Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   LIPCA   2020 r.
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Imieniny obchodzą:
Dominika, Łucja, Teresa
 
Polonia Christiana nr 54       NASZE DZIEDZICTWO
Jan Gać

Wizja końca czasów

Wizja końca czasów

Katedra w Orvieto, znana przede wszystkim z relikwii cudu eucharystycznego w Bolsano, mieści w sobie również niezwykle sugestywną opowieść o sprawiedliwości Bożej, której nikt nie ujdzie.

 

Kiedy 27 kwietnia 1500 roku Łukasz Signorelli podpisywał umowę o dzieło dekoracji kaplicy San Brizio w orvietańskiej katedrze, miał już za sobą sześćdziesiąt lat życia i szereg ukończonych prac. Posiadł przeto ogromne doświadczenie, a do tego był człowiekiem prawym. Przez cztery lata, do roku 1504, ów Toskańczyk rodem z miasta Cortona przenosił na ściany kaplicy swą wizję czasów ostatecznych. A czynił to pod okiem grupy teologów, którzy nie krępowali zbytnio poczynań mistrza, byleby nie odchodził zbyt daleko od treści Pisma Świętego. Tak więc pozostawiono mu swobodę w zakresie wypowiadania się pędzlem w sprawach jakże istotnych dla wiary ludu i powszechnych przekonań przełomu XV i XVI stulecia.


Oto bowiem świat wchodził w rok 1500. Czyż okrągła data nie zapowiadała końca czasów? Świat przyspieszył w swym biegu jak nigdy wcześniej. Ludzie oderwali się od Europy i ruszyli za morza na odkrywanie nieznanych lądów. Nowe prądy humanizmu stawiające człowieka w miejsce Boga podważały odwieczne ustalenia Boskiego ładu. Szerzyły się niebezpieczne herezje z nigdy do końca niewytępionymi błędami katarów. Powszechna gonitwa za pieniądzem, uznaniem, władzą, panowaniem i powodzeniem godziły w same fundamenty Ewangelii. Upadek moralności, panosząca się wszędzie korupcja, nawet na papieskim dworze, symonia i nepotyzm oraz gorszące życie wielu duchownych, w tym biskupów, wreszcie demoniczna postać na tronie Świętego Piotra w osobie Aleksandra VI. Czyż to nie zapowiedź końca świata? We Florencji unosił się jeszcze swąd spalonego ciała Savonaroli. A do tego kataklizmy, nieurodzaje, głód, nieznane choroby. I wszędzie wojny, chociażby ta pomiędzy Francją a miastami włoskimi…


Tak, to już koniec świata – otwarcie głoszono. Ale przed końcem świata, którego kulminacją ma być Sąd Ostateczny, pojawi się wpierw Antychryst. A oto i on! W wizji Signorellego jest nim stojąca na postumencie postać imitująca Chrystusa, zniewolona podszeptami diabła, który – gdyby nie rogi na ogolonej do gołej skóry czaszce – miałby nawet sympatyczny wyraz twarzy. Ale przecież szatan może kusić tylko powabem i podstępem, a nie odstraszającą brzydotą. Czyż już święty Paweł nie przestrzegał Tesaloniczan, że dzień powtórnego przyjścia Chrystusa przed końcem czasów poprzedzi powszechne zgorszenie? Dzień ten nie nadejdzie – pisał Apostoł – dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem i świętością, albo tym, co odbiera cześć, tak iż zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem (2 Tes 2, 3–4).

 

Strącenie Antychrysta

Przydzielona Signorellemu komisja teologów baczyła, by w swej malarskiej wizji trzymał się on treści Ewangelii, Apokalipsy i Listów Pawłowych. Zgromadził zatem mistrz odświętnie, bogato przyodzianych ludzi wszystkich stanów w grupki, a ci, nieświadomi grożących im niebezpieczeństw, jak gdyby nigdy nic, nie ustają w swych codziennych zabiegach: kupczą, nie odkładają studiów, oddają się rozpuście i gwałtom, mordują się wzajemnie, walczą… A wszystko to odbywa się nie w jakimś wirze nadzwyczajności, lecz w atmosferze codziennych spraw. W scenie góruje zarys świątyni – potężnej budowli, czegoś pośredniego między istniejącą w wyobraźni jerozolimską świątynią Salomona, pogańską świątynią z czasów antycznych a mającą się dopiero ukazać Bazyliką Świętego Piotra. Dostępu do jej pustego wnętrza bronią tajemnicze postacie w czarnych zbrojach – coś na podobieństwo robotów.


Zło, którego wyrazem jest postać Antychrysta, może panować tylko do czasu. I oto przychodzi jego kres, kiedy anioł Boży strąca go z nieba – bo aż tak wysoko ów mąż pychy zdołał się wspiąć – głową w dół.





Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie