele reformy Kurii, kard. Rodriguez Maradiaga, mówił, że sednem Praedicate evangelium będzie „odwrócenie piramidalnej struktury Kościoła” z papieżem na szczycie a Kościołami lokalnymi na dole; Kościoły lokalne właśnie mają zyskać „pewien autorytet doktrynalny”.

 

 

Niczego więcej im już nie trzeba

 

Niemcom niczego więcej nie trzeba. Mają nadzieję, że dzięki Amoris laetitia, Synodowi Amazońskiemu, i nowej konstytucji o Kurii Rzymskiej otworzą się przed nimi drzwi do dokonania totalnego zerwania z Magisterium przy jednoczesnym zachowaniu formalnej więzi z Watykanem. W niedawnym wywiadzie dla „New York Timesa” kardynał Raymond Leo Burke mówił, że szczególną cechą współczesnego kryzysu Kościoła katolickiego jest odmowa Franciszka umacniania braci w wierze. Papież pozwala na to, by część Kościoła odrzucała depozyt wiary. Z kolei kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, powiedział przy okazji swojej ostatniej bytności w Polsce, że „kryzys w Kościele jest tak ogromny, jakbyśmy już nie wiedzieli czego nauczać; jakbyśmy nie mieli doktryny, objawienia i depozytu wiary”.

 

To prawdziwe słowa. Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI wiedzieli, że nie mogą pozwolić na to, by część Kościoła dokonywała tak strasznego spustoszenia, jednocześnie głosząc wierność wobec następcy Piotra. Dziś dewastatorzy prawdy wiary mają wolną rękę, a w samym Watykanie na Mszy świętej obok Pana Jezusa Chrystusa czczona jest za zgodą liberalnego kręgu hierarchów pogańska Pachamama. „My dzisiaj zdradzamy Jezusa tak jak Judasz. Ale jednocześnie znajdujemy się w czasie uczniów udających się do Emaus – jesteśmy zrozpaczeni, ale w naszej rozpaczy i zamęcie przychodzi do nas Chrystus. I przeprowadza nas przez nie objaśniając swoją historię. To jest lectio divina. A podróż kończy się przy świętym stole, Eucharystii” - mówił w Polsce kardynał Sarah.

 

Tak jest. Trwajmy.

 

 

Paweł Chmielewski

 
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
mały
Jestem pewien ....nawet nie chce mi się tego uzasadniać....że Niemcy po tym co zrobią...to nawet "zakrętu nie złapią"....prawdopodobnie będzie z nimi tak jak ze wschodnim państwem pruskim....i żeby się coś o nich dowiedzieć trzeba będzie otwierać tomy historyczne.....tylko nie wiem czy ktoś o nich napisze....tak jak o Babilonie gdzie zgodnie z przekleństwem Bożym pies z kulawą łapą nie będzie się miał gdzie zatrzymać.....rzeka wyschła a miasto cud ówczesnej architektury pogrążył piach pustyni. Amen.
Eugeniusz
To wyciaganie poszczegolnych "cegielek" z budowli Kosciola Katolickiego ,czego przykladem jest juz Kosciol w Niemczech ,stanowi poczatek lawinowej "rozbiorki " misternie budowanego od ponad 2000 lat przez Ojcow i wiernych Chrystusowej Wspolnoty , Krolestwa Bozego naZiemi.
Bondaree
Ustalenia tego quasi-synodu czy raczej sabatu, powinni spisać na kartce i przybić tę kartkę do drzwi jakiejś katedry. To byłby taki tradycyjny, niemiecki akcent dopełniający tę farsę.
taki tam
czym Kościół Katolicki bedzie się różnić od Ewangelików Luteran lub innych sekciarzy? Każdy wyjdzie na ambonę i będzie głosił swoją naukę Czyli jak on to widzi Kobieta Rozwodnicy Homofobo Kościół w tej formie stanie się nieatrakcyjny i nowa odsłona wiary polegnie na ołtarzu new adge Mam nadzieję że Kościół przy pomocy Ducha Św i Chrystusa odnajdzie drogę ja to nazywam Klasyczną .
Zwyciestwo
No coz, to jest wiele razy zapowiadane przez ludzi, wizjonerow, swietych ktorzy byli w swym zyciu blisko Pana i blisko ludzi wierzacych. Apostolowie zostawiali rodziny i szli za Jezusem a wielu duchownych zostawia Chrystusa dla dogodzeniu swojej woli. Jesli ktos ma oczy i patrzy to widzi ze ten swiat w zawrotnym tempie pedzi ku zagladzie. Szatan zbiera swoje zniwo. A nam prawdziwie wierzacym zostala modlitwa rozancowa i koronka do milosierdzia bozego i nie bujmy sie z tego korzystac, bo to moze nas tylko ocalic.
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY