Przeglądasz wersję mobilną portalu. Chcesz wrócić do desktopowej? Kliknij tutaj
DZISIAJ JEST
CZWARTEK 20 CZERWCA
Bł. Benigny z Trzebnicy
Bł. Benigny z Trzebnicy
Boże Ciało
Imieniny obchodzą:
Bogna, Florentyna, Rafael, Benigna
 

Złamane skrzydła, waleczne serce. Wyklęty rycerz przestworzy

Data publikacji: 2019-06-01 07:00
Data aktualizacji: 2019-05-31 14:58:00
OPINIE
Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com

1 czerwca 1948 roku oddał ducha pułkownik Piotr Abakanowicz – dawny dowborczyk, jeden z pionierów polskiego lotnictwa, sarmacki narodowiec o tatarskich korzeniach. Nie dały mu rady dwie wojny światowe, rewolucja i wojna domowa w Rosji, ani walki polsko-bolszewickie. Śmiertelną ranę odebrał w więziennej celi, w rzekomo wolnej „Polsce Ludowej”, z ręki komunistycznego pachołka.

 

Zew munduru

Przyszedł na świat w Warszawie, 21 czerwca 1890 roku. Jego przodkowie po mieczu chlubili się tatarskim pochodzeniem. Swój ród wywodzili od Lipków – emigrantów ze Złotej Ordy, osiadłych na Litwie pod koniec XIV stulecia.

 

Rodzina Abakanowiczów, nobilitowana za wierną służbę Rzeczypospolitej, w XVII stuleciu przyjęła katolicyzm (ostatni muzułmańscy członkowie familii wymieniani są w dokumentach w czasach panowania Władysława IV Wazy).

 

Ojciec Piotra, jak tysiące innych Polaków w owym czasie, nosił mundur zaborcy. Był oficerem gwardii carskiej. To wszakże nie zabiło w nim ducha polskości. Trwał też przy wierze katolickiej, choć konwersja na prawosławie z pewnością sprzyjałaby jego karierze. Synowi zaszczepił zarówno zainteresowanie żołnierką, jak i wierność duchowym korzeniom.

 

Idąc w ślady ojca, Piotr wybrał zawód wojskowego. W dwudziestej wiośnie życia wstąpił do Korpusu Kadetów w Petersburgu. Dwa lata później, jako świeżo upieczony podporucznik, otrzymał przydział do Wołyńskiego Pułku Gwardii. Po wybuchu Wielkiej Wojny kariera młodego oficera nabrała zawrotnego tempa. Wziął udział w rosyjskiej ofensywie w Prusach Wschodnich, bił się pod Warszawą, Łowiczem, Turkiem i Łodzią, następnie na froncie galicyjskim. Dowodząc kompanią piechoty zdobył uznanie i kolejne awanse, jednak jego serce rwało się ku podniebnym przestworzom.

 

W sierpniu 1916 roku nasz bohater zgłosił się do Imperatorskich Sił Powietrznych. Wypada tu nadmienić, że Polacy służący w carskiej awiacji  nie spotykali się z dyskryminacją na tle narodowościowym, podobnie zresztą jak ich rodacy w lotnictwie austro-węgierskim. Całkowicie odmienna sytuacja panowała w niemieckiej Luftstreitkräfte, gdzie awanse Polaków bywały blokowane. Dość powiedzieć, że przez eskadry cara jegomości przewinęło się 91 polskich oficerów, w austro-węgierskich pełniło służbę 93, zaś w niemieckich – ledwie 7.

 

Abakanowicz z wyróżnieniem ukończył Wojenną Szkołę Pilotów w Gatczynie. Następnie został skierowany na kurs komendantów kursów lotniczych (tj. instruktorów) do Wielkiej Brytanii. Na angielskiej ziemi napotkał wśród szkolących się lotników innych rodaków. Razem powołali „koło polskie”.

 

Po powrocie do Rosji został awansowany do stopnia podpułkownika. Rychło dotarły doń informacje o polskich korpusach formowanych za zgodą Rządu Tymczasowego. Niezwłocznie wystąpił o przeniesienie do takiej właśnie jednostki.

 

Dowborczycy

Najpotężniejszym polskim związkiem taktycznym utworzonym w Rosji (a do chwili powstania Armii Hallera we Francji największą w ogóle naszą formacją wojskową okresu Wielkiej Wojny) był I Korpus Polski, dowodzony przez generała Józefa Dowbor-Muśnickiego.

 

Korpus tworzono zrazu na ogromnym obszarze między Bobrujskiem, Witebskiem a Moskwą. Potem jego jednostki skoncentrowano wokół Bobrujska. W jego szeregi ciągnęły tłumy ochotników nawet z odległych części Rosji. W połowie stycznia 1918 roku I Korpus osiągnął stan 29.000 żołnierzy.

Dowborczycy początkowo stanowili część armii rosyjskiej, walczącej w szeregach Ententy. Sytuacja skomplikowała się po przewrocie bolszewickim na jesieni 1917 roku. Reżim Lenina zadeklarował opuszczenie Koalicji i zawarcie pokoju z państwami centralnymi. Rozwiązał też dawne siły zbrojne, zastępując je Robotniczo-Chłopską Armią Czerwoną, którą natychmiast rzucono do tłumienia buntów i powstań, jakie zaczęły wybuchać w różnych zakątkach Rosji w reakcji na czerwony terror.

 

Polscy wojskowi początkowo starali się zachować neutralność wobec sporów rozdzierających Rosję. Na dłuższą metę okazało się to niemożliwe. Bolszewicy uznali I Korpus za twór ideologicznie wrogi. Do polskich jednostek przenikali agitatorzy, namawiający do „wyrżnięcia oficerów”. Mnożyły się starcia zbrojne z czerwonymi radykałami.

 

Neutralność wobec panoszącego się zła oznaczałaby bezczynność wobec cierpienia ofiar. Oddziały dowborczyków broniły polskich dworów i skupisk ludności przed napadami rewolucyjnych bojówek. Dowództwo Korpusu oficjalnie wystąpiło z protestem w obronie represjonowanych rosyjskich generałów (Bałujewa, Denikina, Romanowskiego, Łukomskiego, Makarowa i innych). Niektórzy z nich, uchodząc przed czekistowskimi siepaczami, znaleźli chronienie w polskich kwaterach.

 

Rzeczpospolita Bobrujska

Generał Dowbor-Muśnicki, poinformowany o zamiarach bolszewików rozbrojenia Korpusu, postanowił nie czekać biernie na rozwój wypadków i wydać wrogowi otwartą bitwę. Uzasadniając rozpoczęcie walki z bolszewikami napisał po latach:

 

„Położyłem dla ludzkości, a przez to i w pierwszym  rzędzie i dla Polski, pewne zasługi. Mianowicie, gdy cały świat nie poznał się na niebezpieczeństwie bolszewizmu, a później łudził się, że w płaszczyźnie ludzkich uczuć i elementarnej logiki z jego adeptami dojść można do jakiegoś porozumienia, ja pierwszy poznałem się na tej odmianie ludzkiego zbydlęcenia – wypowiedziałem bolszewizmowi walkę na życie i śmierć".

 

W nocy z 2 na 3 lutego Polacy zajęli zbrojnie Twierdzę Bobrujsk. Szybko poszerzali stan posiadania. 21 lutego zdobyli Mińsk. Ogółem opanowali obszar sześciu powiatów (19.000 km²), zamieszkałych przez blisko pół miliona ludzi. Działania Korpusu wywołały entuzjazm nie tylko wśród ludności polskiej, ale również rosyjskiej i białoruskiej, szukających ochrony przed rewolucyjną przemocą.

Obszar kontrolowany przez żołnierzy I Korpusu, zwany Rzeczpospolitą Bobrujską bądź Dowborią, stał się maleńkim państwem polskim, wprawdzie nieuznawanym oficjalnie przez wielkich tego świata, ale przecież realnie istniejącym, prawdziwie suwerennym. Jego granic strzegły bagnety i szable dowborczyków. Także ich samoloty.

 

Rycerze przestworzy

Dowborczycy posiadali własne lotnictwo. Już w lipcu 1917 roku utworzyli I Polski Oddział Awiacyjny, dowodzony przez kapitana Zygmunta Studzińskiego. Dysponował on zrazu ledwie jednym, i to nieuzbrojonym aeroplanem, tym niemniej była to pierwsza w dziejach polskiego wojska jednostka lotnicza!

 

W styczniu 1918 roku do Korpusu dołączył podpułkownik Piotr Abakanowicz. Początkowo walczył w piechocie, ale dowództwo szybko poznało się na kwalifikacjach młodego pilota i powierzyło jego pieczy awiację. Pod rozkazami Abakanowicza siły powietrzne Korpusu znacznie rozrosły się, co umożliwiły znaczne zdobycze sprzętu (w samym Mińsku wzięto 8 aeroplanów).

 

W marcu Abakanowicz przemianował swój Oddział na Awiację I Korpusu. Miała ona na stanie już 16 aparatów – przeważnie niewielkich maszyn myśliwskich i zwiadowczych produkcji francuskiej (Farman, Morane-Saulnier, Nieuport , Voisin), choć nie brakło także ciężkiego czteromotorowego bombowca Ilja Muromiec G-II, w swoim czasie najpotężniejszego samolotu świata. Prowadzono intensywne szkolenie kandydatów do służby w przestworzach. Polskie aeroplany dokonywały licznych lotów rozpoznawczych, wypatrując niebezpieczeństw grożących Dowborii.

 

Niestety, do granic Rzeczypospolitej Bobrujskiej zbliżał się nowy wróg. Od zachodu i południa nadciągnęły wojska niemieckie. Generał Dowbor-Muśnicki rozumiał, że walka na dwa fronty pociągnęłaby za sobą nieuchronną zagładę Korpusu. Po trudnych negocjacjach z Niemcami zgodził się złożyć broń, w zamian za ewakuację żołnierzy do Królestwa Polskiego.

 

Ostatni dowborczycy opuścili Bobrujsk w lipcu 1918 roku. Kilkumiesięczna epopeja polskiej enklawy dobiegła końca, choć jej obrońcy nie na długo zaznali wypoczynku. Już w listopadzie dowborczycy odegrali ogromną rolę w rozbrajaniu okupantów niemieckich w Królestwie, a potem w walkach o granice odradzającej się Rzeczypospolitej.

 

Własnymi ścieżkami

Niemcy nie dostali samolotów Abakanowicza. Na jego rozkaz wszystkie maszyny zniszczono. Jedynym sprzętem technicznym, jaki wojsko kajzera odziedziczyło po Awiacji I Korpusu, był stary motocykl pozbawiony opon.

 

Abakanowicz nie wyjechał do Królestwa. Postanowił przedostać się na Murmań, do tworzących się tam oddziałów polskich (zob. Walczyli pod biegunem https://www.pch24.pl/walczyli-pod-biegunem--polskie-lwy-polnocy,67151,i.html). Niestety nie dane mu było dotrzeć na miejsce koncentracji. Jak wielu innych polskich ochotników wpadł w ręce bolszewickiej obławy. Jako były wysoki rangą oficer carskiej armii, a następnie „jaśniepolskiej kontry”, mógł spodziewać się tylko strzału w potylicę. Pomoc przyszła z zupełnie nieoczekiwanej strony.

 

Rosyjscy piloci, zmuszeni do służby w Czerwonym Lotnictwie, gromadnie wstawili się za aresztowanym kolegą po fachu. Dzięki temu Abakanowicz ocalił głowę, choć za cenę wcielenia w szeregi bolszewickich sił powietrznych. Stacjonując na lotnisku w Piotrogrodzie zdołał nawiązać kontakt z polskim wywiadem, przekazując mu raporty o stanie sowieckiej awiacji. Szukał okazji do ucieczki. Tę bezwiednie umożliwili mu zwierzchnicy, kierując go na front polski. Jego eskadra rozgościła się w Berezynie.

 

1 maja 1920 roku lotnicy sowieccy mieli uczcić rewolucyjne święto rozrzucając ulotki nad pozycjami polskimi. Do akcji wysłano cztery samoloty. Nie wszyscy piloci palili się do tego zadania, co wykorzystał Abakanowicz, zgłaszając się na ochotnika. Zezwolono mu zasiąść za sterami myśliwca Nieuport 24bis.

 

Czwórka maszyn wzbiła się w powietrze, by wkrótce wpaść w kłębowisko chmur. Polak odłączył się od grupy i pospieszył w stronę obsadzonego przez Polaków lotniska w Żodzinie koło Borysowa. Dotarł tam szczęśliwie i zdołał wylądować, choć nie obeszło się bez kapotażu i uszkodzenia górnego płata.

 

Przylot przybysza zza linii frontu wywołał niemałą sensację. Zdobyty samolot odesłano do Warszawy. Abakanowicz niezwłocznie zgłosił akces do polskiego lotnictwa, jednak czekał go długi proces weryfikacyjny przed Oficerskim Trybunałem Orzekającym. Zeznania w jego sprawie złożyło 24 generałów i wyższych oficerów, zaświadczając o patriotyzmie pilota. Warto przytoczyć tu opinię, jaką wystawił mu dawny prokurator I Korpusu:

 

„[…] ppłk Abakanowicz, będąc sam bardzo zdolnym lotnikiem, prowadził swój oddział energicznie i wyszkolił cały szereg lotników, którzy w wojnie 1919 i 1920 r. oddali nieocenione usługi Ojczyźnie.”

 

Od wojny do wojny

W czerwcu 1921 roku Abakanowicz został oczyszczony z wszelkich podejrzeń, co więcej, za dokonane przewagi odznaczono go Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Przyjęto go do służby zrazu w stopniu majora, po trzech latach doczekał się awansu (a raczej przywrócenia dawnego stopnia podpułkownika). Powierzano mu szereg odpowiedzialnych funkcji – był m.in. szefem pilotażu w Wyższej Szkoły Lotniczej w Grudziądzu, zastępcą dowódcy 4. pułku lotniczego w Toruniu, następnie 3. pułku lotniczego w Poznaniu, by wreszcie objąć dowództwo nad 11. pułkiem myśliwskim (późniejszym 5. pułkiem lotniczym) w Lidzie.

 

Darł koty z sanacyjną władzą, bez pardonu wytykając jej zaniedbania, skutkujące pogłębiającą się zapaścią w polskich siłach powietrznych. Zwierzchnicy nie zamierzali tolerować niepokornego oficera. W czerwcu 1930 roku został zwolniony z zajmowanego stanowiska i pozostawiony bez przynależności służbowej, a następnie przeniesiony do rezerwy, oficjalnie z powodu pogarszającego się stanu zdrowia. Mimo ogromnego doświadczenia, mimo czarnych chmur jakie wkrótce jęły gromadzić się nad jego Ojczyzną, zabrakło dlań miejsca w szeregach sił zbrojnych.

 

We wrześniu 1939 r., po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, Abakanowicz otrzymał przydział do służby na lotnisku w Lidzie. Zastał tam ruiny i zgliszcza. Od pierwszego dnia wojny Luftwaffe zasypywała bombami lidzki aerodrom. 17 września, w obliczu inwazji sowieckiej, ocalałe samoloty przerzucono na Łotwę.

 

Wrześniowa klęska nie załamała dzielnego oficera. Rzucił się w wir pracy konspiracyjnej. Udzielał się w Związku Walki Zbrojnej, a w maju 1944 roku znalazł się w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych, ściślej zaś w ich części niescalonej z AK, podległej konspiracyjnemu Związkowi Jaszczurczemu. Występował pod pseudonimami „Barski”, „Grey Antoni”, „Grządziel”, „Podolak”, „Smuga”.

 

W NSZ objął funkcję m.in. Komendanta Okręgu VI (Warszawa – powiaty). W Powstaniu Warszawskim był szefem sztabu 2. Dywizji Piechoty NSZ, następnie Zgrupowania „Sęp”. Po klęsce zrywu uniknął niewoli, opuszczając miasto w tłumie uchodźców.

 

Wkrótce znalazł się w Częstochowie, stale podtrzymując kontakt z podziemiem narodowym. W październiku 1944 pełnił obowiązki szefa sztabu Komendy Głównej NSZ. Współuczestniczył w opracowywaniu planów i instrukcji w sprawie przystosowania konspiracji do walki w nowych warunkach. W styczniu następnego roku awansowano go do stopnia pułkownika, powierzając mu funkcję inspektora Obszaru Południe oraz członka Rady Inspektorów NSZ.

 

Ostatni rozdział

W październiku 1945 roku Abakanowicza dopadli ubecy. Otrzymał wyrok śmierci, następnie zamieniony na karę dożywocia, na mocy amnestii skróconą do 15 lat więzienia. Pozorna łaskawość czerwonych oprawców nie ocaliła go.

 

Za kratami nie zdołał przeżyć nawet trzech lat. Zmarł 1 czerwca 1948 roku w szpitalu więziennym we Wronkach, po tym jak strażnik skatował go ciężkim pękiem kluczy. Pochowano go w kwaterze więziennej, w grobie oznakowanym jedynie numerem. Rodzinie po długich staraniach udało się zlokalizować miejsce pochówku i ustawić na nim krzyż.

 

W czerwcu 1991 r. prochy pułkownika Piotra Abakanowicza zostały ekshumowane i przeniesione na Cmentarz Wojskowy na warszawskich Powązkach. Pogrzeb odbył się w asyście Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, delegacji lotników i kombatantów NSZ.

 

Tuż przed uroczystością ideowy pomiot utrwalaczy władzy ludowej ponownie dał dowód swego zbydlęcenia. Nienawistne ręce wymalowały swastyki na trumnie oficera. W następnych latach mogiłę kilkakrotnie sprofanowali nieznani barbarzyńcy. Dawny dowborczyk i żołnierz Wielkiej Polski wciąż był dla nich niebezpieczny.

 

 

Andrzej Solak

 

 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
pytanie
dlaczego o tak zacnym człowieku słyszę po raz pierwszy??? dlaczego nasza młodzież uczy się o "wielkich patriotach" jak Kuuroń, Maazowiecki, Geermek, a niczego się nie dowie o wartościowych ludziach? to wielkie pytania, które określa naszą przyszłość...po przez państwowy monopol na edukację można można sączyć do umysłów młodych ludzi dowolne treści: za bohaterów uznawać czerwone, komunistyczne pluskwy, a bohaterów nazywać "wyklętymi", bandytami itd.
Polak
A co POPiS na temat wspomnianych profanacji? Kolejny sukces neobolszewickich demokratów?
PK
Piękna postać.
aviator
Za kilka dni z pompą i szumem będziem świętować wolne wybory 1989. Cóż, skoro w wolnej ponoć Polsce, zbrodnie komunistów nie zostały rozliczone. Co więcej, poplecznicy minionego systemu dobrze się mają. Głos zabiorą ci, co nie zrobili nic, by wszelkiej maści czerwonych katów rozliczyć z każdej kropli polskiej krwi. To przykre, bo pośród nas żyją i ofiary i kaci. Jakim trzeba być "tworem", by udawać że nic się nie stało, że to było dawno. Przykład płk. Abakanowicza pokazuje jasno, że winniśmy pamiętać o tej krwi. Chwała bohaterom!
Krakusik
Kiedy dziś patrzę na Europę, USA i inne części świata, gdzie socjalistyczna i komunistyczna zaraza zbiera coraz większe żniwo, trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że bez pomocy bogatych ówczesnego świata z USA, Anglii i Niemiec ten ideowy potwór nigdy by nie zaistniał. Pośrednio więc winę za rzeszę niewinnych ofiar, również opisanego w artykule polskiego bohatera, ponoszą niby demokracje Zachodu, które finansowały ten bezbożny system. Naiwna wiara w demokrację jest iluzja, która zmienia się stopniowo w totalitaryzm jak uczy tego historia.
POKAŻ WIĘCEJ KOMENTARZY