Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
30   MARCA   2020 r.
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Imieniny obchodzą:
Amadeusz, Amelia, Kwiryn
 
Polonia Christiana nr 54       NASZE DZIEDZICTWO
Jan Gać

Wizja końca czasów

Wizja końca czasów

Katedra w Orvieto, znana przede wszystkim z relikwii cudu eucharystycznego w Bolsano, mieści w sobie również niezwykle sugestywną opowieść o sprawiedliwości Bożej, której nikt nie ujdzie.

 

Kiedy 27 kwietnia 1500 roku Łukasz Signorelli podpisywał umowę o dzieło dekoracji kaplicy San Brizio w orvietańskiej katedrze, miał już za sobą sześćdziesiąt lat życia i szereg ukończonych prac. Posiadł przeto ogromne doświadczenie, a do tego był człowiekiem prawym. Przez cztery lata, do roku 1504, ów Toskańczyk rodem z miasta Cortona przenosił na ściany kaplicy swą wizję czasów ostatecznych. A czynił to pod okiem grupy teologów, którzy nie krępowali zbytnio poczynań mistrza, byleby nie odchodził zbyt daleko od treści Pisma Świętego. Tak więc pozostawiono mu swobodę w zakresie wypowiadania się pędzlem w sprawach jakże istotnych dla wiary ludu i powszechnych przekonań przełomu XV i XVI stulecia.


Oto bowiem świat wchodził w rok 1500. Czyż okrągła data nie zapowiadała końca czasów? Świat przyspieszył w swym biegu jak nigdy wcześniej. Ludzie oderwali się od Europy i ruszyli za morza na odkrywanie nieznanych lądów. Nowe prądy humanizmu stawiające człowieka w miejsce Boga podważały odwieczne ustalenia Boskiego ładu. Szerzyły się niebezpieczne herezje z nigdy do końca niewytępionymi błędami katarów. Powszechna gonitwa za pieniądzem, uznaniem, władzą, panowaniem i powodzeniem godziły w same fundamenty Ewangelii. Upadek moralności, panosząca się wszędzie korupcja, nawet na papieskim dworze, symonia i nepotyzm oraz gorszące życie wielu duchownych, w tym biskupów, wreszcie demoniczna postać na tronie Świętego Piotra w osobie Aleksandra VI. Czyż to nie zapowiedź końca świata? We Florencji unosił się jeszcze swąd spalonego ciała Savonaroli. A do tego kataklizmy, nieurodzaje, głód, nieznane choroby. I wszędzie wojny, chociażby ta pomiędzy Francją a miastami włoskimi…


Tak, to już koniec świata – otwarcie głoszono. Ale przed końcem świata, którego kulminacją ma być Sąd Ostateczny, pojawi się wpierw Antychryst. A oto i on! W wizji Signorellego jest nim stojąca na postumencie postać imitująca Chrystusa, zniewolona podszeptami diabła, który – gdyby nie rogi na ogolonej do gołej skóry czaszce – miałby nawet sympatyczny wyraz twarzy. Ale przecież szatan może kusić tylko powabem i podstępem, a nie odstraszającą brzydotą. Czyż już święty Paweł nie przestrzegał Tesaloniczan, że dzień powtórnego przyjścia Chrystusa przed końcem czasów poprzedzi powszechne zgorszenie? Dzień ten nie nadejdzie – pisał Apostoł – dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem i świętością, albo tym, co odbiera cześć, tak iż zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem (2 Tes 2, 3–4).

 

Strącenie Antychrysta

Przydzielona Signorellemu komisja teologów baczyła, by w swej malarskiej wizji trzymał się on treści Ewangelii, Apokalipsy i Listów Pawłowych. Zgromadził zatem mistrz odświętnie, bogato przyodzianych ludzi wszystkich stanów w grupki, a ci, nieświadomi grożących im niebezpieczeństw, jak gdyby nigdy nic, nie ustają w swych codziennych zabiegach: kupczą, nie odkładają studiów, oddają się rozpuście i gwałtom, mordują się wzajemnie, walczą… A wszystko to odbywa się nie w jakimś wirze nadzwyczajności, lecz w atmosferze codziennych spraw. W scenie góruje zarys świątyni – potężnej budowli, czegoś pośredniego między istniejącą w wyobraźni jerozolimską świątynią Salomona, pogańską świątynią z czasów antycznych a mającą się dopiero ukazać Bazyliką Świętego Piotra. Dostępu do jej pustego wnętrza bronią tajemnicze postacie w czarnych zbrojach – coś na podobieństwo robotów.


Zło, którego wyrazem jest postać Antychrysta, może panować tylko do czasu. I oto przychodzi jego kres, kiedy anioł Boży strąca go z nieba – bo aż tak wysoko ów mąż pychy zdołał się wspiąć – głową w dół.





Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie