Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
09   LIPCA   2020 r.
Św. Weroniki Giuliani
Św. Augustyna Zhao Rong
Św. Weroniki Giuliani
Św. Augustyna Zhao Rong
Imieniny obchodzą:
Adrian, Sylwia, Zenon
 
Polonia Christiana nr 54       ŚWIAT
Valdis Grinsteins

„Pojednanie” na rzecz destrukcji

„Pojednanie” na rzecz destrukcji

Plan Rewolucji dla Ameryki Południowej zakładał (i wciąż zakłada) utworzenie w tamtejszych krajach rządów komunistycznych lub przynajmniej komunistom przychylnych.

 

Komunistyczne partyzantki w Ameryce Południowej poniosły militarną porażkę. Nie zniechęciło to jednak bynajmniej sił Rewolucji, które natychmiast przekierowały lewackie ruchy na ścieżkę polityczną, aby kontynuowały dzieło zniszczenia choć w inny, powolniejszy sposób.

 

Jaskrawego przykładu pomocnika Rewolucji w tej materii dostarcza dwukrotny wenezuelski prezydent Rafael Caldera. Ów typowy przedstawiciel deformacji ideologicznej, jakiej dopuściła się południowoamerykańska chrześcijańska demokracja, był jednym z największych sprzymierzeńców lewicy katolickiej i walczących komunistów. Gdy pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku wenezuelska partyzantka została całkowicie pokonana, nikt inny jak właśnie zasiadający wówczas w fotelu prezydenckim Caldera zajął się „pacyfikacją”. Polegała ona na wywiezieniu partyzantów z dżungli i obsadzeniu ich na pozycjach urzędniczych pod pretekstem dania im „drugiej szansy”. Podczas swej kolejnej kadencji Caldera równie mocno przysłużył się komunistom, zwalniając z więzienia Hugo Chaveza, którego czekała jeszcze wieloletnia odsiadka za udział w zamachu stanu. Wkrótce po wyjściu na wolność Chavez objął urząd prezydenta.

 

Obecnie obserwujemy działania kolejnego rządu na rzecz rewolucji antychrześcijańskiej, a zarazem na szkodę społeczeństwa, które ów rząd wybrało. Mowa o Kolumbii i zachodzącym tam „procesie pokojowym”.

Choć militarnie pokonana, kolumbijska partyzantka komunistyczna wciąż pozostaje groźna, aczkolwiek nie ma obecnie możliwości objęcia władzy i zepchnięcia kraju w otchłań komunizmu. Partyzanci mogą sobie pozwolić na dalszą działalność, ponieważ dysponują znacznymi zasobami finansowymi. Komunistyczne partyzantki w Ameryce Południowej są bowiem w istocie kartelami narkotykowymi.

Podobnie jak w przypadku Wenezueli kolumbijscy partyzanci opuszczają dżunglę, by znaleźć zatrudnienie na rządowych posadach, by zostać posłami bądź przynajmniej członkami partii politycznych. Jeśli więc mówi się tu o „drugiej szansie” to chyba tylko w kontekście możliwości dalszego prowadzenia antychrześcijańskiej rewolucji.

 

Mobilizacja aktywistów      

 

Kolumbijski prezydent Juan Manuel Santos Calderón wraz z rządem kolumbijskim rozpoczął w roku 2012 w Norwegii „pokojowe” negocjacje z terrorystyczną partyzantką FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii). Jak zwykle bywa w takich przypadkach, media – niczym orkiestra pod dyrekcją jednego dyrygenta – miały „zapomnieć” o jednych sprawach, by podkreślać inne, a to w celu umożliwienia kryminalistom znalezienia swego miejsca w społeczeństwie obywatelskim. Dziennikarze szczególnie unikali takich określeń jak: handlarze narkotyków czy porywacze. W ten sam sposób „zapominano” również o marszach protestacyjnych, które w wielu kolumbijskich miastach gromadziły tysiące osób sprzeciwiających się porwaniom dokonywanym przez komunistyczną partyzantkę. Media tak przedstawiły wojnę z terrorystami, jakby chodziło o wojnę domową. W ten sposób łatwiej było postrzegać poddanie się kryminalistom jako „pokój między braćmi”.

Trudno było przekonać kolumbijską opinię publiczną, by osoby, które przez pięćdziesiąt lat porywały, kradły, zabijały i podkładały bomby, nagle uzyskały powszechne przebaczenie bez poniesienia kary za zbrodnie, ba, wręcz aktywnie współtworzyły życie społeczne. A co jeszcze bardziej skandaliczne, nikt nie pojmował, dlaczego bohaterowie wojenni, jak pułkownik Hernán Mejía Gutiérrez, trafiali do więzień za nieudowodnione, rzekome zbrodnie, podczas gdy prawdziwi przestępcy, których zbrodnie były ogólnie znane i dowiedzione, pozostali wolni, a nawet mieli pełnić funkcje publiczne.

W roku 2013 rozmowy „pokojowe” przeniesiono do Hawany, a w sierpniu 2016 roku poznaliśmy ostateczny tekst porozumienia. Postanowienia były dla katolickiej opinii publicznej niezwykle trudne do przyjęcia. Zawierały bowiem zapisy jawnie szkodliwe dla zdrowego społeczeństwa, jak choćby postanowienie realizacji radykalnej reformy rolnej i podniesienia podatków czy wprowadzenie w szkołach obowiązkowych kursów edukacji seksualnej i nauczania ideologii gender.

 

Ostatecznie traktat „pokojowy”, który należałoby raczej nazwać traktatem poddania się państwa przestępcom, nie został zaakceptowany. Władze ogłosiły więc w tej sprawie powszechne referendum.

W waszych rękach jako Kolumbijczyków będzie decyzja, czy poprzecie waszym głosem to historyczne porozumienie. Obiecałem wam ostatnie słowo w tej kwestii i tak właśnie będzie – zapowiedział prezydent Kolumbii, wyznaczając datę referendum na 2 października 2016 roku.

 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie