Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
WTOREK 15 PAŹDZIERNIKA
Św. Teresy z Avila, Doktora Kościoła
Św. Aurelii, pustelnicy
Św. Teresy z Avila, Doktora Kościoła
Św. Aurelii, pustelnicy
Imieniny obchodzą:
Teresa, Jadwiga, Eustachy, Tekla
 
Rozmowa z jednym z ostatnich żyjących świadków obławy augustowskiej

„Widziałem jak ofiary obławy augustowskiej wieźli na śmierć”

Data publikacji: 2019-07-12 06:01
Data aktualizacji: 2019-07-13 06:48:00
OPINIE
Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

Jak słyszeliśmy te krzyki, jęki maltretowanych osób, nie mogliśmy żyć, spać. Sami byliśmy w ciągłym strachu, że i nas zamordują. Kiedy sowieci wywieźli AK-owców na zagładę i sami odeszli, to kiedy weszliśmy do pomieszczeń, gdzie męczono ludzi, ściany tam były całe czerwone od krwi – wspomina Józef Szarejko (ur. 1935 roku), jeden z ostatnich żyjących świadków obławy augustowskiej.

 

Czy mógłby Pan podzielić się z naszymi czytelnikami dramatycznymi wspomnieniami dotyczącymi obławy augustowskiej?

Podczas obławy w gospodarstwie moich rodziców w Gibach sowieci zorganizowali punkt, w którym trzymali około 150 osób, rozpoznanych jako członkowie AK i przeznaczonych na śmierć. Takich punktów zbiorczych było na terenach objętych obławą kilka, a może nawet kilkanaście. Ruscy sami rozlokowali się w naszym domu, a nam, licznej rodzinie, kazali koczować w jednym małym pokoiku. Do naszego gospodarstwa 12 lipca 1945 roku aresztowanych podczas obławy zaczęli przyprowadzać grupami z innych miejsc i trzymali zamkniętych w stodole, oborze, piwnicy i innych budynkach gospodarczych do 20 lipca. Wśród nich był m.in. Władysław Stefanowski ps. „Grom”, dowódca największego oddziału AK walczącego podczas obławy. Został on ujęty podczas słynnej bitwy z sowietami nad jeziorem Brożane. Aresztowanym nie dano jeść ani pić. Wśród nich była tylko jedna kobieta – Zyta Kucharzewska. Trzymali ją oddzielnie, w szopie. Dziewczyna ta miała zaledwie 20 lat, była łączniczką AK, była naszą sąsiadką. Sowieci zamordowali ją, tak jak wszystkich przetrzymywanych na terenie naszego gospodarstwa.

 

Rosjanie bili ludzi przetrzymywanych w waszym gospodarstwie?

Strasznie bili. My, jak słyszeliśmy te krzyki, jęki maltretowanych osób, nie mogliśmy żyć, spać. Sami byliśmy w ciągłym strachu, że i nas zamordują. Kiedy sowieci wywieźli AK-owców na zagładę i sami odeszli, to kiedy weszliśmy do pomieszczeń, gdzie męczono ludzi, ściany tam były całe czerwone od krwi. Na podwórku stała taka wanna, z której poiliśmy krowy, woda w niej też była czerwona od ludzkiej krwi.

 

Był pan świadkiem wywożenia na egzekucje ujętych podczas obławy?

Tak. Jak to dziecko, ciekawiło mnie co robią sowieci, więc po kryjomu, raz po raz wyglądałem przez okno. Wiedziałem, że to niebezpieczne, więc starałem się żeby mnie nie zauważyli. 20 lipca gdzieś od godziny 21:00 widziałem jak sowieci zaczęli wywozić więźniów z naszego gospodarstwa. Robili to przy pomocy jednego samochodu wojskowego, mniej więcej takiego typu jak polskiej produkcji żuk czy nysa. Skrzynia tego samochodu była kryta. Wyprowadzali pod zbrojną eskortą z naszych zabudowań gospodarczych po 10 osób. Ludzie ci byli tak zbici, że ledwo szli. Jeden pomagał drugiemu, żeby do tego samochodu parę metrów dojść. Dziesięciu pakowano do samochodu i  wieźli.Takich kursów naliczyłem 15, czyli wywieziono od nas 150 osób.

 

Czy próbował pan później ustalić w którą stronę wieźli skazańców?

Z moich własnych ustaleń wynika, że wieźli ich jakieś 4 kilometry puszczą w stronę miejscowości Rygol. Zatrzymywali się na skrzyżowaniu dróg, tam czekał już inny, ale tego samego typu samochód, do którego więźniom kazano się przesiąść. Dopiero tym samochodem wieziono ich w stronę miejscowości Stanowisko, położonej tuż przy kordonie granicznym z obecną Białorusią. Natomiast ten pojazd, który przywoził więźniów z Gib, po około pół godzinie wracał po kolejnych skazańców. I tak całą noc kursował. Niedługo po tej akcji chodziłem na to leśne skrzyżowanie dróg, gdzie przeładowywano więźniów z samochodu na samochód. Piach leśnych dróg był zryty kołami samochodów. Ślady te prowadziły też drogą od strony wsi Frącki. Z niej również sowieci musieli przywozić skazańców.

 

Czy posiada pan informacje, gdzie Rosjanie mogli zamordować i pochować ofiary zbrodniczej obławy augustowskiej?

Ślady pozostawione przez koła samochodów, które wiozły ich na rozstrzelanie, a które widziałem, prowadziły w stronę kordonu granicznego z Białorusią. Z tego co powiedzieli inni świadkowie i co obecnie twierdzi IPN wynika, że zabili ich na terenie obecnej Białorusi, w rejonie miejscowości Kalety. Mniej więcej o tym miejscu opowiedział mi też mój szwagier Konstanty Bołtralik. On od czasów przedwojennych do roku 1956 mieszkał w miejscowości Wólka niedaleko Kalet. Mówił mi, że w drugiej połowie lipca 1945 roku, będąc na terenie swojego gospodarstwa, w nocy słyszał warkot samochodowych silników i liczne odgłosy wystrzałów. Samochody jechały leśną drogą prowadzącą od Giedzia do Wólki. Potem chodził nawet po kryjomu w miejsce skąd dochodziły odgłosy wystrzałów. Mówił mi, że widać tam było, iż ziemia była kopana. To miejsce jest jakieś pół kilometra – a może najwyżej kilometr – od obecnej linii granicznej z Białorusią. Było nawet bliżej, ale granica, decyzją władz ZSSR była niedługo po wojnie dwa razy przesuwana, tak aby to miejsce leżało głębiej po stronie białoruskiej. Konstanty Bołtralik opowiedział mi to wszystko już parę lat temu, ale musiałem mu obiecać, że powiem o tym po jego śmierci. On już nie żyje, dlatego mogę o tym mówić.

 

Ktoś z Pana rodziny stał się ofiarą obławy?

Sowieci aresztowali mojego ciotecznego brata, który miał zaledwie 17 lat. Przyszli aresztować jego ojca Bronisława Ramotowskiego, który był w AK, jednak on w tym czasie przebywał w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Wzięli więc jego syna, który był jeszcze niepełnoletni. Syn, tak jak ojciec, miał na imię Bronisław, więc sowietom w dokumentach dane się zgadzały i to im wystarczyło. Ślad po nim zaginął. Podobny los spotkał setki osób aresztowanych podczas obławy. Z terenu naszej gminy Giby zginęło szczególnie wielu ludzi. Do dziś po nich płaczemy i wciąż czekamy na chwilę, kiedy w końcu znajdą ich ciała. Wtedy będziemy mogli ich godnie pochować i modlić się na ich grobach.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Adam Białous

 

***

 

Obława augustowska to największa zbrodnia dokonana na mocy dyrektyw władz sowieckich na obywatelach Polski po zakończeniu II wojny światowej. Zasadniczym celem obławy – przeprowadzonej przez Armię Czerwoną, w głównym swoim przebiegu od 12 do 25 lipca 1945 roku – była likwidacja polskich organizacji niepodległościowych (przede wszystkim oddziałów Armii Krajowej Obywatelskiej) operujących na ziemi suwalskiej, augustowskiej, sejneńskiej i sokólskiej. Do dziś nie jest znana dokładna liczba ofiar tej ludobójczej akcji. Historycy mówią o przedziale od 592 do nawet około 2 tys. ofiar. Do dziś nie znane jest również miejsce dołów śmierci, w których od 74 lat spoczywają szczątki pomordowanych. W roku 2015 Sejmu RP ustanowił 12 lipca Dniem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.

 

 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
żbik
@Ryś - super, że jesteś czujny i logiczny, ale chyba przesadzasz, mówiąc o "zupełnym nonsensie"...mogło być przecież i tak, że ojciec dużo wcześniej był w Oświęcimia, ktoś sporządzający listę do aresztowania pomylił ojca i syna o tym samym imieniu...przyszedł aresztować Bronisława i go aresztował! NIKT nie mówi przecież, że ojciec Bronisław został wzięty do Oświęcimia TEGO SAMEGO CZASU tj. w lipcu 1945 r.! Przez jedno nieistotne niedoprecyzowanie chcesz podważyć całość świadectwa? Ostrożnie...
Ryś
ZUPEŁNY NONSENS "Przyszli aresztować jego ojca Bronisława Ramotowskiego, który był w AK, jednak on w tym czasie przebywał w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu." \\ W lipcu 1945 roku - w Oświęcimiu, aresztowany przez Niemców!
Ryś
@ Łukasz \\ Znałem wielu ludzi, którzy w odpowiednim czasie się zorientowali a nie było to takie trudne, zatarli ślady i dożyli późnej starości. Większego upokorzenia, niż przyniosła klęska wrześniowa już być nie mogło.
Łukasz
Do Ryś... mało rozumiesz. Alternatywą były wielomiesięczne upokorzenia na NKWD a potem czapa. To były dramatyczne wybory.
Jot
Broń nie jest żadna gwarancja bo człowieka można zaskoczyć ale lepiej mieć. Wyciągajcie wnioski z historii, nie bądźcie bezbronni! Z Bogiem.
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY