Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   LIPCA   2020 r.
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Imieniny obchodzą:
Dominika, Łucja, Teresa
 
Polonia Christiana nr 54       EKONOMIA

System demoralizacji za pomocą dotacji

System demoralizacji za pomocą dotacji

Kiedy kilkanaście lat temu w referendum Polacy mieli zdecydować, czy chcą, by ich kraj dołączył do Unii Europejskiej, przekonywano ich na wiele sposobów. Jednych po prostu kupowano, kolejnych wabiono mirażami dobrobytu, innych wreszcie bałamucono rozmaitymi, skleconymi na tę okazję sloganami reklamowymi.

 

Katolików przekonywano, że Polska zyska szansę reewangelizacji Zachodu, który odcina się od swych chrześcijańskich korzeni, a patriotów wciąż czujących obawę przed cieniem ponurego Wschodu – że członkostwo w UE zapewni nam bezpieczeństwo. Jednak jednym z głównych argumentów na rzecz rezygnacji z własnej suwerenności i wejścia w struktury tworzonego po traktatach z Maastricht i Nicei europejskiego superpaństwa były miliardy euro, które w postaci dotacji przyznawanych w ramach rozmaitych unijnych programów miały trafić do zapóźnionej po latach komunizmu Polski i umożliwić jej „awans cywilizacyjny”.

 

Dla przeciwników Anschlussu – takich, jak piszący te słowa – oczywiste było, że pieniądze te, nawet jeśli trafią do naszego kraju, przysporzą mu co najmniej tyle samo problemów, co korzyści. Przede wszystkim dlatego, że dotacje unijne tworzą system powszechnej demoralizacji społeczeństwa.

 

Na dłuższą metę, są one szkodliwe dla gospodarki, uzależniając poszczególne jej gałęzie (jak na przykład rolnictwo) od czynników pozarynkowych. Stają się elementem zarządzania o charakterze konstruktywistycznym i centralistycznym, a to – jak wiemy z historii – musi skończyć się źle. System, w którym możliwe jest otrzymanie dotacji nie za szczególnie ważną z punktu widzenia wspólnoty wyższego rzędu pracę, ale za coś będącego jej odwrotnością – czyli bezczynność, na przykład za ugorowanie pola czy redukcję produkcji albo pogłowia hodowanych zwierząt, musi zostać uznany za głęboko demoralizujący.

 

Po drugie, dotacje sprawiają, że pragnący je otrzymać upatrują prawdziwego, nadrzędnego centrum decyzyjnego gdzieś poza Polską, godząc się na sprowadzenie swojego kraju do rangi prowincji, która odprowadza część swych dochodów do centrali, a stamtąd wraz z funduszami otrzymuje nakazy i zakazy.

 

Po trzecie, następuje uzależnienie krajowych instytucji, władz lokalnych i różnych organizacji od funduszy, które mogą być przyznane przez urzędników, a także odebrane z powodu niespełniania pewnych standardów, pośród których coraz większą rolę pełnią wewnątrzunijne zasady oparte na skrajnie egalitarnej i radykalnie liberalnej ideologii wyznawanej przez większość brukselskich elit.

Po czwarte, system dotacji unijnych tworzy całą kastę urzędników, decydujących – na różnych szczeblach – o kierunku, w którym płyną strumienie pieniędzy, i monitorujących ich wykorzystanie.

 

Grupa owa pozostaje praktycznie poza wszelką kontrolą. Przez ręce ludzi, którzy ją tworzą, przepływają ogromne środki, co wiąże się z licznymi benefitami i wielką władzą. W ten sposób Bruksela zyskuje wiernych i lojalnych pretorianów, niewidzących dla siebie żadnej przyszłości poza unijnymi strukturami.

 

Po piąte, każde finansowe wsparcie jakiegoś projektu przez instytucje UE wiąże się z przeznaczeniem określonej kwoty na powiadomienie o tymże wsparciu. W ramach owej autopromocji stawia się tablice, drukuje materiały informacyjne (przy czym zazwyczaj tak się składa, że zarabiają na tym krewni i znajomi królika) a także – co szczególnie istotne – wykupuje się ogłoszenia w prasie i zamawia audycje w radiu i telewizji. W ten sposób kupuje się przychylność mediów i lojalność dziennikarzy.

 

Po szóste wreszcie, w ramach rozmaitych programów wspiera się te tak zwane organizacje pozarządowe, te fundacje czy te instytucje kultury, które realizują zadania wynikające z równościowej ideologii Unii, a nawet ją propagujące. W ten sposób konstytuuje się w poszczególnych krajach „elitę” oświeconych „Europejczyków” z jednej strony uzależnioną od unijnych funduszy, z drugiej – rozpowszechniającą postępowe idee. Do czego przydaje się taka „elita”, widzimy od roku, kiedy trwa przywoływanie do porządku (za pomocą czynników zewnętrznych i wewnętrznych właśnie) rządu PiS, który nie dość gorliwie podporządkowywał się nakazom Brukseli i jej głównego sponsora – Berlina.

 

 

Piotr Doerre

 

Artykuł został opublikowany w 54 nr. styczeń-luty 2017, magazynu "Polonia Christiana". 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie