Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
18   WRZEŚNIA   2019 r.
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Św. Stanisława Kostki
Św. Józefa z Kupertynu
Imieniny obchodzą:
Stanisław, Irena, Stefania, Józef
 
Polonia Christiana nr 51       POLEMIKI

Zdrowy rozsądek czy dezercja?

Zdrowy rozsądek czy dezercja?

W numerze 49. magazynu „Polonia Christiana” opublikowano artykuł Izolacja czy sposób na przetrwanie? autorstwa Marcina Jendrzejczaka. Autor przedstawia w nim tak zwaną opcję benedyktyńską jako odpowiedź sfrustrowanej porażkami cywilizacyjnymi części amerykańskiej prawicy, która pragnie odsunąć się od zlaicyzowanego świata, by zanurzyć się w idyllicznej krainie lokalnych, chrześcijańskich społeczności. Zastanówmy się, czy współistnienie obu tych światów jest w ogóle możliwe?

 

Zdrowa żywność, rodziny wielodzietne, zaciszne życie toczące się zgodnie z rytmem kościelnych dzwonów… Czyż właśnie nie do tego lgnie dziś prawdziwie katolickie serce? A właśnie na tym polega tak zwana opcja benedyktyńska (Benedict Option, w skrócie Ben Op) propagowana przez amerykańskiego konserwatystę Roda Drehera. Ten katolicki tradycjonalista, który przeszedł na greckie prawosławie, stwierdził na łamach theamericanconservative.com, że nie postuluje totalnej izolacji od życia publicznego: Ben Op polega na tym, aby o wiele poważniej podejść do formacji, jak też pogłębić swe zaangażowanie na rzecz lokalnej wspólnoty. W skrócie: ci „neobenedyktyni” dążą do oddolnego odtworzenia chrześcijańskiego społeczeństwa mającego wzrastać równolegle do zgniłego establishmentu.

 

Święty Benedykt drwi sobie z opcji benedyktyńskiej?

Opcja benedyktyńska wywodzi swoją nazwę od postaci świętego Benedykta z Nursji (480–547). Ten święty mnich najboleśniej przekonał się, że na dłuższą metę nie da się prowadzić życia w izolacji przed wrogim otoczeniem w nadziei na oddolne odrodzenie moralne. Patron Europy sam zresztą początkowo próbował uciec przed wpływem pogańskiego Rzymu. W niedostępnej, skalistej dolinie Subiaco założył nawet kilka klasztorów. Dekadencka kultura podążyła jednak za nim (i nie mam tu na myśli jedynie dzikich barbarzyńców). Współbracia Benedykta próbowali go otruć, a pewien ksiądz, który zazdrościł mu świętości, wysłał za nim prostytutki.

 

Święty Benedykt postanowił więc zanurzyć się w otaczającej go kulturze, aby ją zmienić na lepsze. Dlatego przeniósł się z pustelniczej jaskini na wzgórze Monte Cassino – węzeł komunikacyjny pogańskiego świata. Zaczął oczywiście od budowy klasztoru tuż przy świątyni pogańskiej. Odtąd pełną parą zaangażował się na rzecz lokalnej społeczności – wycinał w pień posągi bożków pogańskich, palił ich święte lasy, zdobywał dusze dla katolickiej wiary.

 

Benedyktyńskie klasztory stały się wkrótce ośrodkami szerzenia cywilizacji chrześcijańskiej, lecz na pewno nie można powiedzieć, że mnisi prowadzili sielankowy tryb życia. Już czterdzieści lat po śmierci świętego Benedykta klasztor na Monte Cassino został zniszczony przez Longobardów. Odtąd dzieje tego miejsca naznaczone są ciągłą destrukcją i renowacją. Tak jakby Opatrzność zechciała ustanowić na tym wzgórzu symbol nieustającej walki o los cywilizacji chrześcijańskiej. Może ono również posłużyć jako memento dla „neobenedyktyńskich” eskapistów, że nasze porażki o Królestwo Boże na ziemi mają jedynie charakter przejściowy, a wojna trwa aż do skończenia czasów.

 

Prawdziwa opcja paulińska, czyli kontemplacja i walka

Ktoś może jednak zadać pytanie: Co z pustelnikami? Na czym polega ich walka? Posłużę się przykładem świętego Pawła Eremity (229–342). W wieku dwudziestu dwóch lat, podczas prześladowań cesarza Decjusza, Paweł dowiedział się, że jego szwagier zamierzał go zadenuncjować pogańskim władzom jako chrześcijanina. Uciekł więc i znalazł schronienie na pustyni. Kiedy zagrożenie ustąpiło, powziął decyzję o pozostaniu eremitą. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że obrał bardzo radykalną formułę opcji benedyktyńskiej.

 

Czy to oznacza, że eremita nie był zainteresowany bojami, jakie w tamtych czasach prowadził Kościół? Wręcz przeciwnie! Żywot świętego Pawła Pustelnika to przykład, że połączenie życia kontemplacyjnego z aktywnym jest nie tylko możliwe, ale konieczne. Z głębi swej jaskini, gdzie żył w odizolowaniu, by się oddawać medytacjom na temat spraw Bożych, oświecony Bożym natchnieniem śledził duchowo walki prowadzone przez wielkiego świętego Atanazego. Kiedy ten umarł, Pawłowi złożył wizytę święty Antoni. Eremita poprosił go, aby mógł zostać pochowany w tunice świętego Atanazego, aby w ten sposób wyrazić swój entuzjazm dla walk, które Atanazy bez wytchnienia prowadził przeciwko arianizmowi. To wydarzenie pokazuje, jak ściśle zewnętrzny apostolat wiąże się z życiem wewnętrznym, jak życie aktywne jest połączone z kontemplacyjnym.

 

Jasna Góra, czyli broń się i atakuj

Zapewne wbrew swoim oczekiwaniom w wir walki księcia tego świata z Kościołem katolickim jeszcze głębiej zostali uwikłani ci, którzy podążyli śladami świętego Pawła Pustelnika, czyli paulini.

Był rok Pański 1655. Rzeczpospolita znajdowała się w rękach Szwedów, którzy bez pardonu mordowali, gwałcili i rabowali. Jako zapiekli heretycy nie oszczędzali kościołów. Ostatnim bastionem polskości, który bił się do ostatniej kropli krwi, był klasztor na Jasnej Górze. A więc paulini – powołani do modlitwy i kontemplacji – stawili zbrojny opór? Nie mógł się temu nadziwić pewien wiarołomny szlachcic, usiłujący nakłonić jasnogórskich zakonników do poddania się: Wstręt i unikanie spraw światowych są orężem zgromadzenia zakonnego. Cóż macie do czynienia z wrzawą wojenną, wy, których przepisy zakonne do samotności i milczenia powołują?! Zastanówcie się dobrze, aby puklerze, któreście wzięli zamiast różańców, nie przyniosły wam zguby.

 

Dowódcą obrony był nieustraszony ojciec Augustyn Kordecki, który nic sobie nie robił z podobnych łajań. Przecież jako zaatakowany miał prawo do obrony. Ponaglała go również troska o powierzony paulinom obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Co więcej, oprócz rozkazu strzelania z armat do wroga na chwałę Przenajświętszej Dziewicy, nie zapominał o duchowym wsparciu obrońców. Ojciec Kordecki błogosławił działa, kule i proch. Dla zbudowania sakralnej atmosfery walki nakazał obnosić Najświętszy Sakrament wokół murów pośród publicznych modłów i śpiewów.

 

Jednocześnie nie pozwalał sobie dostojny przeor na opieszałe oczekiwanie na ataki przeważających Szwedów, co notabene można zarzucić zwolennikom tak zwanej opcji benedyktyńskiej. Panowie Piotr Czarniecki i Stefan Zamoyski okryli się chwałą udanych wypadów poza mury, do obozu nieprzyjaciela, gdzie siali panikę i spustoszenie. Na ich chwalebnym szlaku bojowym znalazł się szwedzki dowódca artylerii, wielu oficerów, cztery armaty wraz z załogami oraz górnicy drążący podkop pod murami klasztoru.

 

Stanowcze „nie” dla opcji benedyktyńskiej

Czego może nas nauczyć opcja benedyktyńska? Z całą pewnością tego, że jest to opcja nie do przyjęcia dla walczącego katolika. Życie prawdziwie pobożne wymaga bowiem walki. Już Hiob mówi: Bojowaniem jest żywot człowieka na ziemi (Hi 7, 1). Nie da się uciec przed wrogą nam a bezbożną cywilizacją, dlatego zamiast chować się przed nią w oczekiwaniu, aż zabije nasze dusze, trzeba jej nieustannie stawiać czoło. Jeśli zaniechamy walki o Królestwo Boże na ziemi, to oddamy wielu ludzi na pastwę neobarbarzyńców, a dusze neopogan również pozostaną zaniedbane i w niebezpieczeństwie potępienia wiecznego. Kościół katolicki nigdy nie uciekał przed innowiercami (lub ateistami), ale pragnął ich szczerego nawrócenia. Jeśli natomiast byli oni zatwardziali i agresywni, jak pod Jasną Górą, nie stronił od walki zbrojnej z nimi.

 

Kontemplacja i poważne traktowanie życia wewnętrznego są ściśle powiązane z walką. Ideałem dla współczesnego katolika będzie zatem kontemplacja w walce. A jeśli przy dobrych chęciach doświadczymy porażki? Pan Bóg nie wymaga od nas ciągłych zwycięstw, ale pragnie, abyśmy walczyli dla Niego walką bez miary.

 

Maciej Maleszyk

 

 

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 

KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie