Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
07   KWIETNIA   2020 r.
Św. Jana Chrzciciela de la Salle
Św. Jana Chrzciciela de la Salle
Imieniny obchodzą:
Donat, Herman, Klara, Rufin
 
Polonia Christiana nr 7       Rozmowa
Rozmowa z o. Łucjanem Królikowskim OFMConv.

Od zawsze czuję się dzieckiem Maryi

Od zawsze czuję się dzieckiem Maryi

Jak Ojciec po tylu latach wspomina swój dom rodzinny?

– Mój dom był przede wszystkim bardzo ciepły, patriotyczny. Tatuś rządził w domu sprawiedliwie, z powagą i pogodą ducha. Mamusia była uosobieniem dobroci i cierpliwości… Moi rodzice byli raczej milczący, ale wnosili dużo dobra w nasze wychowanie. Muszę powiedzieć, że właściwie nie mieli z nami wielkiego kłopotu, bo byli dla nas tak dobrzy, że my staraliśmy się nie robić im przykrości.

Urodziłem się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, ale w tamtym czasie nie były one jeszcze odzyskane. Należały do Niemców. Mój Tatuś powołany został do wojska niemieckiego, jednak pod Verdun uciekł na stronę francuską, do gen. Józefa Hallera. Potem tata walczył jeszcze w Powstaniu Wielkopolskim.

Starsza ode mnie cztery lata siostra Władzia była dla nas, trzech braci, natchnieniem. Należała do Sodalicji Mariańskiej i do harcerstwa. Bardzo często śpiewała w domu harcerskie i żołnierskie piosenki. Do dziś słyszę, jak śpiewa hymn Sodalicji Mariańskiej, który był programem całego jej życia: Królowej swej ja wierność przysięgałam i odtąd służyć tylko będę Jej. Ją sobie też za Matkę swą obrałam i całą ufność swą złożyłam w Niej… Potem tę pieśń śpiewały także polskie dzieci-sieroty w Libanie, w Afryce, w USA i Kanadzie. Tyle lat minęło, a mnie ta pieśń wciąż wyciska łzy z oczu.

 

Z tego, co możemy przeczytać w Ojca wspomnieniach, łatwo zorientować się, że był to dom bardzo religijny…

– Tak było. W codziennym pacierzu modliliśmy się za członków rodziny, którzy polegli w walce o wolną Ojczyznę. Każdego dnia modliliśmy się razem przy stole przed i po posiłku. Na nas, dzieciach największe wrażenie robiło to, jak Tata, który jako piekarz całe noce pracował, klękał do modlitwy. Był zazwyczaj zmęczony. Nieraz podczas modlitwy zasnął, ale trwał. Trwał na kolanach przed Bogiem. Mamusia prowadziła nas na nabożeństwa, na roraty wcześnie rano. Bez względu na pogodę każdego dnia szliśmy, i to daleko, do kościoła. Rodzice dopingowali nas swoim dobrym przykładem. Nie przypominam sobie, żeby opuścili kiedyś niedzielną Mszę św.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj