Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
30   MARCA   2020 r.
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Imieniny obchodzą:
Amadeusz, Amelia, Kwiryn
 
Polonia Christiana nr 35       PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO
Jerzy Wolak

Wydmuszka z pretensjami

Wydmuszka z pretensjami
Wielkoformatowe bilbordy ukazujące barwną, dynamiczną scenę z walki na barykadzie – jeden w hełmie z opaską pruje ze stena, drugi ostrzeliwuje się z parabelki – wydawały się zapowiadać zapierające dech w piersiach widowisko. Otrzymaliśmy zaś kameralną opowiastkę – ni to impresję, ni to etiudę – rodzaj wprawki studenta trzeciego roku reżyserii. Czyli – jak by na to nie spojrzeć – wydmuszkę.

Jerzy Wolak


Już sam zwiastun dawał do myślenia: przez połowę jego trwania jakiś współczesny młodzian miotał się w otoczeniu postindustrialnym, połowę zaś drugiej połowy zajmowały zdjęcia archiwalne i tak naprawdę to zaledwie w jednej czwartej owego dwuminutowego klipu mogliśmy dostrzec migawki faktycznego materiału filmowego. Czyli w istocie nic – uprawnione zatem wydawało się podejrzenie, że w tym obrazie nie ma pięciu dobrych scen, z których dałoby się zrobić porządnego trailera…

I owszem, scen zwalających z nóg w filmie Ireneusza Dobrowolskiego nie uświadczymy, przeto pomysł zareklamowania go skoczną piosenką w wykonaniu grupy o kojarzącej się z niewydolnością układu pokarmowego nazwie Hemp Gru wygląda na świadomą decyzję – podjętą zapewne w nadziei, iż w ten sposób da się przyciągnąć do kina młodzież, zarazem jednak ujawniającą totalną nieznajomość młodzieżowych gustów.

Szeregowiec Ryan po polsku

Polska młodzież wolałaby wreszcie obejrzeć dobry polski obraz wojenny – z jasną fabułą, dynamiczną akcją, wyrazistymi bohaterami i mocnymi scenami batalistycznymi. Młodzież nieporównanie chętniej obejałaby porządną jatkę na barykadzie, w wyniku której wróg podkuliwszy ogon, czmychnąłby poza zasięg naszych stenów, visów i filipinek.

Widzę to – jak Szekspir – przed oczyma duszy mojej: dirlewangerowcy popędzani oszczędnymi seriami jedynego na tej barykadzie brena (uratowanego poprzedniej nocy w śmiałym wypadzie na terytorium wroga, gdzie wylądował aliancki zrzut) wieją, aż się kurzy, zostawiając na ziemi niczyjej tygrysa, który na zerwanej gąsienicy kręci się w kółko – zaraz też z okien górujących nad barykadą kamienic spada na jego pancerz grad butelek z benzyną, od których zapala się silnik. Załoga pryska przez otwarte włazy, ale trzech pierwszych natychmiast dosięgają kule wystrzelone przez żółtodziobów (dowódca odcinka pozwala im strzelać wyłącznie w sytuacjach gwarantujących trafienie – szkoda nabojów, ale przecież jakoś muszą się nauczyć). Łączniczka Basia nie ma żadnej broni, a przecież ona też pragnie walczyć. Porywa więc jeszcze jedną butelkę i z zamachem rzuca w kierunku unieruchomionego potwora, wprost pod nogi dwóch pozostałych czołgistów. I w jednej chwili ulicą pędzą z opętańczym wrzaskiem dwie ludzkie pochodnie.

– Nie strzelać! – woła dowódca. – Niech się usmażą, gady!

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj