Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   LIPCA   2020 r.
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Imieniny obchodzą:
Dominika, Łucja, Teresa
 
Polonia Christiana nr 55       NASZE DZIEDZICTWO
Jakub Majewski

Ostatnia szarża Polaków

Ostatnia szarża Polaków

W siodle, przy szabli, z karabinem Polacy zdolni są do najwspanialszych wyczynów – niestety, również w złej sprawie. Zawsze jednak w pięknym stylu.

 


1 marca 1945 roku miała miejsce ostatnia zwycięska szarża kawaleryjska drugiej wojny światowej. Szarży tej dokonali – jakżeby inaczej? – polscy kawalerzyści. Wielu z nich było weteranami września 1939 roku, więc w pewien symboliczny sposób bitwa ta stanowiła rewanż polskiej kawalerii za wszystkie propagandowe pomyje, które wylano na tę formację po przegranej kampanii wrześniowej. Ci, którym wroga propaganda zarzucała desperackie ataki z szablą na czołgi, teraz zmietli z pola walki silnie umocnionego wroga dysponującego potężną siłą ognia – niemalże jak pod Somosierrą. Bitwa miała wszelkie zadatki, aby przejść do historii polskiego oręża. Niestety, Polacy służyli komunistom. Należeli do Ludowego Wojska Polskiego.

 

Pamiętać o komunistach?


Ludowe Wojsko Polskie nie cieszy się wielką renomą w patriotycznej pamięci. Jest w tym wielka słuszność, gdyż właśnie tak zwani kościuszkowcy byli militarnym trzonem kolaboranckiego PRL‑u. Jakże więc wspominać ludzi, których trud – choćby i ponoszony w najlepszych intencjach – przyniósł nam pół wieku okupacji i zmiany w polskiej mentalności tak dogłębne, że do dziś jeszcze musimy się leczyć?

Tak więc, z punktu widzenia polityki LWP nie przyniosło nam wyzwolenia, a jedynie kolejną okupację: powód do wstydu raczej niż dumy. Z kolei z punktu widzenia wojskowego, kościuszkowcy byli zbyt nieliczni na tle całości sowieckich wojsk, a na dodatek często fatalnie dowodzeni. Sowiecką doktrynę wojskową cechowało lekceważenie strat, więc nawet zwycięskie bitwy często okazywały się krwawymi jatkami.

Symboliczna dla całej formacji była bitwa pod Romanowem – przepraszam, pod Lenino, gdyż taką nazwę musi do dziś jeszcze cierpieć stara posiadłość Radziwiłłów. Rocznicę tej przegranej bitwy, w której wojsko generała Berlinga utraciło niemal ćwierć swego początkowego składu, aż do 1991 roku szumnie obchodzono jako Dzień Wojska Polskiego. Wiele innych działań LWP można opisać podobnie – nic nie odejmując dzielności poszczególnych żołnierzy – ich walki były pasmem niepotrzebnych krwawych bitew, najczęściej bez większego znaczenia dla całej wojny.

Ten jeden jedyny raz, gdy LWP mogło w pozytywny sposób wpłynąć na sytuację, miał miejsce we wrześniu 1944 roku w Warszawie, kiedy żołnierze tej formacji przeprowadzili krótkotrwały desant w celu wsparcia powstania warszawskiego. Do dziś trwa debata, czy porażka tej operacji wynikała z błędów dowodzenia, czy z braku wsparcia na skutek odgórnej niechęci wobec możliwości zwycięstwa powstańców. Szybko nastąpiła ewakuacja, po czym polskim żołnierzom w służbie komunistów pozostało już tylko stać i patrzeć przez długie tygodnie na dogorywającą stolicę. Na wybrzeżu gdańskim w Warszawie do dzisiaj stoi Pomnik Kościuszkowców, przedstawiający żołnierza dramatycznie wyciągającego rękę w stronę Wisły. Ilekroć przechodziłem obok tegoż pomnika, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że artysta przemycił w nim iście subwersyjną w czasach PRL‑u myśl: żołnierz wygląda jakby walczył z jakąś niewidzialną ręką, która trzymając go za kołnierz, powstrzymuje od dalszego marszu.

 

A jak było z Somosierrą?


Z drugiej jednak strony, jeśli przekreślamy dorobek bojowy kościuszkowców, czy nie powinniśmy jednocześnie przekreślić dorobku wojsk polskich walczących u boku krwawego rewolucjonisty, Napoleona Bonaparte? Wszak jeśli Księstwo Warszawskie było mniej szkodliwym ideologicznie bytem od PRL‑u, to wyłącznie dlatego, iż w swoich wschodnich posiadłościach Francuzi nie upierali się aż tak bardzo przy wprowadzaniu wszystkich nowinek rewolucji – a i tak wprowadzili ich wiele. To właśnie Napoleonowi zawdzięczamy wprowadzenie po raz pierwszy w historii Polski tak szkodliwej nowości, jak ślub cywilny i rozwód. Zresztą cały kodeks praw Księstwa stanowił niewyobrażalną dla nas dzisiaj rewolucję mentalną. Oznaczał on bowiem przekreślenie całego dorobku polskiej tradycji prawnej, której najbliższą dzisiaj analogią byłoby brytyjskie common law – tak odległe od sztywnych kodeksów prawnych panujących na kontynencie. I właśnie ta tradycja została zastąpiona już na zawsze przez system prawa kontynentalnego, co sprawiło, że dziś ledwo jesteśmy w stanie zrozumieć schematy myślenia naszych przodków.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie