Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
30   MARCA   2020 r.
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Św. Jana Klimaka
Św. Leonarda Murialdo
Imieniny obchodzą:
Amadeusz, Amelia, Kwiryn
 
Polonia Christiana nr 55       TEMAT NUMERU: FATALNE ZAUROCZENIE

Wyrzuć telewizor!

Wyrzuć telewizor!

Kilkanaście lat temu wyrugowałem z domu telewizję. I wciąż żyję – ba, czuję się psychicznie zdrowszy.

 

Telewizora pozbyłem się z przyczyny dosyć nietypowej. Zdarzyło się to w pewne sobotnie przedpołudnie, chyba w maju. Dzień był ciepły i dosyć pogodny, choć z oddali dobiegało stłumione mruczenie grzmotów. Siedzieliśmy w salonie, sącząc niespiesznie kawę i rozważając, czy warto w takich okolicznościach przyrody wybierać się na spacer, gdy nagle w oknach ujrzeliśmy oślepiający błysk, a po ułamku sekundy tuż nad naszym domem rozległ się ogłuszający huk. I cisza… I nic więcej: ani sufit nie zawalił się nam na głowy, ani budynek nie zajął się ogniem.

 

Skamienieliśmy, bo wrażenie było przytłaczające. Nie było jednak czasu zbyt długo rozpamiętywać tego niezwykłego zjawiska, gdyż po ułamku sekundy kolejny osobliwy fenomen całkowicie pochłonął naszą uwagę. Mianowicie: nasz telewizor ożył.

 

Dosłownie – najpierw od tyłu rozjarzył się dziwną łuną, która po chwili zgasła, chyba po to, abyśmy tym łatwiej dostrzegli wściekły rozbłysk ekranu. Krótkotrwały – jak to rozbłyski mają w zwyczaju. Gdy ekran na powrót spowiła czerń, znad obudowy uniósł się błękitny dymek, roztaczając wokół nieprzyjemny swąd. Konająca maszyna wydała jeszcze niegłośny dźwięk – coś pomiędzy sykiem a jękiem – i zdechła. Nie z hukiem, lecz ze skomleniem – mógłby skomentować T. S. Eliot.

 

A burza wcale nie nadeszła – grom się nie powtórzył, więcej nie błyskało. Jeszcze przez kwadrans dało się słyszeć cichnące z wolna pomruki. A potem chmury się rozstąpiły i świat utonął w słonecznej poświacie.

 

Zupełny – któż nie przyzna – surrealizm. Scena trochę jak z kreskówek Looney Tunes, trochę jak ze snu wariata śnionego nieprzytomnie. Ja jednak postanowiłem ją potraktować jako znak z Nieba. Wrak usunąłem, nowego odbiornika nie kupiłem, odciąłem antenę.

 

 

Ciepnij grata do rupieci…

Pierwsze wrażenie po pozbyciu się z domu telewizora: nasz salon wyraźnie wyszlachetniał. W sumie nie dziwota – telewizor jako taki bynajmniej ładny nie jest. Cała racja jego istnienia – podobnie jak lodówki czy sedesu – zamyka się w funkcji użytkowej, nie estetycznej.

 

Ale o to mniejsza, istota eksmisji telewizora jest nieporównanie głębsza, leży bowiem w całkowitej zmianie filozofii życiowej. Po odcięciu anteny człowiek zaczyna widzieć świat własnymi oczyma, nie przez okulary nałożone mu przez twórców ramówek, serwisów informacyjnych, tokszołów, realityszołów, sitkomów, telenowel, ba, nawet prognoz pogody – słowem: przez obcy filtr. I nagle okazuje się, że tak właśnie bezpośrednio obserwowana rzeczywistość diametralnie odbiega od tej pokazywanej zza szybki; że problemy Polski, świata, Kościoła czy nawet najbliższego otoczenia – bądź ich skala – różnią się, i to niekiedy krańcowo, od ich telewizyjnej projekcji. Po prostu: jak prawda od propagandy.

 

 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie