Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
06   LIPCA   2020 r.
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Św. Marii Goretti, męczennicy
Bł. Marii Teresy Ledóchowskiej
Imieniny obchodzą:
Dominika, Łucja, Teresa
 
Polonia Christiana nr 35       PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO
Jerzy Wolak

Wydmuszka z pretensjami

Wydmuszka z pretensjami
Wielkoformatowe bilbordy ukazujące barwną, dynamiczną scenę z walki na barykadzie – jeden w hełmie z opaską pruje ze stena, drugi ostrzeliwuje się z parabelki – wydawały się zapowiadać zapierające dech w piersiach widowisko. Otrzymaliśmy zaś kameralną opowiastkę – ni to impresję, ni to etiudę – rodzaj wprawki studenta trzeciego roku reżyserii. Czyli – jak by na to nie spojrzeć – wydmuszkę.

Jerzy Wolak


Już sam zwiastun dawał do myślenia: przez połowę jego trwania jakiś współczesny młodzian miotał się w otoczeniu postindustrialnym, połowę zaś drugiej połowy zajmowały zdjęcia archiwalne i tak naprawdę to zaledwie w jednej czwartej owego dwuminutowego klipu mogliśmy dostrzec migawki faktycznego materiału filmowego. Czyli w istocie nic – uprawnione zatem wydawało się podejrzenie, że w tym obrazie nie ma pięciu dobrych scen, z których dałoby się zrobić porządnego trailera…

I owszem, scen zwalających z nóg w filmie Ireneusza Dobrowolskiego nie uświadczymy, przeto pomysł zareklamowania go skoczną piosenką w wykonaniu grupy o kojarzącej się z niewydolnością układu pokarmowego nazwie Hemp Gru wygląda na świadomą decyzję – podjętą zapewne w nadziei, iż w ten sposób da się przyciągnąć do kina młodzież, zarazem jednak ujawniającą totalną nieznajomość młodzieżowych gustów.

Szeregowiec Ryan po polsku

Polska młodzież wolałaby wreszcie obejrzeć dobry polski obraz wojenny – z jasną fabułą, dynamiczną akcją, wyrazistymi bohaterami i mocnymi scenami batalistycznymi. Młodzież nieporównanie chętniej obejałaby porządną jatkę na barykadzie, w wyniku której wróg podkuliwszy ogon, czmychnąłby poza zasięg naszych stenów, visów i filipinek.

Widzę to – jak Szekspir – przed oczyma duszy mojej: dirlewangerowcy popędzani oszczędnymi seriami jedynego na tej barykadzie brena (uratowanego poprzedniej nocy w śmiałym wypadzie na terytorium wroga, gdzie wylądował aliancki zrzut) wieją, aż się kurzy, zostawiając na ziemi niczyjej tygrysa, który na zerwanej gąsienicy kręci się w kółko – zaraz też z okien górujących nad barykadą kamienic spada na jego pancerz grad butelek z benzyną, od których zapala się silnik. Załoga pryska przez otwarte włazy, ale trzech pierwszych natychmiast dosięgają kule wystrzelone przez żółtodziobów (dowódca odcinka pozwala im strzelać wyłącznie w sytuacjach gwarantujących trafienie – szkoda nabojów, ale przecież jakoś muszą się nauczyć). Łączniczka Basia nie ma żadnej broni, a przecież ona też pragnie walczyć. Porywa więc jeszcze jedną butelkę i z zamachem rzuca w kierunku unieruchomionego potwora, wprost pod nogi dwóch pozostałych czołgistów. I w jednej chwili ulicą pędzą z opętańczym wrzaskiem dwie ludzkie pochodnie.

– Nie strzelać! – woła dowódca. – Niech się usmażą, gady!

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj