Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
10   KWIETNIA   2020 r.
Św. Fulberta, biskupa
Św. Michała de Sanctis
Św. Fulberta, biskupa
Św. Michała de Sanctis
Wielki Piątek
Imieniny obchodzą:
Makary, Michał
 
Polonia Christiana nr 71       POLSKA

Prof. Grzegorz Kucharczyk: czekając na Manuelę

Prof. Grzegorz Kucharczyk: czekając na Manuelę

Jak rzadko spotyka się dziś dobrego pisarza – nawet pośród laureatów nagrody Nobla.

 

Każda rewolucja polityzuje wszystko, bo polityka (zwłaszcza mocno zideologizowana) ma być według kolejnych pokoleń rewolucjonistów panaceum na wszystkie dotychczasowe bolączki świata.

 

Pierwsza w ciągu wielkich rewolucji protestancka reformacja była pod tym względem wzorcowa. Zanegowanie przez Marcina Lutra sakramentalnego charakteru małżeństwa i jego twierdzenie, że nic, co dotyczy prawa małżeńskiego, nie należy do Ewangelii, oznaczało, że odtąd wszystko w zakresie prawa małżeńskiego będzie zależeć od państwa. A cóż dopiero powiedzieć o przypisanej przezeń władcom świeckim roli biskupów z konieczności! Tam, gdzie zwyciężyła reformacja, polityka (czytaj: władca świecki jako summus episcopus) miała panować nad religią. Słowa naszego króla Zygmunta Augusta – nie będę królem waszych sumień – wypowiedziane do protestantów domagających się ustanowienia w państwie jagiellońskim „Kościoła narodowego”, były deklaracją człowieka cywilizacji łacińskiej, przeciwrewolucjonisty.

 

Rewolucja francuska, która zgodnie z deklaracją jednego z jakobińskich deputowanych, miała intencję rozpoczęcia świata na nowo, polityzowała wszystko – od pomiaru czasu (w nowym kalendarzu republikańskim) po edukację (dzieci należą do republiki – orzekł Danton). Polityka miała dominować nad moralnością, bo tak należy rozumieć deklarację Robespierre’a o wprowadzeniu we Francji po obaleniu monarchii rządów cnoty. Odtąd, co jest cnotą, miał określać Komitet Ocalenia Publicznego, a w praktyce jednoosobowo „Nieprzekupny”. Republika – jak mawiał Saint-Just, prawa ręka jakobińskiego dyktatora – miała stać się żarliwą wspólnotą. To polityka miała wyznaczyć przedmiot właściwego kultu i wyznaczyła „Najwyższą Istotę”.

 

Choć dziewiętnastowieczne Kulturkampfy pozbawione były takiej skali krwawego terroru, jaki panował pod rządami cnoty w rewolucyjnej Francji, również wtedy polityka skutecznie (jak się okazało) wdarła się w sferę edukacji oraz w prawo obywateli do swobodnego stowarzyszania się i wybierania własnej drogi życiowej (taki był wszak sens serii antyzakonnych legislacji przyjmowanych w Prusach, we Francji, Piemoncie i Portugalii od drugiej połowy XIX wieku do początku minionego stulecia).

 

Przed takim rewolucyjnym zaufaniem polityce jako uniwersalnemu panaceum z charakterystyczną dla siebie przenikliwością przestrzegał Zygmunt Krasiński: Polityka nie zdaje się nam na nic. Tak jak do bankierstwa, zmysłu do niej nie posiadamy. Gdy się w politykę wdajem, wpadamy w demagogię, w centralizację, w anarchię lub w królewszczady niekrólewskie, w zbrodnie lub śmieszność.

 

A propos demagogii i śmieszności, warto zacytować słowa wypowiedziane niedawno przez nową noblistkę Olgę Tokarczuk. Przebywając w Niemczech, gdzie zgodnie z rytuałem przestrzeganym przez wszystkie „niezależne umysły” przybywające z Polski do naszego zachodniego sąsiada, wyraziła zaniepokojenie duszną atmosferą wymuszającą u polskich autorów autocenzurę (czyżby myślała o postępowaniu rektora UMK?), po czym dodała tonem afirmatywnym: Jestem polityczna w najszerszym wymiarze rozumienia polityki. Dzisiaj polityczne stało się to, co jemy, jak żyjemy, jak zwracamy się do innych. Czyli podstawowe aspekty naszego życia.

 

I na koniec zupełnie niepolityczna uwaga. Czytając Dzienniki Sandora Maraia – wybitnego węgierskiego pisarza, naprawdę markowego (chciałoby się dodać: bo bez Nobla), natrafiłem na taki zapisek z roku 1974: Borges. Jak rzadko spotyka się dobrego pisarza! Ma siedemdziesiąt cztery lata, jest półślepy, mieszka w Argentynie, pracuje jako bibliotekarz, od lat typowany do Nagrody Nobla, ale od lat przyznają ją szczwanym wyłudzaczom.

Czekamy więc na Manuelę Gretkowską…

 

 

Grzegorz Kucharczyk

 

Tekst ukazał się z 71. numerze dwumisięcznika Polonia Christiana

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie