Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
WTOREK 19 MARCA
Św. Józefa, Oblubieńca NMP
Bł. Marcela Callo
Św. Józefa, Oblubieńca NMP
Bł. Marcela Callo
Imieniny obchodzą:
Bogdan, Józef, Józefina
 

Tomasz A. Żak: W teatrze jak na wojnie [FELIETON]

Data publikacji: 2019-03-12 05:00
Data aktualizacji: 2019-03-14 15:50:00
OPINIE
fot. Michał460 [Public domain]

W Teatrze Polskim we Wrocławiu właśnie słychać dzwonek przed kolejnym aktem dramatu. Tam od lat, niemal modelowo, etos artystycznej służby Ojczyźnie wypala się niczym kwasem. Po roku 2016 wydawało się, że uda się wypędzić „złe duchy”. Niestety... Może gdyby zmienić nazwę tego teatru, to by to wszystko tak Polaków nie bolało.

 

Nie ma sensu znów przypominać przedbyłego dyrektora, tzw. nowoczesnego Mieszkowskiego, jego tzw. kariery i jeszcze bardziej tzw. dokonań. Nie ma również powodu, aby teraz analizować, co zrobił dobrze, co źle i czy w ogóle mógł lepiej, były już dyrektor Cezary Morawski.    

 

Bardziej zasadnym byłoby zastanowić się nad rolą, jaką w procesie gangrenowania tej sceny odgrywa „piąta kolumna” tzw. teatru w podziemiu i niespełna dwudziestoosobowy związek zawodowy o jakże proletariackiej nazwie – „Inicjatywa Pracownicza”. A przy tym powinniśmy wiedzieć, jak to możliwe, że takie „inicjatywy”, na to co robią mają środki i wciąż o nich głośno w mediach „głównego ścieku”.

 

Wszystko to ważne, szczególnie, gdy ma się świadomość proporcji tego całego towarzystwa i jego publiczności do liczby pracowników instytucji z siedzibą przy ul. Zapolskiej oraz ludzi od lat wykluczanych z możliwości korzystania z oferty teatru, bo nie tylko obraża ich uczucia religijne i patriotyczne, ale jest po prostu na żenująco niskim poziomie warsztatowym. W efekcie, co zresztą jest bolesną normą nie tylko we Wrocławiu, cała kultura wygląda tak, jakby to ogon merdał psem.

 

No, ale mamy dzwonek, bo zarząd województwa dolnośląskiego 8 marca zakończył przyjmowanie ofert na stanowisko nowego dyrektora Teatru Polskiego. Niby normalna procedura, ale przecież coś się w międzyczasie wydarzyło i wydarza, a i sam konkurs, jak i przewidywany skład komisji konkursowej, wymagają komentarza na zasadzie: „Co ci przypomina widok znajomy ten?”.

 

Najpierw, już w listopadzie ub. roku, nominalnym szefem nieszczęsnej wrocławskiej sceny został Kazimierz Budzanowski, związany zawodowo z tym miejscem już trzy dekady i „od zawsze” w gronie ludzi zarządzających. Jak to się mawia – dyrektorzy się zmieniają, a ten pan wciąż na topie. Zanim nowy/stary zarządzający zadbał o alibi w kwestiach tzw. twórczych, czyli powołał reżysera Krzysztofa Kopkę na swego pełnomocnika ds. artystycznych, to kandydatem na objęcie schedy po dyr. Morawskim miał być inny twórca teatralny, znany aktor i reżyser Jan Szurmiej. Bardzo szybko jednak zmuszono go do wycofania się z tego pomysłu, obrzucając błotem i odsądzając od czci i wiary, jak to jest praktykowane od dawna we Wrocławiu wobec wszystkich, którzy nie pasują do towarzystwa rządzącego tam kulturą od czasów prezydenta Zdrojewskiego. Szurmiej skomentował to na swym profilu FB:     

 

Otóż w kontekście awantur o Teatr Polski we Wrocławiu, które dotknęły mnie również osobiście. Atak na pracowników i aktorów pracujących w Teatrze. Atak na młodych aktorów wchodzących po raz pierwszy na scenę. Pogarda dla ich ciężkiej pracy. Hejty, konfabulowanie, manipulacja, podgrzewanie złej atmosfery wokół Teatru Polskiego, zakamuflowany antysemicki atak na moją osobę i moje osiągnięcia w teatrze.

 

Urząd Marszałkowski „klepnął” nominację Kopki, a ten, pierwsze co zrobił, to pokłonił się Krystianowi Lupie, wychowawcy lokalnych hunwejbinów rewolucji kulturowej. Człowiekowi, który wielokroć z obrzydzeniem mówił o Polsce, również zagranicą. Temu reżyserowi, którego pozbył się dyr. Morawski, a który to za czasów Mieszkowskiego otrzymywał horrendalne gaże nie za pracę, a jedynie za ewentualną do niej gotowość.  I pomimo, że tak jeden, jak i drugi pan, od początku są jedynie przejściowymi zarządzającymi Teatrem Polskim, to nie trudno zauważyć, że wraz z nimi zaczęło tu wracać i straszyć stare.

 

W efekcie znów pierwszoplanową postacią dla mediów, swoistym arbitrem do spraw wszelakich stał się reprezentant tzw. teatru w podziemiu, polonista Piotr Rudzki, wyjątkowy przykład antypolskiego i antychrześcijańskiego „wzmożenia ideologicznego”. Zacytujmy raz jeszcze Jana Szurmieja: Piotr Rudzki - jedyna „wyrocznia", jak Teatr Polski powinien funkcjonować i co w nim powinno się pojawić pod względem artystycznym, anektując sobie prawo do jedynej wizji teatralnej.

 

Dzisiaj Rudzki, nie czekając na konkurs już „ustawia” przyszłego dyrektora, a jednocześnie próbuje narzucić organizatorowi konkursu partykularną opcję personalną komisji konkursowej. Warto posłuchać:

 

Mam taką nadzieję, że jeśli zostanie ogłoszony konkurs, to będzie przejrzysty, a reprezentanci ministerstwa kultury i Urzędu Marszałkowskiego [Ministerstwo małymi literami, a Urząd Marszałkowski dużymi to nie błąd korekty –  taż] będą głosowali zgodnie z kwalifikacjami kandydatów. W pierwszej odsłonie tego konkursu jedynymi ludźmi z 9 członków komisji konkursowej, którzy znali się na teatrze jako instytucji, byli Krystian Lupa, Paweł Łysak, i ja.

 

No i po bolszewicku straszy: 

 

Mam nadzieje, że po wyborach parlamentarnych profesor Gliński przestanie być ministrem kultury i zastąpi go ktoś otwarty, kto będzie promował kulturę polską, a nie tylko jej część nakierowaną jedynie na tak zwany patriotyzm i tak zwany katolicyzm.

 

Drugi dzwonek w Teatrze Polskim we Wrocławiu wybrzmiał. Do konkursu na stanowisko dyrektora zgłosiło się sześć osób. Ich nazwiska poznamy za kilka tygodni i nie ma sensu spekulować, kto zacz. Teraz Zarząd Urzędu Marszałkowskiego pracuje nad skompletowaniem składu komisji konkursowej. Zgodnie ze stalinowską wiekopomna wykładnią wyborczą, nieważni są kandydaci, ale ci, którzy będą liczyć głosy. Gorzka ta refleksja jest jak najbardziej uzasadniona, kiedy przyjrzymy się przebiegowi i wynikom szeregu konkursów dyrektorskich ostatnich lat w instytucjach kultury, a teatrach przede wszystkim. Tak naprawdę Polska nie wygrała ani jednego z tych konkursów. No, może, redukując nieco poziom wymagań, z trudem moglibyśmy wymienić ze dwa takie miejsca. Tym  bardziej warto patrzeć na to, jak będzie to wyglądało we Wrocławiu, w instytucji skądinąd współprowadzonej przez MKiDN.

 

Komisja ma się składać z dziewięciu osób, a wśród nich znajdą się przedstawiciele samorządu województwa, resortu kultury, stowarzyszeń twórczych i dwóch związków zawodowych działających w teatrze – NSZZ „Solidarność” i owej Inicjatywy Pracowniczej. Ta, krytykowana od dawna formuła (m.in. przez ZASP) wręcz zachęca do „nieczystej gry”. Sprawa była by transparentna, jak to się ładnie mawia, gdyby po pierwsze każdy z podmiotów zewnętrznych powołanych do zasiadania w komisji był reprezentowany przez jedną osobą, a przedstawiciele podmiotowej instytucji byli by reprezentowani proporcjonalnie. Tutaj mamy „dziwne” parytety ilościowe, które wcale nie odzwierciedlają interesu instytucji artystycznej (już na wejściu przewagę głosów mają urzędnicy z zewnątrz) oraz sytuację, w której niespełna 20 osób tzw. Inicjatywy ma tyle samo głosów, co ponad setka związkowców z „Solidarności”. Po drugie jest jeszcze mętna woda stowarzyszeń twórczych. Mętna, gdyż obok oczywistego przedstawiciela ZASP, w ostatnich latach dokooptowuje się do grona komisyjnego reprezentantów różnych organizacji paratwórczych. Na przykład mamy Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów. To oczywista bzdura, aby zadekretować (faktycznie tak się stało w 2016 r.!?), że ktoś wykonuje „zawód dyrektora”. To jak za głębokiej komuny. Dlaczego nie uwzględniać innych przyteatralnych zawodów, których przedstawiciele zakładając swoje organizacji z definicji dostawali by prawo do zasiadania w komisjach konkursowych. Niechby tacy głowni księgowi, albo inspicjenci, albo kierownicy techniczni… To można ciągnąć naprawdę długo.

 

Tymczasem inkryminowane dyrektorskie stowarzyszenie ewidentnie reprezentuje opcję, która preferuje światopogląd daleki od polskiej racji stanu, co jego członkowie udowodnili wielokrotnie i poprzez swoje indywidualne „dokonania” i jako grupa. Złowieszczym przykładem jest suflowany skądinąd na członka wrocławskiej komisji konkursowej, Paweł Łysak. To właśnie ten hunwejbin nawołuje władze miast i gmin, krzycząc, że te muszą zdać sobie sprawę, że to na nich dziś spoczywa odpowiedzialność za kulturę w Polsce. Oczywiście, chodzi o kulturą odpolaczania i demoralizacji, a w zasadzie antykulturę, co doskonale definiuje się w działalności Łysaka, dyrektora warszawskiego Teatru Powszechnego, gdzie wystawiono bolszewicką w swych przesłaniach „Klątwę”, a wcześniej dyrektora teatru w Bydgoszczy, gdzie zrealizowano równie paskudną i bluźnierczą „Naszą przemoc i waszą przemoc”.

 

Kiedy w Teatrze Polskim usłyszymy trzeci dzwonek, może już być za późno. Zgodnie z planem Urzędu Marszałkowskiego nowy dyrektor powinien rozpocząć pracę w dniu kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej.  

 

Tomasz A. Żak

 

 

 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
Daleko
Tak ciężko zrozumieć, że Wrocław jest daleko od podlubelskich wsi, również kulturowo?
Druh Ryszard
c.d. Dlaczego w tej sytuacji skład komisji konkursowej nie jest tak ważny ? Ano dlatego, że kandydaci na dyrektora reprezentują mniej więcej ten sam albo podobny program "artystyczny", więc stanowią jakby klony tego samego. Obojętnie kogo wybierze komisja to będzie wybór pozorny, bo wszyscy prezentują taką samą "szkołę" artystyczną i "wizję", która urąga potrzebom ludzi, którzy chodzą do teatru aby obcować ze sztuką a nie jej parodią albo wynaturzeniem. Dawnej był teatr awangardowy, który z natury rzeczy zaspakajał potrzeby nielicznych szukających "szoku" artystycznego, a dla wszystkich pozostałych był taki jaki sobie ludzie wyobrażali i potrzebowali, czyli bliski ich życia i potrzeb wyższego "rzędu", czyli obcowania z prawdziwą sztuką. Obecnie nie ma teatrów gdzie byłby repertuar klasyczny, a nawet jeśli jest "klasyka", to ubarwiona i zmieniona przez reżyserów którzy uważają, że są mądrzejsi od autorów. Obecnie jest tylko "awangarda", normalności nie ma !!!
Druh Ryszard
W związku z tym całym "zamieszaniem" wokół stanowiska dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, nasuwa się pytanie. Czy w Polsce są jeszcze twórcy teatralni reżyserzy którzy potrafią i wiedzą jak wystawiać klasykę na scenie teatralnej ? Jeśli nawet takowi są, to który z nich się "odważy" startować w konkursie na to stanowisko ? Przecież ludzie "teatru", to dość nieliczne środowisko, z swej natury hermetyczne, każdy z nich wie, jak się zakończyła "dyrekcja" Cezarego Morawskiego. Jestem przekonany, że żaden nie znajdzie się "porządny" reżyser, który by chciał się zmierzyć z tzw. "układem", które de facto rozdaje karty we wszystkich liczących się scenach teatralnych w Polsce. Ów mityczny układ zaakceptuje tylko "swego" kandydata, każdy inny wybrany przez komisję konkursową będzie kontestowany przez nich. Przecież z porządnego człowieka, którym jest Cezary Morawski, zrobiono malwersanta finansowego. Uważam, że w tej sytuacji skład komisji nie jest aż tak ważny.